Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą samotność. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

12. Czy warto szukać przeszłości?

Kolejny rozdział za mną. Wiem, że może niewiele wnosi do całej tej historii, ale czasem potrzebny jest jakiś przystanek. Mam nadzieję, że będzie się Wam go dobrze czytało.
Miłej lekturki :)
♥♥♥

__________________________________


Próbowała zasnąć, ale nie mogła. Myśli kłębiły się w jej głowie i nie pozwalały na choćby chwilę odpoczynku. Stale wracały do niej obrazy wspomnień blondyna i słowa z rozmowy z Blaisem. Gdyby to wszystko było takie łatwe. Harry, Draco. Draco, Harry. To bez sensu. Dlaczego nie mogła mieć normalnego życia? Była zagubiona i nigdzie nie widziała punktu, którego mogłaby się uczepić, żeby ułożyć resztę życia w całość. Marzyła tylko o szczęśliwej rodzinie, którą chciała założyć z ukochanym mężczyzną przy boku. Czy to tak wiele? Zamiast stałego i pewnego życia miała na głowie zakochanego przyjaciela i zakochanego wroga. Blaise namawia ją do spróbowania z Draco. Ale to Diabeł. Może rozmawia nawet z samym głównodowodzącym w piekle.
Drażnił ją brak wspomnień. Przez chwilę nawet zastanawiała się, czy to Malfoy’owi ktoś nie pozamieniał styków. W sumie tak by było łatwiej. A może to tylko żart z jego strony? Zastanawiała się czy można jakoś oszukiwać w tej całej oklumencji, ale chyba nie. Pozostały dwie możliwości i to ją przerażało. Zastanawiała się, kto padł ofiarą: ona czy Malfoy. To takie irytujące, kiedy się czegoś nie wie. A mógł się trzymać od niej z daleka, a ona spokojnie wzięłaby się za swoje życie.
Spojrzała na budzik przy łóżku. Pięknie! Druga w nocy! Rano będzie niewyspana, a w takim stanie ciężko jej będzie podjąć jakąkolwiek decyzję. Chyba przejdzie się do szefa i poprosi o jakąś robotę. Może to pomoże jej na chwilę zapomnieć o dręczących ją pytaniach.
Jeszcze długo przewracała się z boku na bok, żeby w końcu zasnąć na chwilę przed wschodem słońca.

Od rana nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Po wmuszeniu w siebie kilku kanapek i filiżanki herbaty wzięła się za porządki. Żadna drobinka kurzu nie umknęła przed jej czujnym wzrokiem, ale to nie wystarczylo. Stale wracały do niej myśli. Chciała się komuś zwierzyć, ale nie miała nikogo takiego. Blaise kibicował nieistniejącemu związkowi jej i blondyna, Harry’ego tyle co spławiła, a Lisa. Cóż. Pewnie nie ominie jej pogadanka jaki to Malfoy jest przystojny i cudowny, czy co tam jeszcze.
Teleportowała się pod drzwi tak dobrze znanego jej budynku. Zapukała i weszła do środka.
- Hermiona, mogłaś nas uprzedzić.
- Sama nie wiedziałam, że tu będę. – Uściskała rodzicielkę. – Gdzie tata?
- W pracy. Jest taki szczęśliwy, że w końcu życie się trochę ustabilizowało.
- Bardzo się cieszę.
- Masz ochotę na coś? Kawę? Herbatę? Ciasta?
- Wino?
- Widzę, że poważna sprawa. Może znajdę gdzieś jakąś butelkę. Nie za wcześnie?
- Nie wiem, czy nie potrzebuję czegoś mocniejszego.
- Siadaj. Zaraz coś przyniosę. Dziwne uczucie, kiedy rozpija się własne dziecko. – Kobieta uśmiechnęła się do córki, podając jej kieliszek wypełniony czerwonym napojem. – Co się dzieje?
- Nie bardzo wiem, co z tym zrobić.
Opowiedziała jej najpierw o rozmowie z Harrym, a potem o spotkaniu z Draco. Nie pominęła tego, co zobaczyła w jego głowie, chociaż musiała na chwilę zwolnić tempo, żeby wytłumaczyć mamie, jak działa zaklęcie, którego użyła. Rodzicielka słuchała cierpliwie i nie wtrącała żadnych komentarzy.
- Mam taki mętlik w głowie. To dziwne uczucie. No wiesz. Nie znać swoich wspomnień.
- Komu ty to mówisz?
- No tak. Przepraszam mamo.
- A może pomoże ci to, co pomogło nam?
- Niestety, ale potrzebujemy tego, który już nie żyje. Boję się.
- Czego, kochanie?
- Wielkiej niewiadomej. Przez chwilę nawet się zastanawiałam, czy to Malfoy’owi ktoś nie zmienił wspomnień, ale Blaise by mnie nie okłamał. Boję się, że wszystko zniszczę, że będę sama do końca życia. Popatrz. Obydwaj wyznali mi miłość, a ja ich odrzuciłam. A co jeśli ja nie jestem zdolna do miłości?
- Jesteś, tylko jeszcze nie pojawił się ten właściwy. Zobaczysz.
- A skąd ty wiesz, że kochasz tatę?
- Nie wiem, czy da się to jakoś określić. Jego szczęście sprawia, że ja jestem szczęśliwa. Wiem, że przy nikim innym nie będę czuć się tak dobrze, jak z twoim tatą.
- Co mam robić?
- A co czujesz, że powinnaś?
- Myślałam, żeby porozmawiać z Draco.
- To zrób to.
- Ale nie wiem jak. Facet, który był moim wrogiem nagle wyskakuje z deklaracją wieloletniej miłości. Mam wrażenie, że to wszystko dzieje się za szybko i jednocześnie zbyt wolno.
- Co przez to rozumiesz?
- Chciałabym odzyskać swoje wspomnienia. Czasami mam takie przebłyski albo dziwne sny, ale równie dobrze to mogą być wytwory mojej wyobraźni. Mogły spowodować je obecne wydarzenia.
- Hermionko, skarbie, nie wiem, co powinnam ci poradzić. Nie byłam w takiej sytuacji, ale może faktycznie spróbuj się z nim spotkać i porozmawiać. Nie o wspomnieniach, ale o czymś neutralnym. Dowiedz się o nim więcej i zobacz, jak się czujesz w jego towarzystwie.
- W chwilach, kiedy nie skaczemy sobie do gardeł, jest całkiem sympatyczny. Nie chcę jednak, żeby robił sobie nadzieję. Już zbyt wiele osób zraniłam.
- Nie jesteś winna tego, że mężczyźni się w tobie zakochują. Jesteś ładną i inteligentną kobietą. Z pewnością znajdziesz jakieś wyjście nawet w takich okolicznościach. Pamiętaj, że my zawsze tu jesteśmy i cię wspieramy.
- Dziękuję. – W oczach dziewczyny pojawiły się łzy wzruszenia. Przytuliła się do matki.

Kiedy wróciła w końcu do domu, wysłała sowę do Malfoy’a. Może to nie był taki zły pomysł. Proponowała spotkanie na jakimś neutralnym gruncie. Pół godziny później jej sowa wróciła z listem. Ślizgon proponował spotkanie na Pokątnej w jej ulubionej restauracji. Nie mógł o tym wiedzieć, ale takich knajp, barów nie było tam zbyt wiele.
O umówionej godzinie teleportowała się na Pokątną. Draco już na nią czekał.
- Jak zawsze punktualna. – Uśmiechnął się do niej. – Ładnie wyglądasz.
- Dziękuję.
Nie odzywali się do siebie, dopóki kelner nie oddalił się od ich stolika.
- Mam nadzieję, że tym razem dotrwamy do deseru.
- Nie musisz się czepiać.
- Wybacz. Chciałaś się ze mną spotkać.
- Pomyślałam, że moglibyśmy po prostu porozmawiać.
- O czymś konkretnym?
- Właściwie to nie. Myślałam, że to będzie łatwiejsze.
- Spokojnie. Nic dobrego nie przychodzi łatwo.
- Byłam w twojej głowie. Draco, ja… - Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Była taka zagubiona. Wziął ją za rękę i spojrzał w oczy.
- To nic takiego. Jaki jest twój ulubiony kolor?
- Co?
- Jaki jest twój ulubiony kolor? – Uśmiechnął się.
- Nie wiem. Dlaczego o to pytasz?
- Nie masz jakiegoś konkretnego?
- Nie. Większość mi się podoba. Jako mój były chyba powinieneś o tym wiedzieć.
- Nigdy o tym nie rozmawialiśmy.
- A twój? – Żałowała, że wypowiedziała tamto zdanie. Postanowiła się trzymać łatwego tematu.
- Zielony.
- Powinnam się domyślić.
Uniósł pytająco brwi.
- Byłeś w Slytherinie.
- Co nie znaczy, że dlatego lubię zieleń. Gdybym trafił do Ravenclawu, nie lubiłbym niebieskiego.
- Rozumiem. Przepraszam.
- To nic takiego.
- Coś nam nie idzie ta rozmowa.
- Jesteś strasznie spięta. – Przywołał kelnera i zamówił jedno z najlepszych czerwonych win w tej restauracji.
- Nosisz szkła kontaktowe?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Bo twoje oczy zmieniają kolor. I nie wiem, czy są szare czy niebieskie.
Uśmiechnął się tylko.

- Jestem pijana. – Śmiała się Hermiona, opierając się na ramieniu Draco. Odprowadził ją pod same drzwi. – Upiłeś mnie. – Rzuciła oskarżycielskim tonem i znowu się zaśmiała.
- Nie moja wina, że masz taką słabą głowę.
Zabrał jej klucze i otworzył zamek w drzwiach. Wprowadził ją do środka.
- Dasz sobie radę?
- Chyba tak.
Upewnił się jeszcze, czy wszystko gra i zostawił ją samą.

Dni mijały. Po mroźnej zimie przyszła ciepła wiosna, a potem gorące lato, a Hermiona coraz bardziej zaprzyjaźniała się z Draco. Nadal doskwierał jej brak wspomnień. Gdyby nie wiedziała, czego brakuje, prawdopodobnie by to zostawiła w spokoju. Ale ona wiedziała, co konkretnie jej odebrano. Nieustannie próbowała to wszystko sobie przypomnieć, ale nie potrafiła. Była wtedy zła na siebie i na cały świat wokół niej. Draco nie naciskał i od czasu, gdy odkrył przed nią całego siebie, nie powrócił więcej do tematu uczuć. Mimo to czuła zakłopotanie i presję. Tak bardzo chciała wiedzieć, czy on był tym jedynym. Nie przyszło jej do głowy, że tak skupiła się na odzyskaniu przeszłości, że uciekała jej teraźniejszość.
Były Ślizgon był już pewien, że wspomnienia przepadły bezpowrotnie i teraz jego nadzieją jest to, żeby Hermiona na nowo go pokochała. Jednak bał się próbować. Nie chciał jej spłoszyć, chociaż wiedział, że któregoś przeklętego dnia ktoś może ją odnaleźć i mu ją zabrać. Ona była piękna i mądra, a on zazdrosny o każdego, który na nią spojrzał. Blaise doradzał mu znalezienie sobie kogoś, ale on nie chciał. Chciał Hermiony.
- Draco, widzę, jak się męczysz.
- Przestań, Blaise. Powiedziałem już ci coś raz i wystarczy.
- A czy ona wie o tym?
- Nie wiem. Chyba zdaje sobie sprawę, że jest coś nie tak.
- Nigdy bym się nie spodziewał, że jedna kobieta może tak na ciebie wpłynąć. Gdzie twój urok? Dawniej żadna by ci nie odmówiła.
- Nie chcę innej.
- Co takiego w niej widzisz?
- Wszystko.
- Mam nadzieję, że mnie to nigdy nie spotka. Dlaczego nie spróbujesz z inną?
- Bo kiedy już raz miałeś to, co najlepsze, nie chcesz się zadowolić byle czym.
- Więc uważasz inne kobiety za byle co?
- Nie, ale dla mnie nie ma lepszej od Hermiony.
- Gadasz jak popieprzony.
- Dzięki.
Blaise skończył właśnie jedno piwo i zamówił następne. Upił łyk złotego trunku.
- Tkwisz w tym od lat. Martwię się o ciebie, stary.
- Dlaczego?
- Bo zniknął mój najlepszy kumpel. Będziesz się tak męczył do końca życia?
- Nie wiem.

Próbowała po raz kolejny sobie przypomnieć, ale znów pojawiały się tylko obrazy tego, co widziała w głowie Draco. Jej własne wspomnienia nie przychodziły. Draco zabrał ją nawet któregoś razu na wyspę. Podobno tam się to wszystko zaczęło, ale nic jej się nie przypomniało, więc spędzili tam jeszcze jakąś godzinę i wrócili do swoich zajęć. Ona wypełniała misje i łapała przestępców, a on spisywał raporty. Lubiła te swoje wyjazdy, mimo, że powoli zaczynała się czuć gościem we własnym domu. One dawały jej chwilę wytchnienia od wszystkiego. Szukanie śladów, łączenie faktów. Niczym FBI z mugolskich seriali. Nigdy nie przypuszczała, że takie życie będzie jej odpowiadać. Jako dziecko chciała być dentystką jak rodzice, w szkole wymyśliła sobie uzdrowicielkę, a została jednym z aurorów.
Wrociła myślą do ostatniej próby powrotu do przeszłości. Dyrektorka Hogwartu pozwoliła jej zobaczyć swój pokój, w którym przebywała na ostatnim roku. Chyba Carrow nie zmienił jej wspomnień, jak podejrzewali, a całkiem je usunął. Śmierciożerca coraz częściej jej się śnił. Im bardziej zbliżała się do Draco, tym więcej koszmarów miała w nocy. Zawsze uciekała i zawsze ją dorwał. Jego szyderczy śmiech nie opuszczał jej nawet za dnia. I te słowa: „będziesz jego cierpieniem”. Próbowała wydobyć od Draco, dlaczego on się tak na niego uwziął nawet po śmierci, ale ten nie chciał zbyt wiele zdradzić. Dowiedziała się tylko tyle, że zginęła ukochana Carrowa. Okoliczności całego zdarzenia nie były jej znane. Może Draco miał z nią romans, a on w przypływie gniewu zamordował dziewczynę. Hermiona wiedziała, że Ślizgon nie był święty, chociaż teraz nie zauważyła, żeby jakakolwiek dziewczyna się koło niego kręciła. A Carrow potrafił zabijać. Pewnie jedna avada w tą czy tą nie robiła różnicy. A nie udało mu się zabić Malfoy’a, więc na niego polował.
Zamknęła oczy i próbowała zmienić tor myśli. Pomyślała o Harrym. Była ciekawa, jak mu się wiedzie. Nie widziała go od miesięcy. Miała nadzieję, że ułożył sobie życie. Brakowało jej starego przyjaciela. Tyle razem przeżyli. Miłość wszystko spieprzyła. Zastanawiała się, czy kiedyś jej życie stanie się prostsze. Brakowało jej tej swobody ducha, którą miała w sobie zanim trafiła do Hogwartu.

- Co ja mam z tym zrobić? – Spytała. Nikt jej nie odpowiedział.

sobota, 16 stycznia 2016

10. Nie chcę cię ranić.

Hej kochani!
Wiem, że długo mnie nie było i teraz nadal chwilę mnie nie będzie. Zbliża się sesja i trzeba się przygotować.
_ _ _

[*]

"- Spójrz... na... mnie - wyszeptał. Zielone oczy odnalazły czarne oczy, ale po chwili coś w tych czarnych oczach zanikło, stały się nieruchome, puste i martwe." 
_______________________________________________


Wróciła do mieszkania. Była na siebie zła. Co ją podkusiło, żeby się zgadzać na kolację z Malfoy’em. Przecież ona go nienawidziła. Powinna go wywalić z mieszkania zaraz, gdy tylko go tu zobaczyła, a tymczasem tolerowała jego obecność, a teraz jeszcze zgodziła się na randkę z nim. Nie! To nie miała być żadna randka. Pójdzie tam i w kilku prostych słowach wyjaśni mu, że ma dać jej spokój.
Zaparzyła herbatę. Musiała się trochę uspokoić, a nic nie mogło zastąpić gorącej herbaty i kilku książek. No może kieliszek wina, ale nie miała na to ochoty.
Rozległo się pukanie do drzwi. No jasne. Pewnie informacja o spotkaniu z Malfoy’em już dotarła do Harry’ego i teraz będzie awantura. Z miną skazańca poczłapała otworzyć drzwi, które nie tak dawno zamykała. Chyba nie jest jej dana chwila spokoju.
- Wejdź. – Powiedziała, widząc swojego przyjaciela. – No chyba, że zamierzasz robić aferę, to cześć.
- O co miałbym ci robić awantury? Ja tylko wpadłem zapytać, jak się czujesz w pierwszym dniu na nowym stanowisku.
- A jak mam się czuć? – Zapytała, przepuszczając go w drzwiach. – Mam cały dzień wolny, więc jeszcze to chyba do mnie nie dotarło. Odebrałam tylko swoje rzeczy.
- Nie masz żadnych pytań?
- Właściwie to chyba wszystko wiem.
- A jak rodzice?
- Powinnam ci podziękować, Harry. Sama miałam się tym zająć, a tymczasem ty znajdujesz pracę mojemu ojcu. Jestem wyrodną córką.
- Skąd. Ostatnio miałaś dużo na głowie. Chciałem ci jakoś pomóc.
- Dziękuję. To miłe.
- Cieszę się, ze to doceniasz.
- Chcesz herbaty, kawy, czegoś mocniejszego?
- Masz kremowe piwo?
- Tak.
- To poproszę.
Przyniosła mu piwo i kufel. Z uwagą przelewał swój ulubiony napój.
- Dlaczego uznałaś, że przyszedłem z awanturą?
- To Lisa nic ci nie mówiła.
- Nie widziałem się z nią dzisiaj.
Właściwie to Harry nie miał kiedy się z nią zobaczyć. Lisa pracowała, a chwilę wolnego czasu spędziła z Hermioną. I oczywiście przez całą godzinę męczyła ją na temat tego, jaki to Draco jest przystojny i miły. Kazała jej się właściwie zachowywać na randce. Miona już nie miała sił zaprzeczać, że to nie randka.
Zastanawiała się, czy powiedzieć o tym Wybrańcowi, ale ten pewnie się wścieknie i skończą kłótnią. Kobieta miała czasami tego dosyć. Zachowywał się zdecydowanie zbyt zaborczo jak na przyjaciela. Chciała go uświadomić, ale póki co nie miała na to siły. W jej życiu zdecydowanie się za dużo działo. Dlaczego nie mogła mieć spokojnego życia? Tyle czasu je planowała i nic się nie zgadzało. W planach miała już męża i gromadkę dzieci, a w rzeczywistości chyba skończy jako stara panna. Chyba była zbyt wybredna, ale to nie jej wina, że chciała przeżyć miłość życia. Chciała kochać, a nie wychodzić za mąż z samotności.
- Dlaczego tak zamilkłaś?
- Chyba jestem po prostu zmęczona.
- To się połóż.
- Nie o to mi chodzi. Po prostu za dużo się wydarzyło. Chciałabym mieć chociaż kilka dni, w których nic się nie wydarzy.
- Rozumiem. Nie miałaś spokoju od pierwszego dnia w Hogwarcie.
- Nawet szybciej.
- To znaczy?
- Całe życie byłam inna niż dzieci sąsiadów. Każdy bał się ze mną zadawać, bo wokół mnie zawsze działy się dziwne rzeczy. Dzieciaki chowały się na mój widok. Dopiero, kiedy zrozumiałam, że jestem czarownicą, udało mi się to wszystko ukrywać. Zaprzyjaźniłam się nawet z kilkoma osobami, ale nadal byłam inna.
- Przynajmniej miałaś rodziców, którzy cię kochali i nadal kochają.
- Wybacz. Nie powinnam się tak nad sobą użalać.
- Będzie dobrze. – Przytulił ją, ale szybko się odsunęła. Istniała między nimi niewidzialna granica, a Hermiona nie chciała jej przekroczyć. Harry ją kochał jak kobietę, a ona kochała go jak brata. Dlaczego Harry musiał się zakochać akurat w niej? Gdyby zakochał się w Lisie, ona by była zachwycona i bez wahania przyjęłaby go pod swoje skrzydła.
- Musimy pogadać. – Zdecydowała.
- O czym?
- O naszej przyjaźni.
- Co z nią jest nie tak?
- Mam wrażenie, że sobie z tym nie radzisz. Harry, jesteś moim najlepszym przyjacielem, ale nic więcej do ciebie nie czuję. Nie chcę cię ranić.
- Rozumiem. Nie musisz się za to obwiniać. To moja decyzja.
- Ale nie czuję się z tym komfortowo. Nie wiem, na ile mogę sobie pozwolić, żebyś nie zrozumiał czegoś jako aluzji do czegoś więcej. Chciałabym się z tobą przyjaźnić tak samo, jak wtedy w Hogwarcie zanim pokonaliśmy Voldermorta. A ty w dodatku czasami zachowujesz się tak, jakbyś był moim chłopakiem. Uważam, że najlepiej będzie, jak przestaniemy się widywać. Może w końcu będziesz mógł ułożyć sobie życie.
- Przepraszam, że dałem ci się tak we znaki. Nie chciałem. Teraz, jak tak nad tym myślę, to masz rację. Powinienem odetchnąć trochę. Nie wiem tylko, czy dam radę o tobie zapomnieć.
- Nie wiem, co mam ci na to dopowiedzieć.
- Chyba już pójdę. Przemyślę to wszystko. Mógłbym cię przekonywać, że przestanę cię kochać i będę idealnym przyjacielem, ale to pewnie minie się z prawdą. Czy to jednak oznacza, że będziemy się traktować jak obcy ludzie? Po tych wszystkich latach?
- Nie. Po prostu nie będziemy się tak często widywać. Nie chcę walczyć z tobą o przyjaźń.
- W takim razie… cześć?
- Cześć.
Wyszedł, a ona się rozpłakała. Czuła się okropnie z tym wszystkim. Czy właśnie straciła przyjaciela? Miała jeszcze Blaisa, ale to z Harrym przyjaźniła się tyle lat. To z Harrym przeżyła tyle przygód i to on ją pocieszał, kiedy miała gorszy dzień. To Harry był obecny każdego dnia. Jak łatwo wszystko zniszczyć miłością. Wystarczy, że jedna osoba poczuje coś więcej i od razu wszystko się wali.
Powoli wstała i zaczęła się szykować do wyjścia. Nie miała na to najmniejszej ochoty, ale chciała już to mieć z głowy.
Ubrała dżinsy i ulubioną koszulę w kratę. Nie miała ochoty się stroić dla kogoś, komu chciała powiedzieć, żeby wynosił się z jej życia. Rozczesała włosy i poprawiła makijaż.
Wyszła prosto w mroźne powietrze. Schowała twarz w szaliku i ruszyła przed siebie. Tylko Malfoy mógł wpaść na spotkanie przy takim zimnie. Przedzierała się przez nieodśnieżony chodnik. Rano tego śniegu nie było, ale w ciągu chwili potrafiło napadać po kolana. Pamiętała, jak w Hogwarcie wstawała przed innymi, siadała na parapecie i wpatrywała się w płatki śniegu lawirujące w powietrzu, by opaść gdzieś na terenach zamku. To była taka jej chwila samotności i czas, kiedy nie myślała o niczym.

*-*-*

Był cały w skowronkach, kiedy dostał wiadomość od Hermiony, że jednak się spotkają. Nie powinien się tak cieszyć, ale nic nie mógł na to poradzić. Wpływ na jego nastrój miała też Lisa i nowa praca. Blondynka była bardzo miła i gadatliwa. Zanim się zorientowała, opowiedziała mu całą historię ze swojego życia i o tym, jak poznała Hermioną. Mówiła, że są najlepszymi przyjaciółkami. Dowiedział się też, że jest zainteresowana Harrym, ale nie zwraca na nią uwagi, bo woli Hermionę, która z kolei nie chce nic oprócz przyjaźni. Na wiadomość, że Granger nie ma żadnego faceta, zrobiło mu się lepiej. Jednak, żeby nie było tak kolorowo, przyjaciółka Hermiony wierciła mu dziurę w brzuchu. Chciała wiedzieć, jakie są jego zamiary co do byłej Gryfonki. Nie miał ochoty odpowiadać na to pytanie. On sam nie wiedział jeszcze, jak to wszystko się potoczy. Chciał ją odzyskać, ale wiedział, że to nie będzie łatwe.
- Wybierasz się gdzieś? – Zapytał Zabini, widząc, że kumpel ubrał najlepszą ze swoich koszul.
- Może.
- Jak ma na imię?
- Nieważne.
- Później mi powiesz. Tylko pamiętaj. Dziewczyny lubią kwiaty.
- To nie jest randka.
- Jasne. Jakby to nie była randka, to byś się nie stroił jak na jakieś wesele.
- Daj już spokój.
- A jak było w pracy?
- Czy ty jesteś moją żoną, Blaise?
- Ciekawość.
- Jasne. Pewnie umówiłeś się z Lisą.
- Znasz ją?
- Stary, próbuję ją zbajerować już jakiś czas, a ty przychodzisz do pracy i już? I gdzie tu sprawiedliwość.
- Nie umówiłem się z Lisą, jeśli to cię uspokoi.
- Nie uspokoiło. Nadal nie wiem, z kim się spotykasz.
- Zazdrosny jesteś, czy jak? Zachowujesz się jak jakaś kwoka. Wypytujesz, jakbyś był moją żoną. Może Granger miała rację, że jesteś innej orientacji.
- Zaliczyłem więcej panienek niż ty. To raczej ciebie bym o to podejrzewał.
Blaise zniknął tak szybko, jak się pojawił. Chciał uniknąć kolejnych oskarżeń. Martwił się o kumpla. Pamiętał go przed Azkabanem. Już wtedy zrezygnował ze wszystkich panienek, bo zaczęło mu zależeć na Hermionie. Myślał, że po odsiadce mu przejdzie, ale najwidoczniej było coraz gorzej. Musiał się zejść z Hermioną, albo o niej zapomnieć. Jeszcze by zrobił coś głupiego. Dlaczego Carrow uwziął się na nich aż tak? Czy można usunąć uczucie, zmieniając pamięć?
Draco bał się tego spotkania, ale już nie mógł się wycofać. Nie wiedział, jak się zachować, kiedy ją zobaczy. On pamiętał wszystko, ona nie. Mógł wtedy zostać, a nie zostawiać ją samą w Hogwarcie. Nic by się nie stało. Może Carrow wróciłby do Azkabanu, a oni byliby szczęśliwi. Wiedział, że takie myśli nie mają sensu. Nie cofnie czasu. Już było za późno. Nawet zmieniacz czasu by tu nie pomógł. O ile w ogóle jeszcze jakiś istnieje, bo po wojnie z Voldermotem zniszczono chyba wszystkie.
Widział ją już daleka. Podszedł do niej i chciał jej pomóc, ale okazało się, że sam potrzebował pomocy. Kilka centymetrów od niej poślizgnął się na lodzie i wylądował na tyłku. Minę musiał mieć dziwną, bo wybuchła śmiechem.
- Nie chciałam iść na to spotkanie, ale warto było dla takiego widoku. – Powiedziała w końcu, gdy przestała się śmiać.
- Cieszę się, że cię rozbawiłem.
- Może jednak nie będzie tak źle. To gdzie idziemy?
- Tam. – Wskazał na restaurację po drugiej stronie.
- Chyba nie jestem odpowiednio ubrana.
- Daj spokój.
Usiedli przy odosobnionym stoliku, skąd mogli obserwować wszystkich gości.
- Co słychać? – Zapytał, gdy nic innego nie przyszło mu do głowy.
- Zaproponowałeś kolację, bo chciałeś porozmawiać. Słucham.
- Może najpierw coś zamówimy?
- Niech ci będzie.
Widział, że chciała jak najszybciej wyjść. Zupełnie, jakby nie wywalił się dopiero przed nią w bardzo popisowy sposób.
Zamówiła jakąś sałatkę. Właściwie, to wzięła pierwsze danie z brzegu. Wiedziała, ze i tak tego nie zje. Zamierzała powiedzieć tylko kilka „miłych” zdań i wyjść, zanim ktokolwiek się zorientuje, że tu w ogóle była.
- Słucham. – Powtórzyła, kiedy kelner odszedł z zamówieniem.
- Chciałbym cię jeszcze raz przeprosić za wszystko. – Nie wiedział, co dalej. Nie potrafił z nią rozmawiać, kiedy ona traktowała go w tak chłodny sposób. Wbrew wszystkiemu spodziewał się, że będzie chociaż udawać miłą.
- Powiedziałam, ze przyjmuję przeprosiny. Jeśli tylko tyle masz do powiedzenia, to już pójdę. – Zaczęła się podnosić, ale coś w jego wzroku sprawiło, że zrezygnowała z ucieczki.
- Chciałbym się częściej z tobą widywać. Jako przyjaciele.
- Niezła komedia. Najpierw tracę przyjaciela, potem mam zyskać następnego. Uważasz, że po latach takiego traktowania, jakie mi zafundowałeś, torturach twojej ciotki i twojej służbie dla Voldemorta będziemy się tak po prostu przyjaźnić?
- Nie. Ale myślę, że stopniowo mogłoby się udać.
- Czego ty tak właściwie chcesz? Przyjaciół masz pewnie mnóstwo, więc dlaczego tak uparcie próbujesz się zbliżyć do mnie?
Powiedzieć prawdę? Skłamać? Ale gdyby chciał skłamać, to co miał powiedzieć?
- Jesteś przyjaciółką Zabiniego, a ja jego przyjacielem, więc będziemy się pewnie częściej spotykać w trójkę. Pomyślałem, że dobrze by było się nie kłócić.
- Już miałam dwóch przyjaciół. I to nie skończyło się dobrze. Nie zamierzam znowu się w to bawić.
- Ale co bawić?
- Najpierw się przyjaźnicie, a potem wyskakujecie z wielką miłością po grób i nie potraficie zrozumieć, że to nie wyjdzie.
Miała rację. On właśnie to próbował zrobić. Miał nadzieję, że po jakimś czasie przypomni sobie wszystko.
- I jeszcze jedno. Przestań wchodzić w moje sny.
- O czym ty mówisz?
- Nie kłam. Wiem, że istnieje eliksir, który pozwoli na dostanie się w sen wybranej osoby. Nie mam ochoty cię widywać w moich snach.
- Nie kontroluję twoich snów.
- Tak? To jakim cudem jesteś w moim prywatnym miejscu na wyspie? – Zamilkła, kiedy zdała sobie sprawę, że powiedziała za dużo. Co się z nią działo? Dlaczego mówi mu to wszystko? Powinna wyjść i to w tej chwili. Zanim zrobi coś głupiego.
- Wracają wspomnienia. – Powiedział to do siebie, ale ona usłyszała.
- No nie. Ty też? Najpierw Blaise, a teraz ty.
- A nie przyszło ci do głowy, skąd się przyjaźnicie z Blaisem?
- Przyjaźnimy się od ostatniego roku w Hogwarcie.
- Właśnie. A dlaczego?
- Uratował mnie.
Musi wyjść. Musi uciec przed jego pytaniami.
Wstała. Pobiegł za nią. Powinien pozwolić jej na to. On też musiał poukładać myśli, ale też powinien jej to wszystko wyjaśnić. Po drodze zabrał jej płaszcz. Widział jej wahanie, kiedy się odwróciła w jego kierunku. Podał jej okrycie.
- Hermiona, przepraszam. Nie powinienem tak pytać. Jest mi przykro, że cię skrzywdziłem i chciałbym to wszystko naprawić. Wiem, że już jest za późno, ale chciałem spróbować. Nie musisz się na to zgadzać. Proszę cię tylko o jedną szansę.
- Jaką mam pewność, że nie chcesz mnie skrzywdzić?
- Będziesz musiała mi zaufać.
- Ja…
- Nic nie mów. Odprowadzę cię do domu, a potem dam ci czas na przemyślenie. Zgoda?

- Chyba tak.

sobota, 26 września 2015

8. Tracąc czas na roz­terki, tra­cisz szan­se zmienienia przyszłości.


Dziękuję za ponad 6 tysięcy wyświetleń i głosy oddane w ankiecie (która trwa nadal). Cieszy mnie to, że są osoby, które wchodzą na tego bloga, choćby po to, żeby tylko poczytać. Chociaż trafiają się osoby zagubione, które nie wiedzą skąd i po co się pojawiły. Fajnie, że część z nich zostaje na dłużej. Nowi czytelnicy zawsze radują pisarza/blogera. Dziękuję Wam za to. ♥♥♥
I dziękuję też stałym czytelnikom za ich wierne komentowanie każdego rozdziału. Jesteście kochani ❤❤❤

A teraz zapraszam na nowy rozdział.
CZYTAM = KOMENTUJĘ 

______________________
 

Skorzystał z proszka Fiuu i za chwilę znalazł się w swoim tymczasowym lokum, które należało do koleżanki Zabiniego. Rozłożył się na fotelu i leniwym machnięciem różdżki przywołał do siebie butelkę Ognistej. Solidnie pociągnął z gwinta i czekał aż ciepło alkoholu rozejdzie się po jego ciele. Nie wiedział, kiedy zaczął się tak staczać. Pociągnął kolejny łyk. Dawniej tyle nie pił, ale ostatnio tylko to przynosiło mu ukojenie. I to też nie do końca.
Całe jego życie wyglądało jak beznadziejny film. Najpierw jego rodzice, potem Czarny Pan. Żeby było mało, trafił do Azkabanu i stracił dziewczynę, którą naprawdę kochał. Ile jeden człowiek mógł znieść? Bo on już nie dawał rady.
Każdy traktował go, jak beznadziejny przypadek. Gdyby nie Narcyza, nie wiedziałby, co to miłość. Ojciec od samego początku robił z niego sługę Voldemorta. Nie zważał na to, czy jego syn tego chce. Zresztą dla niego nigdy nie liczyło się nic więcej, tylko żeby ratować własny tyłek. Jakby nie patrzeć, Voldusia łatwo było wyprowadzić z równowagi, a wtedy rzucał avadami w każdym możliwym kierunku. Draco znienawidził ojca z całego serca w chwili, kiedy ten dumny przyszedł z zebrania i oznajmił, że jego ukochany pierworodny otrzymał zaszczytne zadanie pozbycia się ówczesnego dyrektora Hogwartu. Że niby jak on miał to zrobić? Przecież Dumbledore był najpotężniejszym czarodziejem na świecie.
Próbował wykonać każdy rozkaz Czarnego Pana bez szemrania. Bał się. Panicznie się bał o życie swoje i matki. Na nikim więcej mu nie zależało. To dla niej złożył Wieczną Przysięgę, że będzie służył Voldemortowi do końca swoich dni. Na szczęście Potter go zabił, więc przysięga przestała być ważna. Wychodzi na to, że był dłużny Potterowi za uratowanie życia aż dwa razy. A może jednak nie. Przecież nie wydał go, gdy torturowano Hermionę.
Właśnie! Hermiona. Nie przypuszczał, że kiedykolwiek pokocha kogoś tak bardzo. Uważał, że nie jest zdolny do kochania. Był szczęśliwy, kiedy ona była szczęśliwa. Był smutny, kiedy ona też była. Jakie to dziwne, że całe nasze życie potrafi tak bardzo ograniczyć się do jednej osoby. Tęsknił za nią i gdyby mógł wybrać, wolałby ją już z Harrym niż tym pajacem. Hubert nigdy nie zapewni jej właściwej ochrony.
Kiedy patrzył, jak udaje jej się przywrócić pamięć rodzicom, chciał cofnąć czas. Gdyby wiedział, jak może to zrobić, nie pozwoliłby Carrowowi umrzeć. Gdyby wiedział, nie pozwoliłby jej porwać. A wtedy nadal by go pamiętała i może nawet kochała. Tęsknił za rozmowami z nią, za jej śmiechem. Gdyby nie zabił Carrowa. Gdyby tylko wiedział. Ale to już nie ma znaczenia. Ona już nigdy nie będzie jego. Bo tylko ten, który rzuci zaklęcie zapomnienia, może je odwrócić.
Skończyła mu się butelka, więc przywołał dwie następne. Czy można umrzeć od namiaru alkoholu? Chyba tak. Nieważne.
Jej błyszczące oczy, kiedy rozśmieszał ją jakąś anegdotką. Jej słodkie usta, które całowały go tylko raz. Jej widok, kiedy leżała poraniona w szpitalu i chłód jej warg, kiedy po raz ostatni dotknął ich swoimi. Po raz pierwszy odważył jej się wyznać miłość, ale ona go nie słyszała. Tak cholernie za nią tęsknił.
Zamknął oczy i nie zdawał sobie sprawy, kiedy zapadł w niespokojny sen.


*-*-*

Tydzień później wszystko już było dopięte na ostatni guzik. Rodzice dziewczyny byli w trakcie przeprowadzki do starego domu. Oczywiście ich bagaże zostały przetransportowane na miejsce za pomocą magii. Jedynym problemem było to, że nie mogli podróżować magicznymi środkami transportu, więc musieli się zadowolić samolotem. Hermiona oczywiście chciała im towarzyszyć. Od czasu, kiedy ich odzyskała, zostawiła ich tylko na moment złapania tego żartownisia. Nie rozumiała, po co była ta cała szopka. Sama doskonale dała sobie z tym radę, zanim Hubert zdążył przybyć na miejsce. Harry będzie z niej dumny. Blaise naturalnie żartował sobie, że tą misję potrafi wykonać każdy pierwszoklasista.
Powoli nadszedł czas pożegnań ze znajomymi, których już zdążyła poznać. To było starsze małżeństwo po sąsiedzku, ale Hermiona zdążyła się z nimi zaprzyjaźnić. Musiała też się pożegnać z Hubertem. Myślała nad tym, czy mu nie wymazać pamięci, ale odrzuciła ten pomysł. Miała dosyć problemów przez to zaklęcie. Przysięgła sobie, że już nigdy więcej go nie użyje.
- Przylecę do ciebie niedługo. - Obiecywał Adams, próbując ją pocałować. Pozwoliła mu, mając nadzieję, że go więcej nie zobaczy. Nie kochała go. Teraz już była tego pewna, ale nie chciała łamać mu serca. Dlaczego ona musi mieć całe życie takie problemy? Dlaczego nie potrafiła się zakochać? Wiedziała, że to z Hubertem, to była tylko nic nie znacząca przygoda. Dwoje samotnych ludzi spotkało się w tym dziwnym świecie. Dwoje samotnych ludzi było spragnionych czułości i miłości. Ale ona już nie mogła dłużej udawać. Noce spędzała u rodziców. Nie miała ochoty się tłumaczyć, że po prostu nie chce znowu iść z nim do łóżka.
- Pa, Hubert. Uważaj na siebie. - Uścisnęła go, ale czuła się podle. Może przez to, że obok stał Harry, który to oglądał. Blaisa nie było, bo stwierdził, że musi ogarnąć mieszkanie, zanim ona się tam pojawi. Wolała chyba nie znać ogromu zniszczeń, jakich narobił ze swoją panienką. W końcu ją pozna. Może Zabini w końcu się ustatkuje? Życzyła mu tego.
- Gotowa? - Zapytał Harry, kiedy już wyszli na zewnątrz. Wiało, a zimno przenikało ciało przez płaszcze.
- Tak.
Teleportowali się do domu państwa Grangerów. Oni już też byli gotowi. Mieli tylko małe bagaże podręczne. Stamtąd pojechali mugolskim samochodem, a dokładniej wynajęli taksówkę. Z trudem, ale udało im się pomieścić w małym aucie. Nikt nie był skory do rozmowy, więc droga upłynęła im w ciszy.
W samolocie Hermiona usiadła obok mamy, z daleka od Harry'ego. Chciała pomyśleć, a jego obecność nie działała na nią najlepiej. Była ciekawa, co oznacza jeden wciąż powtarzający się sen. Była w nim uwięziona, ktoś próbował ją ratować, ale nie rozpoznawała swojego bohatera. Potem on ginął, rozlegał się szyderczy śmiech i zdanie: "Będziesz jego cierpieniem". Czyżby chodziło o Harry'ego? Wiedziała, że to on ją ratował, kiedy Amycus ją porwał. I Zabini też tam był. I ktoś jeszcze, ale nie mogła sobie przypomnieć tej twarzy. Z resztą nieważne.
- Kochanie, czy coś cię męczy? - Zapytała kobieta, która przypatrywała się uważnie córce. Zbyt dobrze ją znała, żeby wiedzieć, że coś jest nie tak.
- Opowiadałam ci o porwaniu na ostatnim roku Hogwartu.
- No tak.
Hermiona zerknęła w stronę ojca i Harry'ego. Spali, więc kontynuowała.
- Od tej pory pojawia się czasami dziwny sen. Nie wiem, czy on coś znaczy. Czasami zmieniają się detale, ale na końcu zawsze pojawia się zdanie "Będziesz jego cierpieniem". I mam też takie dziwne wrażenie, że powinnam o czymś pamiętać, ale nie wiem, co to jest. Mam wrażenie, że wariuję. I do tego ta cała sprawa z Hubertem. Czuję wyrzuty sumienia. Nie kocham go.
- Córeczko, każdy z nas popełnia błędy. Naszym zadaniem jest wyciągać z nich wnioski i dbać, żeby one się nie powtórzyły.
- Mamo?
- Tak?
- Skąd wiesz, że kochasz tatę? To jakieś konkretne uczucie.
- Po prostu wiem. To jest jedno z tych uczuć, które, gdy się pojawi, czyni cię albo najszczęśliwszą osobą na świecie, albo nieszczęśliwcem.
- Ja chyba nie wiem, co znaczy miłość. Nigdy nikogo nie kochałam. Boję się, że nigdy nikogo nie pokocham. Nie chcę być całe życie sama.
- Nie martw się. W końcu pojawi się ten odpowiedni mężczyzna i wtedy już będziesz wiedziała.


*-*-*

- Stary, kurwa, ogarnij się.
- Ale o so ci odzi? - Draco właśnie kończył kolejną butelkę ognistej. Blaise nie wytrzymał i wyrwał mu ją z ręki. - Oddaj. To moje.
- Nie ma mowy. Już wypiłeś swój zapas na kolejne lata. Nie będę patrzył, jak mój najlepszy przyjaciel się stacza. Różdżką lewitował wszystkie butelki do kuchni. Te puste wyrzucał, a te, w których jeszcze coś było, otwierał, a zawartość wylewał do zlewu.
- Idź pod prysznic i się ogarnij. Co by powiedziała moja przyjaciółka, jakby to zobaczyła.
Draco wzruszył ramionami. Niewiele go to obchodziło. Właśnie zaczynało mu się kręcić w głowie i całą swoją siłą woli powstrzymywał się, żeby nie puścić pawia na czysty dywan.
Zimna woda spod prysznica lekko go otrzeźwiła. Czuł, jak jego przytępione zmysły powoli wracają do stanu używalności. Cholera. Nie chciał tego. Znowu będzie sobie zaprzątał myśli jej osobą. Gdyby teraz się tu pojawiła, prawdopodobnie nic by go nie powstrzymało, żeby wziąć ją w ramiona i pocałować. A potem może i coś więcej, ale ona musi się zgodzić.
STOP! Czerwone światło! Przestań o niej myśleć! Przez nią robi się z ciebie wrak człowieka. Blaise miał rację. On musi wziąć się w garść. Musi zapomnieć. Może poprosi Blaisa, żeby rzucił na niego zaklęcie zapomnienia. Skoro i tak ostatnio w modzie jest działanie na wspomnieniach, to może Diabeł się na to zgodzi.
Wyszedł spod prysznica i owinął sobie ręcznik w pasie. Nie zważał na mokre plamy tworzące się wokół niego na podłodze. To tylko jedno machnięcie różdżką.
Spojrzał w lustro. Miał wrażenie, że widzi całkiem inną osobę. Dopiero co obcięte włosy już zaczynały odrastać. Do tego zarost trochę ciemniejszy od koloru włosów zaczynał zamieniać sie w brodę. Był blady. Bardzo blady. Jego cera była niemal przezroczysta. Do tego wychudłe policzki, a po dawnej rzeźbie nie było prawie śladu. Jego oczy patrzyły z bólem w kierunku postaci przed lustrem. Blade wargi już się nie uśmiechały.
Czy to możliwe, że to był on? Jak bardzo więzienie i utracona miłość może zmienić człowieka. Blaise miał rację. Powinien wziąć się w garść. Mimo wszystko, nie wyglądał najgorzej. Zostało w nim jeszcze trochę uroku. Gdyby wziął sie teraz za ćwiczenia i regularne jedzenie, odzyska dawnego siebie. Może to pomoże w odzyskaniu jej.
Chwycił różdżkę i przy jej pomocy skrócił długość włosów. Kolejne machnięcia, a po brodzie nie było śladów. Tak o wiele lepiej. Może to niewiele, ale jemu pomogło. Na nowo zaczął wierzyć, że coś jeszcze mu się w życiu uda.
- Diabeł! - Krzyknął na całe gardło i natychmiast tego pożałował.
- Czego? - Usłyszał kumpla po drugiej stronie drzwi.
- Mamy eliksir na kaca?
- Nie.
- Kurwa. - Zaklął i złapał się za głowę. Dopiero teraz zaczął odczuwać skutki ponad tygodniowej libacji. Właściwie co to za libacja. Był tylko on i jego przyjaciółki, czyli kilka butelek Ognistej Whiskey.
- Chyba muszę się położyć. - Stwierdził, kiedy już powoli i to bardzo powoli się ubrał.
- Dobrze ci tak.
- Dzięki.
Położył się na kanapie i z ulgą zamknął oczy.
- Jak już wytrzeźwiejesz, musimy pogadać.
- Yhym. - Chciał, żeby kumpel już wyszedł. Podejrzewał, że Zabini okłamał go z tym eliksirem i chciał mu dać nauczkę. Jednak nie chciało już mu się ruszać z miejsca. Gdyby to zrobił, jego głowa rozpadnie się na milion kawałeczków, a każdy będzie bolał.
Zasnął, a kiedy się obudził, poczuł się dużo lepiej. Wstał i skierował się do kuchni. W końcu od rana nic nie jadł. Odgrzał sobie jakąś zupę z lodówki.
Rozejrzał się wokół. Blaise musiał posprzątać, kiedy on spał. Nagle zrobiło mu się wstyd. Nie był w swoim mieszkaniu. Nie był nawet w mieszkaniu kumpla. Mieszkał u jakiejś panienki, a zachowywał się gorzej niż kiedykolwiek. Dobrze, że jej tu nie było.
- Widzę, że już żyjesz. Świetnie. Musimy pogadać. Chcesz kawy?
- Która godzina?
- Koło drugiej po południu. Przespałeś cały ranek.
- W takim razie poproszę. O czym chcesz pogadać.
- O tobie.
- Co znowu?
- Zachowujesz się strasznie. Zaczynam się o ciebie martwić. Jesteś moim kumplem.
- Nic mi nie będzie.
- Daj spokój. Przecież widzę, że przez nią coraz bardziej się staczasz. Zapomnij o niej.
- Łatwo ci powiedzieć.
- Słuchaj. Jestem pod wrażeniem tego, co robisz. To, jak nam pomogłeś było świetne.
- Czy ona wie?
- Nie powiedziałem jej.
- Uff...
- Albo z nią porozmawiaj o wszystkim. Powiedz, co się z nią stało, opowiedz o swoich uczuciach.
- Albo?
- Zapomnij o niej.
- Nie mogę z nią porozmawiać.
- Dlaczego nie?
- Po pierwsze, ona mnie nie pamięta i zacznie wyklinać na wszystkie sposoby. Jak mnie nie zaatakuje na początek to będzie dobrze. Po drugie, ona ma faceta.
- To Hubert Adams. Ten ze sprawami o szantaże. A tak swoją drogą, to co ty mu zrobiłeś? Jak wrócił do swojego mieszkania, wyglądał, jakby zobaczył ducha.
- Bo może zobaczył.
- I jeszcze jedna sprawa.
- Jaka?
- Musisz w końcu znaleźć sobie mieszkanie. Właścicielka przyjeżdża jeszcze dzisiaj, a ja będę musiał niedługo uciekać. Praca wzywa.
- Spoko. Najwyżej się przeprowadzę do Malfoy Manor.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł.
- Czemu?
- Bo tam będzie z tobą tylko gorzej.


*-*-*

Hermiona odprowadziła rodziców pod same drzwi. Oczywiście weszła też na herbatę, która przekształciła się w kolację. Harry zmył się wcześniej, tłumacząc się obowiązkami w pracy. Zrozumiała, że chciał ich zostawić samych i doceniła to. Szkoda, że nie mogła się w nim zakochać. Miał w sobie wszystko, czego potrzebowała.
Zadzwonił Hubert. Odebrała, zapewniła go, że wszystko w porządku i się rozłączyła. Po drodze do domu, którą pokonywała pieszo, wyciągnęła kartę i przełamała ją na pół. Rozejrzała się jeszcze, ale w tak chłodny wieczór nikomu nie chciało się wychodzić na spacery, więc była sama. Wyciągnęła różdżkę.
- Reducio - Telefon zamienił się w proch. Sama do końca nie wiedziała, dlaczego go zniszczyła. Może po prostu nie chciała nawet z innego numeru dzwonić do Huberta.
Z małą, podręczną torbą stanęła przy drzwiach swojego mieszkania. Odetchnęła. Czego się bała? Przecież tam jest tylko Blaise z przyjaciółką. Albo sam. Albo go wcale nie ma. Może poszedł na jakąś imprezę. Jakiś przymus kazał jej zawrócić. Coś było nie tak. Czyżby zwariowała?
Powoli przekręciła klucz w zamku i otworzyła drzwi.
- Blaise? - Zawołała, ale odpowiedziała jej cisza. Była sama. No nic.
Zdjęła płaszcz i buty. Miała ochotę na gorącą czekoladę. Zostawiła bagaż obok butów i poszła do kuchni. Nie zdążyła zrobić kroku, kiedy zauważyła cień przy drzwiach do salonu. Od razu złapała za różdżkę i poszła w tym kierunku. Ręką wyczuła kontakt na ścianie i zapaliła światło.
- Co ty tu robisz? - Zapytał blondyn, patrząc w różdżkę skierowaną w jego stronę.
- Ciebie mogę się o to zapytać. Ja tu mieszkam.
- Nic ci nie zrobię.
- Hermiona, spokojnie. - Przybiegł Blaise i stanął pomiędzy nimi. - Jest ze mną.
Opuściła różdżkę.