Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spotkania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 stycznia 2016

10. Nie chcę cię ranić.

Hej kochani!
Wiem, że długo mnie nie było i teraz nadal chwilę mnie nie będzie. Zbliża się sesja i trzeba się przygotować.
_ _ _

[*]

"- Spójrz... na... mnie - wyszeptał. Zielone oczy odnalazły czarne oczy, ale po chwili coś w tych czarnych oczach zanikło, stały się nieruchome, puste i martwe." 
_______________________________________________


Wróciła do mieszkania. Była na siebie zła. Co ją podkusiło, żeby się zgadzać na kolację z Malfoy’em. Przecież ona go nienawidziła. Powinna go wywalić z mieszkania zaraz, gdy tylko go tu zobaczyła, a tymczasem tolerowała jego obecność, a teraz jeszcze zgodziła się na randkę z nim. Nie! To nie miała być żadna randka. Pójdzie tam i w kilku prostych słowach wyjaśni mu, że ma dać jej spokój.
Zaparzyła herbatę. Musiała się trochę uspokoić, a nic nie mogło zastąpić gorącej herbaty i kilku książek. No może kieliszek wina, ale nie miała na to ochoty.
Rozległo się pukanie do drzwi. No jasne. Pewnie informacja o spotkaniu z Malfoy’em już dotarła do Harry’ego i teraz będzie awantura. Z miną skazańca poczłapała otworzyć drzwi, które nie tak dawno zamykała. Chyba nie jest jej dana chwila spokoju.
- Wejdź. – Powiedziała, widząc swojego przyjaciela. – No chyba, że zamierzasz robić aferę, to cześć.
- O co miałbym ci robić awantury? Ja tylko wpadłem zapytać, jak się czujesz w pierwszym dniu na nowym stanowisku.
- A jak mam się czuć? – Zapytała, przepuszczając go w drzwiach. – Mam cały dzień wolny, więc jeszcze to chyba do mnie nie dotarło. Odebrałam tylko swoje rzeczy.
- Nie masz żadnych pytań?
- Właściwie to chyba wszystko wiem.
- A jak rodzice?
- Powinnam ci podziękować, Harry. Sama miałam się tym zająć, a tymczasem ty znajdujesz pracę mojemu ojcu. Jestem wyrodną córką.
- Skąd. Ostatnio miałaś dużo na głowie. Chciałem ci jakoś pomóc.
- Dziękuję. To miłe.
- Cieszę się, ze to doceniasz.
- Chcesz herbaty, kawy, czegoś mocniejszego?
- Masz kremowe piwo?
- Tak.
- To poproszę.
Przyniosła mu piwo i kufel. Z uwagą przelewał swój ulubiony napój.
- Dlaczego uznałaś, że przyszedłem z awanturą?
- To Lisa nic ci nie mówiła.
- Nie widziałem się z nią dzisiaj.
Właściwie to Harry nie miał kiedy się z nią zobaczyć. Lisa pracowała, a chwilę wolnego czasu spędziła z Hermioną. I oczywiście przez całą godzinę męczyła ją na temat tego, jaki to Draco jest przystojny i miły. Kazała jej się właściwie zachowywać na randce. Miona już nie miała sił zaprzeczać, że to nie randka.
Zastanawiała się, czy powiedzieć o tym Wybrańcowi, ale ten pewnie się wścieknie i skończą kłótnią. Kobieta miała czasami tego dosyć. Zachowywał się zdecydowanie zbyt zaborczo jak na przyjaciela. Chciała go uświadomić, ale póki co nie miała na to siły. W jej życiu zdecydowanie się za dużo działo. Dlaczego nie mogła mieć spokojnego życia? Tyle czasu je planowała i nic się nie zgadzało. W planach miała już męża i gromadkę dzieci, a w rzeczywistości chyba skończy jako stara panna. Chyba była zbyt wybredna, ale to nie jej wina, że chciała przeżyć miłość życia. Chciała kochać, a nie wychodzić za mąż z samotności.
- Dlaczego tak zamilkłaś?
- Chyba jestem po prostu zmęczona.
- To się połóż.
- Nie o to mi chodzi. Po prostu za dużo się wydarzyło. Chciałabym mieć chociaż kilka dni, w których nic się nie wydarzy.
- Rozumiem. Nie miałaś spokoju od pierwszego dnia w Hogwarcie.
- Nawet szybciej.
- To znaczy?
- Całe życie byłam inna niż dzieci sąsiadów. Każdy bał się ze mną zadawać, bo wokół mnie zawsze działy się dziwne rzeczy. Dzieciaki chowały się na mój widok. Dopiero, kiedy zrozumiałam, że jestem czarownicą, udało mi się to wszystko ukrywać. Zaprzyjaźniłam się nawet z kilkoma osobami, ale nadal byłam inna.
- Przynajmniej miałaś rodziców, którzy cię kochali i nadal kochają.
- Wybacz. Nie powinnam się tak nad sobą użalać.
- Będzie dobrze. – Przytulił ją, ale szybko się odsunęła. Istniała między nimi niewidzialna granica, a Hermiona nie chciała jej przekroczyć. Harry ją kochał jak kobietę, a ona kochała go jak brata. Dlaczego Harry musiał się zakochać akurat w niej? Gdyby zakochał się w Lisie, ona by była zachwycona i bez wahania przyjęłaby go pod swoje skrzydła.
- Musimy pogadać. – Zdecydowała.
- O czym?
- O naszej przyjaźni.
- Co z nią jest nie tak?
- Mam wrażenie, że sobie z tym nie radzisz. Harry, jesteś moim najlepszym przyjacielem, ale nic więcej do ciebie nie czuję. Nie chcę cię ranić.
- Rozumiem. Nie musisz się za to obwiniać. To moja decyzja.
- Ale nie czuję się z tym komfortowo. Nie wiem, na ile mogę sobie pozwolić, żebyś nie zrozumiał czegoś jako aluzji do czegoś więcej. Chciałabym się z tobą przyjaźnić tak samo, jak wtedy w Hogwarcie zanim pokonaliśmy Voldermorta. A ty w dodatku czasami zachowujesz się tak, jakbyś był moim chłopakiem. Uważam, że najlepiej będzie, jak przestaniemy się widywać. Może w końcu będziesz mógł ułożyć sobie życie.
- Przepraszam, że dałem ci się tak we znaki. Nie chciałem. Teraz, jak tak nad tym myślę, to masz rację. Powinienem odetchnąć trochę. Nie wiem tylko, czy dam radę o tobie zapomnieć.
- Nie wiem, co mam ci na to dopowiedzieć.
- Chyba już pójdę. Przemyślę to wszystko. Mógłbym cię przekonywać, że przestanę cię kochać i będę idealnym przyjacielem, ale to pewnie minie się z prawdą. Czy to jednak oznacza, że będziemy się traktować jak obcy ludzie? Po tych wszystkich latach?
- Nie. Po prostu nie będziemy się tak często widywać. Nie chcę walczyć z tobą o przyjaźń.
- W takim razie… cześć?
- Cześć.
Wyszedł, a ona się rozpłakała. Czuła się okropnie z tym wszystkim. Czy właśnie straciła przyjaciela? Miała jeszcze Blaisa, ale to z Harrym przyjaźniła się tyle lat. To z Harrym przeżyła tyle przygód i to on ją pocieszał, kiedy miała gorszy dzień. To Harry był obecny każdego dnia. Jak łatwo wszystko zniszczyć miłością. Wystarczy, że jedna osoba poczuje coś więcej i od razu wszystko się wali.
Powoli wstała i zaczęła się szykować do wyjścia. Nie miała na to najmniejszej ochoty, ale chciała już to mieć z głowy.
Ubrała dżinsy i ulubioną koszulę w kratę. Nie miała ochoty się stroić dla kogoś, komu chciała powiedzieć, żeby wynosił się z jej życia. Rozczesała włosy i poprawiła makijaż.
Wyszła prosto w mroźne powietrze. Schowała twarz w szaliku i ruszyła przed siebie. Tylko Malfoy mógł wpaść na spotkanie przy takim zimnie. Przedzierała się przez nieodśnieżony chodnik. Rano tego śniegu nie było, ale w ciągu chwili potrafiło napadać po kolana. Pamiętała, jak w Hogwarcie wstawała przed innymi, siadała na parapecie i wpatrywała się w płatki śniegu lawirujące w powietrzu, by opaść gdzieś na terenach zamku. To była taka jej chwila samotności i czas, kiedy nie myślała o niczym.

*-*-*

Był cały w skowronkach, kiedy dostał wiadomość od Hermiony, że jednak się spotkają. Nie powinien się tak cieszyć, ale nic nie mógł na to poradzić. Wpływ na jego nastrój miała też Lisa i nowa praca. Blondynka była bardzo miła i gadatliwa. Zanim się zorientowała, opowiedziała mu całą historię ze swojego życia i o tym, jak poznała Hermioną. Mówiła, że są najlepszymi przyjaciółkami. Dowiedział się też, że jest zainteresowana Harrym, ale nie zwraca na nią uwagi, bo woli Hermionę, która z kolei nie chce nic oprócz przyjaźni. Na wiadomość, że Granger nie ma żadnego faceta, zrobiło mu się lepiej. Jednak, żeby nie było tak kolorowo, przyjaciółka Hermiony wierciła mu dziurę w brzuchu. Chciała wiedzieć, jakie są jego zamiary co do byłej Gryfonki. Nie miał ochoty odpowiadać na to pytanie. On sam nie wiedział jeszcze, jak to wszystko się potoczy. Chciał ją odzyskać, ale wiedział, że to nie będzie łatwe.
- Wybierasz się gdzieś? – Zapytał Zabini, widząc, że kumpel ubrał najlepszą ze swoich koszul.
- Może.
- Jak ma na imię?
- Nieważne.
- Później mi powiesz. Tylko pamiętaj. Dziewczyny lubią kwiaty.
- To nie jest randka.
- Jasne. Jakby to nie była randka, to byś się nie stroił jak na jakieś wesele.
- Daj już spokój.
- A jak było w pracy?
- Czy ty jesteś moją żoną, Blaise?
- Ciekawość.
- Jasne. Pewnie umówiłeś się z Lisą.
- Znasz ją?
- Stary, próbuję ją zbajerować już jakiś czas, a ty przychodzisz do pracy i już? I gdzie tu sprawiedliwość.
- Nie umówiłem się z Lisą, jeśli to cię uspokoi.
- Nie uspokoiło. Nadal nie wiem, z kim się spotykasz.
- Zazdrosny jesteś, czy jak? Zachowujesz się jak jakaś kwoka. Wypytujesz, jakbyś był moją żoną. Może Granger miała rację, że jesteś innej orientacji.
- Zaliczyłem więcej panienek niż ty. To raczej ciebie bym o to podejrzewał.
Blaise zniknął tak szybko, jak się pojawił. Chciał uniknąć kolejnych oskarżeń. Martwił się o kumpla. Pamiętał go przed Azkabanem. Już wtedy zrezygnował ze wszystkich panienek, bo zaczęło mu zależeć na Hermionie. Myślał, że po odsiadce mu przejdzie, ale najwidoczniej było coraz gorzej. Musiał się zejść z Hermioną, albo o niej zapomnieć. Jeszcze by zrobił coś głupiego. Dlaczego Carrow uwziął się na nich aż tak? Czy można usunąć uczucie, zmieniając pamięć?
Draco bał się tego spotkania, ale już nie mógł się wycofać. Nie wiedział, jak się zachować, kiedy ją zobaczy. On pamiętał wszystko, ona nie. Mógł wtedy zostać, a nie zostawiać ją samą w Hogwarcie. Nic by się nie stało. Może Carrow wróciłby do Azkabanu, a oni byliby szczęśliwi. Wiedział, że takie myśli nie mają sensu. Nie cofnie czasu. Już było za późno. Nawet zmieniacz czasu by tu nie pomógł. O ile w ogóle jeszcze jakiś istnieje, bo po wojnie z Voldermotem zniszczono chyba wszystkie.
Widział ją już daleka. Podszedł do niej i chciał jej pomóc, ale okazało się, że sam potrzebował pomocy. Kilka centymetrów od niej poślizgnął się na lodzie i wylądował na tyłku. Minę musiał mieć dziwną, bo wybuchła śmiechem.
- Nie chciałam iść na to spotkanie, ale warto było dla takiego widoku. – Powiedziała w końcu, gdy przestała się śmiać.
- Cieszę się, że cię rozbawiłem.
- Może jednak nie będzie tak źle. To gdzie idziemy?
- Tam. – Wskazał na restaurację po drugiej stronie.
- Chyba nie jestem odpowiednio ubrana.
- Daj spokój.
Usiedli przy odosobnionym stoliku, skąd mogli obserwować wszystkich gości.
- Co słychać? – Zapytał, gdy nic innego nie przyszło mu do głowy.
- Zaproponowałeś kolację, bo chciałeś porozmawiać. Słucham.
- Może najpierw coś zamówimy?
- Niech ci będzie.
Widział, że chciała jak najszybciej wyjść. Zupełnie, jakby nie wywalił się dopiero przed nią w bardzo popisowy sposób.
Zamówiła jakąś sałatkę. Właściwie, to wzięła pierwsze danie z brzegu. Wiedziała, ze i tak tego nie zje. Zamierzała powiedzieć tylko kilka „miłych” zdań i wyjść, zanim ktokolwiek się zorientuje, że tu w ogóle była.
- Słucham. – Powtórzyła, kiedy kelner odszedł z zamówieniem.
- Chciałbym cię jeszcze raz przeprosić za wszystko. – Nie wiedział, co dalej. Nie potrafił z nią rozmawiać, kiedy ona traktowała go w tak chłodny sposób. Wbrew wszystkiemu spodziewał się, że będzie chociaż udawać miłą.
- Powiedziałam, ze przyjmuję przeprosiny. Jeśli tylko tyle masz do powiedzenia, to już pójdę. – Zaczęła się podnosić, ale coś w jego wzroku sprawiło, że zrezygnowała z ucieczki.
- Chciałbym się częściej z tobą widywać. Jako przyjaciele.
- Niezła komedia. Najpierw tracę przyjaciela, potem mam zyskać następnego. Uważasz, że po latach takiego traktowania, jakie mi zafundowałeś, torturach twojej ciotki i twojej służbie dla Voldemorta będziemy się tak po prostu przyjaźnić?
- Nie. Ale myślę, że stopniowo mogłoby się udać.
- Czego ty tak właściwie chcesz? Przyjaciół masz pewnie mnóstwo, więc dlaczego tak uparcie próbujesz się zbliżyć do mnie?
Powiedzieć prawdę? Skłamać? Ale gdyby chciał skłamać, to co miał powiedzieć?
- Jesteś przyjaciółką Zabiniego, a ja jego przyjacielem, więc będziemy się pewnie częściej spotykać w trójkę. Pomyślałem, że dobrze by było się nie kłócić.
- Już miałam dwóch przyjaciół. I to nie skończyło się dobrze. Nie zamierzam znowu się w to bawić.
- Ale co bawić?
- Najpierw się przyjaźnicie, a potem wyskakujecie z wielką miłością po grób i nie potraficie zrozumieć, że to nie wyjdzie.
Miała rację. On właśnie to próbował zrobić. Miał nadzieję, że po jakimś czasie przypomni sobie wszystko.
- I jeszcze jedno. Przestań wchodzić w moje sny.
- O czym ty mówisz?
- Nie kłam. Wiem, że istnieje eliksir, który pozwoli na dostanie się w sen wybranej osoby. Nie mam ochoty cię widywać w moich snach.
- Nie kontroluję twoich snów.
- Tak? To jakim cudem jesteś w moim prywatnym miejscu na wyspie? – Zamilkła, kiedy zdała sobie sprawę, że powiedziała za dużo. Co się z nią działo? Dlaczego mówi mu to wszystko? Powinna wyjść i to w tej chwili. Zanim zrobi coś głupiego.
- Wracają wspomnienia. – Powiedział to do siebie, ale ona usłyszała.
- No nie. Ty też? Najpierw Blaise, a teraz ty.
- A nie przyszło ci do głowy, skąd się przyjaźnicie z Blaisem?
- Przyjaźnimy się od ostatniego roku w Hogwarcie.
- Właśnie. A dlaczego?
- Uratował mnie.
Musi wyjść. Musi uciec przed jego pytaniami.
Wstała. Pobiegł za nią. Powinien pozwolić jej na to. On też musiał poukładać myśli, ale też powinien jej to wszystko wyjaśnić. Po drodze zabrał jej płaszcz. Widział jej wahanie, kiedy się odwróciła w jego kierunku. Podał jej okrycie.
- Hermiona, przepraszam. Nie powinienem tak pytać. Jest mi przykro, że cię skrzywdziłem i chciałbym to wszystko naprawić. Wiem, że już jest za późno, ale chciałem spróbować. Nie musisz się na to zgadzać. Proszę cię tylko o jedną szansę.
- Jaką mam pewność, że nie chcesz mnie skrzywdzić?
- Będziesz musiała mi zaufać.
- Ja…
- Nic nie mów. Odprowadzę cię do domu, a potem dam ci czas na przemyślenie. Zgoda?

- Chyba tak.

sobota, 17 października 2015

9. Nadzieja zawsze odchodzi jako ostatnia.

Ja wiem, że trochę mi zeszło z tym rozdziałem. Przepraszam za długi czas oczekiwania, ale w końcu te prawdziwe studia się zaczęły i jest troszkę dużo programowania.
Dziękuję po raz kolejny za oddane głosy. Szkoda, że pojawiły się cztery osoby, które tylko weszły, wypowiedziały się i wyszły. Takie tam zagubione duszyczki.
No nic. Zapraszam do czytania.
I bym zapomniała: Wasze blogi odwiedzę, gdy tylko znajdę chwilę wolnego czasu. Nie martwcie się :)


CZYTAM = KOMENTUJĘ


_________________________________________________



- Co on tu robi?
- Draco, to jest właścicielka mieszkania. – Powiedział Blaise. Nie spodziewał się tego, że Hermiona zastanie tu jeszcze Malfoy’a. Właściwie to blondyn już zdążył odesłać spakowany kufer do nowego lokum. Miał zostać kilka dni w Malfoy Manor, a przez ten czas poszukać czegoś innego. Czegoś, co pomoże mu zapomnieć o wszystkim. Czegoś, co pomoże mu zacząć nowe życie. Życie wolne od Voldemorta. Wolne od jego ojca. Wolne w uczuciach. Blaise oczywiście zaoferował pomoc i miał się razem z nim przenieść na stare śmieci, żeby dbać o jego kondycję psychiczną.
- Powtórzę pytanie. Co on tu robi? – Była wściekła na Blaisa. Jak on mógł sprowadzić tutaj jej najgorszego wroga?
- Pomaga mi w przeprowadzce. Dzisiaj się wynoszę. Dziękuję za gościnę, Mionka. – Zabini błagał w myślach, żeby kumpel się nie wygadał. Nie miał ochoty na awantury. Poza tym nadal próbował znaleźć jakiś sposób, żeby pogodzić tych dwoje.
- Masz szczęście. Zaproponowałabym czekoladę, ale pewnie jesteście zajęci.
- Ależ skąd. Spieszysz się, Draco?
- Właściwie to…
- Siadaj. Ty też, Hermiona. Ja zrobię. – Zaczął szybko działać Zabini. Dziewczyna posłała mu tylko spojrzenie, mówiące, że nie dożyje ranka. – Też cię kocham. – Powiedział z szerokim uśmiechem.
- Niech ci będzie. Siadaj, Malfoy. – Powiedziała i sama usiadła tak daleko, jak tylko jej pozwoliło na to położenie mebli w pokoju.
- Hermiona, ja…
- Nic nie mów. Niech on zrobi tą czekoladę, napijemy się, a potem znikasz.
- Przepraszam.
Kobieta popatrzyła ze zdziwieniem na Malfoy. Zrozumiała, za co przeprasza, ale i tak ją to zaskoczyło. No cóż. Nie dziwne. Dla niej Malfoy był nadal nadętym arystokratą i sługą Voldemorta.
Draco ją obserwował. Jak to możliwe, że niczego nie pamiętała? W tej chwili oddałby wszystko, co ma, żeby tylko była jego przyjaciółką. Nie musiała go kochać. Chciał tylko móc z nią normalnie porozmawiać. Bez tych wszystkich wyzwisk.
- Rozumiem, czemu przepraszasz, ale nie rozumiem, co chcesz tym osiągnąć.
- Chcę, żebyś mi dała czystą kartę. – Celowo użył tych samych słów, co na wyspie. Nie wiedział, czego oczekiwał. Nadzieja w końcu umiera ostatnia, ale ona nie wyglądała jakby cokolwiek kojarzyła.
Popatrzyła na niego, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu. Malfoy przepraszający. Malfoy o coś ją prosi. Malfoy nie wyzywa jej od szlam. Co się stało? Czy Azkaban może tak zmienić człowieka? A może to tylko gra? Może znowu próbuje ją zranić? Znowu na niego spojrzała i wiedziała, że mówi szczerze. Na twarzy tej Tlenionej Fretki pojawiły się uczucia! Wygląda na to, że pobyt w więzieniu nie tylko zmienił jego wygląd, ale też postrzeganie świata.
- To nie będzie łatwe, ale zgoda. Mam nadzieję, że nie zepsujesz tego.
- Dziękuję. – W tym jednym słowie zawarł wszystko, co czuł. Dla niego to znaczyło o wiele więcej niż ona mogła sobie wyobrazić.
- Jak miło widzieć dawnych wrogów spokojnie rozmawiających. – Powiedział Blaise, wchodząc z gorącą czekoladą w kubkach. Obserwował ich cały czas i uznał, że nadszedł czas, żeby im o sobie przypomnieć. Nie miał w planie czegoś takiego, ale to wiele ułatwiło. Teraz wystarczy tylko odpowiednio często umawiać tą dwójkę i może znowu coś zaiskrzy.
- To było zaplanowane? – Spytała się Zabiniego.
- Szczerze? To nie. Ale to miło, że się nie zabijacie. Tym bardziej, że od jutra ty masz wolne – zwrócił się do Hermiony. – Wróciłaś z misji, więc przysługuje ci prawo do kilkudniowego odpoczynku. Plus awans. A Draco dostał twoje dawne stanowisko.
- Co? – Spytali jednocześnie.
- Nie przypominam sobie, żebym się starał o pracę. – Dodał Malfoy.
- Nie będziesz siedział sam w tych czterech ścianach i się nad sobą użalał.
- Przecież ty też tam będziesz.
- Ja pracuję.
- Ekstra. Ja zawsze wiedziałam, że coś z wami jest nie tak. I w końcu wiem co. Jesteście homo. – Rzuciła kobieta, co wywołało ich śmiech. Dopiero teraz do nich dotarło jak brzmią wypowiadane przez nich słowa.

- Przepraszam.
Byli na wyspie. Jej ulubionym miejscu, gdzie spędzała czas z rodzicami. Blondyn leżał obok niej, ale wyglądał inaczej. Nie był tak wychudzony i w dodatku delikatnie się do niej uśmiechał.
Szybka zmiana scenerii.
Byli w Hogwarcie. Siedzieli w jej dormitorium i śmiali się z czegoś. Było jej tak dobrze. Nie chciała wracać do Rona. On jej nie rozumiał i dosyć często się kłócili.
Kolejna zmiana.
Hogwart. Siedzieli na jej łóżku. On był taki smutny. Chciała go pocieszyć. Jej wargi stopniowo przysuwały się do jego ust. Chciała tego pocałunku. Wiedziała, że to nie jest dobry pomysł, ale są takie sytuacje, kiedy serce wygrywa z rozumem.
Poczuła lekkie muśnięcie.
Obudziła się. W pewnej chwili nie wiedziała dlaczego. Próbowała siebie przekonać, że to był tylko sen. Że Malfoy jest w tym momencie daleko i pewnie już żałuje, że ją przeprosił. Była na siebie zła, bo ten sen jej się nawet podobał. Ciekawe, jaka jest szansa, że kiedyś stworzą taką przyjaźń. Na tą ostatnią scenę nie ma co liczyć. Ona nigdy się w nim nie zakocha. Może robić, co mu się spodoba, ale nigdy jej nie zdobędzie.
Próbowała zasnąć, ale krople deszczu uderzające w szybę skutecznie jej to uniemożliwiały. Zegarek przy łóżku wskazywał na piątą. Westchnęła i wstała z łóżka. Poranna toaleta, śniadanie, makijaż, ubranie. Zanim się zorientowała, wybiła dziewiąta. Postanowiła się przejść do rodziców. Obiecała, że pomoże im na nowo znaleźć pracę w zawodzie, a do tego czasu jakoś sobie dadzą radę. W końcu Hermiona właśnie dostała awans. Pensja aurora wystarczy, żeby utrzymać ją i jej rodziców. Trzeba będzie tylko znaleźć jakiś kantor czy coś w tym stylu, gdzie rozmieniają pieniądze czarodziejów na te mugoli.
Wiatr nie pozwalał jej na użycie parasolki, więc kiedy dotarła do domu rodziców, była kompletnie przemoczona.
- Hermionko, skarbie, wejdź. Rozchorujesz się jeszcze.
- Dzień dobry, mamo. Gdzie tata?
- Harry przyjechał z samego rana z wiadomością, że ma się ubierać i jechać na rozmowę o pracę. Masz wspaniałego przyjaciela.
- Wiem, ale jednak to ja miałam pomóc.
- A czy to ważne? Ściągaj lepiej te ciuchy, a ja poszukam ci czegoś suchego.
- Nie trzeba. – Wyciągnęła z kieszeni dżinsów różdżkę i płynnym ruchem nadgarstka wysuszyła ubrania.
- Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję. – Uśmiechnęła się jej matka.
- Spokojnie. Przedtem nie mogłam używać czarów, bo nie miałam siedemnastu lat.
- A teraz nic się nie stanie?
- Jestem już pełnoletnia, a ty jesteś moją matką, więc nic. Nie możemy używać czarów przy nieznajomych.
- Rozumiem. Masz ochotę na herbatę? Właśnie miałam robić.
- No jasne.
Nagle w okno zapukała sowa. Od razu było widać, że jest z ministerstwa. Hermiona szybko otworzyła okno i odebrała list. Puchacz od razu odleciał.
Rozerwała kopertę i przeczytała notkę. Nic więcej się nie dowiedziała, ale przynajmniej teraz miała oficjalnie już awans.


*-*-*


Tej nocy nie mógł spać. Nienawidził swojego domu i swojej sypialni. Był zadowolony tylko z usług skrzata domowego, który na życzenie posprzątał dwie  sypialnie gościnnych. Ale nawet teraz zbyt wiele wspomnień kłębiło się w jego głowie. Pamiętał, jak ojciec o mało go nie zabił, bo według niego był zbyt miły dla mugola. Pamiętał każdą minutę szkolenia przez Lucjusza. Pamiętał każdą łzę Hermiony, kiedy wyzywał ją od szlam. Tylko Zabini znał prawdę, ale on też miał rodzinę pod komendą Voldemorta. Z tą różnicą, że jego rodzina się w porę ogarnęła.
Przypomniał sobie sytuację z Hermioną. Po co to zrobił? Żeby jeszcze bardziej cierpieć? Mógł wyjść, a zamiast tego poprosił ją o wybaczenie. Dlaczego nie potrafił odejść z honorem? Dlaczego nie chciał zapomnieć? Nadal miał nadzieję. Był pieprzonym masochistą! I do tego dowiedział się, że przez jakiś miesiąc mieszkał u niej w domu. Spał w jej łóżku z inną kobietą. Źle się z tym czuł. Dlaczego Blaise mu tego nie powiedział? Co on takiego w sobie miał, że przyciągał do siebie sam ból? Gdyby tylko ona wiedziała, ile dla niego znaczy.
Rankiem robił dobrą minę do złej gry. Przyjaciela unikał jak ognia. Kazał sobie podać śniadanie do łóżka. Szybko się ubrał odpowiednio do stanowiska i wymknął się do pracy, zanim Zabini zdążył się zorientować, że Draco w ogóle wstał.
- Więc to ty jesteś ten nowy? Jestem Lisa. – Nieznajoma podała mu rękę.
- Draco Malfoy.
- Po co tak oficjalnie? W końcu będziemy tu razem pracować.
Wysilił się na uśmiech.
- Muszę przyznać, że przystojniak mi się trafił. – Mrugnęła do niego.
Malfoy przyjrzał się kobiecie. Była posiadaczką długich, blond włosów, zielonych oczu, zgrabnego, małego nosa i pełnych ust pomalowanych krwistoczerwoną szminką. Jej zgrabne ciało ukryte było pod obcisłym kostiumem w szarym kolorze.
- Mam ochotę na kawę? Skusisz się? – Spytała. – Ekspres do kawy to zdecydowanie najlepszy mugolski wynalazek.
- Nie, dzięki.
- Zupełnie jak Hermiona. A już myślałam, że znajdę kompana do ploteczek przy kawie.
- Faceci raczej nie plotkują.
- Bzdura. Dobra. Idę zanieść to szefowi. Zaraz wracam.
- Pomóc ci?
- Możesz otworzyć mi drzwi.
Za wszelką cenę starał się nie pytać o Hermionę. Kto jak kto, ale koleżanka z biura musiała znać jakieś szczegóły z jej życia.
W końcu Lisa wróciła, a wraz z nią i panna Granger.
- Malfoy już widzę w pracy. – Powiedziała, wchodząc do środka.
- To wy się znacie?
- Ze szkoły. Przepraszam, że wam przeszkadzam w pracy, ale jest tu kilka moich rzeczy, które chciałabym zabrać.
- Tylko błagam, nie tą cudowną magiczną maszynkę.
- Nie martw się. Jest twój. Ja i tak z niego nie korzystam.
- Jesteś najlepsza. – Blondynka uścisnęła ją.
- Dobrze się czujesz? Czy to tylko popis przed Malfoy’em? – Wyszeptała jej Hermiona, a ta spłonęła rumieńcem.
- Muszę jeszcze coś. – Nie dokończyła i już jej nie było.
- Przepraszam za nią. Kofeina jej chyba nie służy. – Uśmiechnęła się i zaczęła pakować wszystkie rzeczy.
- Wydaje się sympatyczna.
- Poczekaj. – Powiedziała złowróżbnym tonem. – Jeszcze będziesz miał jej dosyć.
- Pomóc ci?
- Nie dzięki.
Stał i przyglądał się, jak zbiera swój dobytek i chowa do kartonowego pudła.
- Wiesz, że jesteś czarownicą i mogłabyś to zrobić jednym zaklęciem?
- I tak nie mam co robić.
Do końca nie odezwał się już ani słowem. Lisa nie wracała, więc panowała cisza. Żadne z nich nie wiedziało, co ma mówić do tego drugiego. Draco bał się, że może go źle zrozumieć, a Hermiona po prostu nie potrafiła z nim jeszcze normalnie porozmawiać.
- Hermiona, Michael powiedział, że masz się do niego zgłosić jak już się ze wszystkim uporasz. – Ogłosiła Lisa, wracając.
- Jasne.
- Pewnie ma dla ciebie kolejne zadanie.
- Będziesz za mną tęsknić?
- Nie.
- Jak to?
- Wiesz. Mam takiego chłopaczka obok, to po co mi ty?
Roześmiały się obie, a Malfoy nie wiedział, jak się ma zachować. Czuł się niepotrzebny i niewidzialny. Rozmawiały o nim, jakby go tu nie było. W końcu obie przestały paplać, a Gryfonka zaczęła wychodzić z wielkim pudłem w rękach.
- Zobaczymy się na obiedzie. – Powiedziała do Lisy.
- Skoro porę obiadową masz już zajętą, to co powiesz na kolację? – Te słowa uciekły z jego ust, zanim zdążył pomyśleć. Cholera. Przy tej kobiecie tracił rozum. – Jako przyjaciele – dodał.
Zawahała się. Nie spodziewała się tego. I jeszcze mina jej przyjaciółki, mówiąca „wszystko mi wyśpiewasz”.
- No, nie wiem.
- Myślę, że powinniśmy pogadać. No wiesz. Oczyścić atmosferę.
- Zobaczę jeszcze i dam ci znać.
- Jasne.
Za szybko. Nie chciał jej spłoszyć. Jeszcze nie wiedział, co chciał osiągnąć. Wierzył, że może jednak pamięta cokolwiek z ich dawnej przyjaźni. Może przy spotkaniu sam na sam uda mu się tego dowiedzieć. Nadzieja umiera ostatnia. Postanowił dać sobie ostatnią szansę, a potem zniknie z jej życia i już nigdy więcej jej nie zobaczy. Postara ułożyć sobie życie.

wtorek, 28 lipca 2015

4. Niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie kupić.



Zanim przystąpicie do czytania poniższego rozdziału:
- Nieoficjalnie zatrudniłam sobie betę. Dziękuję Mateusz, że sprawdziłeś ten tekst przed dodaniem :)
- Kolejny rozdział pojawi się, kiedy pod tym będzie minimum 5 komentarzy.

Ten rozdział dedykuję Sylvii za wspieranie i wierne komentowanie każdego rozdziału oraz za poprawną odpowiedź na zagadkę. 
Dedykacja jest również dla Mateusza, który zachęca mnie do nieusuwania bloga i kontynuowania tej historii, a także jak już wyżej wspomniałam, za sprawdzanie błędów :)

Ode mnie to tyle.
Zapraszam do czytania i komentarzy.

Wasza Carrie.

P.S. Uważam, że ten rozdział wyszedł mi całkiem nieźle :)
I doskonale znamy politykę czerwonego tekstu :)

________________________________________________________________

Obudziło go poranne słońce. W końcu po tylu dniach jesiennych deszczy, zza szarych chmur wyszło słońce. Od razu poczuł się lepiej. Nienawidził jesieni. Przygnębiała go.
Ostrożnie się podniósł i rozejrzał w poszukiwaniu czegoś, co by się nadawało do picia. Do tego okrutnie bolała go głowa, więc minęła chwila, zanim zrozumiał, że nie jest w pokoju gościnnym, tylko najprawdopodobniej sypialni właścicielki mieszkania. Wstał po cichu, uważając, żeby nie obudzić swojego gościa. Spała tak spokojnie. Draco miał nadzieję, że to jeszcze trochę potrwa. Potem zaczną się pytania, obietnice, których on i tak nie dotrzyma, albo w najgorszym razie kłótnia i płacz. Wolałby tego uniknąć. Poczuł, że do tego dobrze znanego kaca dołączył kac moralny. Nie powinien tak postępować. Czym ona sobie zasłużyła, że trafiła akurat na niego?
Spojrzał na leżące wokół ciuchy i ogarnęło go obrzydzenie do niego samego. Kochał jedną czarownicę, a sypiał z innymi. Jeszcze dobrze nie poczuł odzyskanej wolności, a już ugania się za spódniczkami. Czy naprawdę kochał Granger? Wtedy by chyba nie podrywał każdej. Solennie obiecywał sobie, że już nigdy więcej nie tknie Ognistej. Same z tego problemy.
Pozbierał swoje ubrania, założył wczorajsze dżinsy i wyszedł z pokoju. W kuchni już czekał na niego Blaise.
- No coś niezbyt ciekawie wyglądasz. Miałeś chociaż dobry seks? - Zabini jak zwykle tryskał humorem.
- Nie był najgorszy. A gdzie twoja panna?
- Zmyła się koło szóstej rano.
- I nie zabrała siostry?
- Stary, przecież one obie są pełnoletnie. Chyba potrafią myśleć za siebie.
Blondyn nie był tego taki pewien. Jego nocna kochanka raczej nie wydawała się zadowolona z tego, że on pozbawił ją tego, co najcenniejsze. Chyba po prostu chciała się przypodobać siostrze. Cholera. On zdecydowanie za dużo myślał. Kiedyś tak nie było. Dlaczego nie może potraktować tej dziewczyny jak wszystkich innych?
- Masz. - Kumpel podał mu fiolkę i kawę.
- Dzięki. Chociaż myślałem, że w tym mieszkaniu raczej eliksiru na kaca nie będzie można uświadczyć.
- Bo pochodzi z moich zapasów.
Malfoy wypił najpierw zawartość fiolki, a potem kilka łyków kawy. Od razu poczuł się lepiej. Mimo to nadal twierdził, że już nigdy nie tknie alkoholu. Kolejne obietnice, których nie dotrzyma.
- Idę pod prysznic.
- Spoko, a jak się obudzi twoja cizia?
- Oby nie, ale w razie czego to mnie nie ma.
Blaise patrzył, jak jego najlepszy przyjaciel chowa się za drzwiami łazienki. Zastanawiał się, czy on jeszcze pamięta o Granger. Sam był już przekonany, że ona już jest spisana na straty. Albo raczej Malfoy u niej. Według uzdrowicieli jeśli jej pamięć nie wróciła sama, to zdjąć urok może tylko osoba, która je rzuciła. A Carrow był już martwy od dobrych pięciu lat. Chciał jakoś odciągnąć myśli kumpla od niej i miał nadzieję, że jeśli spotka "przypadkiem" dwie panienki, to o wszystkim zapomni. A tu się okazuje, że noc z blondynką tylko zaszkodziła. Nie pamiętał już, kiedy ostatnio widział go takiego zamyślonego.
Sięgnął ręką do kieszeni i wydobył z nich garść złotych galeonów - wynagrodzenie tej dziwki. Stracone pieniądze. Ale mimo wszystko próbował. Miał nadzieję, że Draco chociaż ją zaliczył. Jednak nie powinien się dowiedzieć, że obie lalki były podstawione.
Poznał je przypadkiem przez dawną kochankę. Wiedział, że starsza zajmuje się tym, co u mugoli nazywa się prostytucją. Właściwie to sam nie wiedział, czy w ich świecie ten zawód miał jakąś nazwę. Nigdy go to nie interesowało.
Weszła ubrana, jak gdyby nigdy nic. Jej ubrania były czyste i wyprasowane. Zupełnie tak, jakby w nocy powiesiła je na wieszaku, a nie uprawiała seks. Cóż. Magia.
- Masz moją kasę?
- Jasne.
Odliczyła, czy wszystko się zgadza.
- Robić z tobą interesy, to czysta przyjemność. Gdybyś nas jeszcze potrzebował, to wiesz, gdzie nas znaleźć. Na razie.
- Cześć.
Wyszła z mieszkania, cicho zamykając drzwi. Blaise odetchnął. Teraz już nic się nie wyda.
- Za co ona dostała kasę?
- O czym ty mówisz?
- Widziałem.
Kurwa. Tego nie przewidział. Nie miał pojęcia, że Draco ich obserwował.
Tego już było za wiele. On naprawdę wszystko rozumiał, ale czy Zabiniego doszczętnie pogięło! Już musi dziwki zamawiać? I to jeszcze takie, które świetnie udają dziewice. Jak on mógł się na to nabrać. Chociaż w sumie. Ona nie wyglądała na prostytutkę.
- Czy myślisz, że tylko dziwka by mnie chciała?!
- Stary, to nie tak.
- Posłuchaj mnie. Jesteś moim przyjacielem. Ale jeśli jeszcze raz zrobisz coś takiego, to będzie koniec naszej przyjaźni. Jakbym chciał którąś z tych panienek, to pewnie już dawno bym się znalazł w którymś burdelu, czy jak to się zwie.
Czuł się upokorzony. Jego najlepszy kumpel płacił komuś za to, żeby on, Draco Malfoy, miał przyjemność. To było chore. Rozumiał troskę Diabła, ale to nadal było chore.
- Słuchaj, chciałem uświetnić jakoś twój powrót i chciałem, żebyś zapomniał o Granger.
- A prosił cię ktoś? Poza tym skąd wiesz, że ja coś do niej kiedykolwiek czułem? A nawet jeśli, to było lata temu. W Azkabanie raczej się nie myśli o niespełnionej miłości.
Blondyn wyszedł, trzaskając drzwiami. Rzucił się na łóżko i na wszelki wypadek zamknął drzwi zaklęciem.
Znawca się znalazł. Co on mógł wiedzieć? To nie on spędził tyle czasu w Azkabanie. To nie on był pilnowany przez dementorów. To nie on co noc słyszał krzyki współwięźniów. To nie on widział, co się dzieje z człowiekiem po Pocałunku Dementora.
Przybyły wspomnienia. Na nowo odczuwał ten przenikliwy chłód, kiedy za oknem panował sztorm. Nie raz fale były tak wysokie, że sięgały do jego celi, żeby ją doszczętnie zalać. Oczywiście nikt się tym nie przejmował. Wszyscy mieli gdzieś, że może przez to zachorować. Ale jakimś cudem udało mu się to przeżyć. Tylko raz naprawdę zachorował, ale wybrnął z tego. Przypomniał sobie wiele bezsennych nocy, bo krzyki innych skazańców nie dały mu spać. Najgorzej było, kiedy człowiek siedział w Azkabanie tylko po to, żeby za dwa dni doświadczyć Pocałunku. Potem taki był wypuszczany, ale co mu z tego. Był jak roślina. Po prostu istniał. Nie miał uczuć. Czasem Draco się zastanawiał, czy nie poprosić o coś takiego. Nie musiałby wtedy czuć tych wszystkich żali, wyrzutów sumienia. Kiedy tylko w pobliżu znajdował się jeden z tych potworów, przypominał sobie wszystkie najgorsze wspomnienia w życiu. Na nowo odczuwał żal małego chłopca, który był odtrącany przez ojca. Znowu palił go żywy ogień na wspomnienie tortur zadanych mu przez ojca za najmniejsze przewinienie.
Ale teraz był wolny. Jednak nie był pewien, czy zdoła zapomnieć o tych pięciu latach.



*-*-*


Dwójka ludzi podeszła do nich.
- Cześć, jestem Jane Granger. A to mój mąż Ethan.
- Hermiona. - Nie podała swojego nazwiska. - Ja przepraszam.
Wybiegła, zanosząc się płaczem. Nie spodziewała się spotkać swoich rodziców. Zupełnie inaczej wyobrażała sobie to spotkanie. Liczyła, że będą gdzieś sami, a ona w kilku słowach odda im wspomnienia i na nowo staną się rodziną. Ciepły uśmiech kobiety przywołał wspomnienia. Jej beztroskie dzieciństwo, reakcje rodziców na wiadomość, że jest czarownicą, każde rozstanie z nimi. No i najważniejsze: ostatnia rozmowa. Zapewniała ich wtedy o swojej miłości. Dziękowała za lata opieki nad nią. Nie wiedzieli, jakie ma plany. Inaczej pewnie by ją powstrzymali.
Biegła przed siebie, aż znalazła się przed swoim tymczasowym domem. Weszła do środka i tylko płakała. Przywołała zaklęciem wino i pociągnęła prosto z butelki. Teraz już piła i płakała. Aż w końcu nie starczyło jej łez. Dopiero wtedy wstała z podłogi i skierowała się w stronę łazienki. Ochlapała opuchniętą twarz zimną wodą i przywołała kolejną butelkę. Chciała zapomnieć o tym, ale wino tylko sprawiło, że więcej myślała niż do tej pory.
Rozległo się pukanie.
- Proszę.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale przyszedłem sprawdzić, czy wszystko dobrze. Martwiłem się.
- Jak widzisz. Wszystko w porządku. Możesz już iść. Podniosła się, chcąc go wypchnąć na zewnątrz, ale zachwiała się i upadła.
- Wszędzie cię szukałem.
- Ty i tak nic nie zrozumiesz. - Bełkotała i znowu się rozpłakała. Już sama nie wiedziała, czy chce, żeby on został, czy chce, żeby wyszedł.
- Spróbuję, tylko najpierw musisz trochę wytrzeźwieć.
- Tam. - Wskazała na kufer.
Bez trudu odnalazł właściwy eliksir. Widać było, że chociaż mugol, to dobrze orientuje się w świecie czarów. A może to to, że wszystkie były podpisane?
Po wypiciu poczuła, że jest w stanie racjonalnie myśleć, chociaż nadal szumiało jej w głowie. Musiała sporo wypić, skoro lekarstwo nie zadziałało całkowicie. To był jej eliksir jej własnej produkcji. Jeszcze nie nadała mu nazwy, ale pozwalał na pozbycie się skutków upojenia alkoholowego, dzięki czemu można było wypić więcej i nie stracić przytomności umysłu. Ten eliksir nie był jej pomysłem. To Harry go potrzebował, żeby zaistnieć wśród znajomych. Może i Wybraniec, ale głowę to miał słabą.
- Dlaczego tak wybiegłaś? Wszędzie cię szukałem.
- Przepraszam. Po prostu to moi rodzice. - Powiedziała w końcu. - Musiałam ich chronić. - Pociągnęła nosem. - Nie chciałam, żeby Voldemort im coś zrobił. - Kolejne pociągnięcie. - I wymazałam im pamięć.
Podał jej chusteczkę. Był pod wrażeniem tych rewelacji. Świat magii znał od lat. Zaczęło się od tego, że jego kuzynka dostała list. Może dlatego w końcu oni przyszli do niego z prośbą o współpracę. Wbrew pozorom nawet mugol im się przydawał. Jednak nie spodziewał się czegoś takiego. Wymazać pamięć własnym rodzicom. To pewnie musiało być dla niej trudne. A teraz ich spotkała, po tak długim czasie.
- Biedactwo. Musi być ci ciężko. - Objął ją, a ona ufnie się w niego wtuliła. - Jest jakiś sposób, żeby przywrócić im pamięć?
- Tak, ale to trudne. Niewielu osobom się udaje. No i muszę być z nimi sam na sam. Dziwnie by to wyglądało, jakbym zaczęła rzucać zaklęciami w tej restauracji.
Była mu wdzięczna, że wciąż z nią jest. Nie czuła się taka samotna. W jego ramionach czuła się tak bezpiecznie. Pomógł jej wstać i poprowadził ją do kanapy w pobliżu kominka. Bez słowa rozniecił ogień, a ona poczuła, jak ciepło rozchodzi się po jej ciele. Nie wiedziała, że zmarzła. Ale nic w tym dziwnego. Wybiegła tak jak stała. Nie założyła nawet płaszcza, a ta sukienka raczej nie trzymała dobrze ciepła.
- Zaraz wrócę.
Skierowała się w stronę łazienki. Nadal wirowało jej w głowie, więc szła bardzo blisko ściany, żeby w razie czego się oprzeć. W końcu dotarła, gdzie chciała. Spojrzała w lustro i przestraszyła się własnego odbicia. Włosy w nieładzie, rozmazany makijaż. Nieudolnie próbowała się jakoś ogarnąć. Wolała nie korzystać z magii pod wpływem alkoholu. W końcu zadowolona wyszła z łazienki. Nie mogła jednak się oprzeć i różdżką przywołała kolejną butelkę wina i dwa kieliszki.
- Proszę. - Powiedziała, kiedy wróciła na miejsce i udało jej się nalać wina.
- Nie masz jeszcze dosyć?
- Nie.
Wypiła kieliszek duszkiem. Niezbyt to romantyczne, ale potrzebowała tego. W jej głowie zaczęło bardziej szumieć. Po co piła ten eliksir, skoro nadal zamierzała się wstawić?
- Dość. - Odebrał jej kieliszek i usiadł obok.
- Dlaczego?
- To nie pomoże ci zapomnieć. A na tym się zaraz zabijesz. - Dodał patrząc na jej nogi. To dlatego tak ciężko jej było chodzić. Nadal miała ubrane szpilki. Pochylił się i pomógł jej je zdjąć. Zachichotała jak mała dziewczynka, kiedy połaskotał ją w stopę.
- Jesteś piękna, gdy się śmiejesz. - Powiedział i zbliżył się do jej ust. Musnął jej wargi, a ona przyciągnęła go do siebie i pocałowała. Czuła jak z każdym kolejnym pocałunkiem rośnie jej pożądanie. Rękami sięgnęła do guzików jego koszuli. Powoli rozpinała każdy z nich, gdy przeniósł usta na jej szyję. Westchnęła cicho i odchyliła głowę. Nawet nie wiedziała, że tak jej tego brakowało. Poczuła jego dłoń na swoich plecach, kiedy rozpinał jej sukienkę. W końcu delikatnie zsunął z ramion, zaskoczony, że pod nią nie miała stanika. Uniósł ją i całkiem pozbył się czarnego materiału z jej ciała. W tym czasie ona zdążyła już się zająć jego koszulą i dłońmi poznawała strukturę jego ciała.
Ubrania raz po raz lądowały obok kanapy, a oni poznawali sekrety swoich ciał na każdy możliwy sposób. W końcu wszedł w nią, a ona jęknęła i objęła go nogami. Po chwili zaczęli się poruszać w tak dobrze znanym rytmie, odnajdując drogę do rozkoszy.