Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepewność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą niepewność. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

12. Czy warto szukać przeszłości?

Kolejny rozdział za mną. Wiem, że może niewiele wnosi do całej tej historii, ale czasem potrzebny jest jakiś przystanek. Mam nadzieję, że będzie się Wam go dobrze czytało.
Miłej lekturki :)
♥♥♥

__________________________________


Próbowała zasnąć, ale nie mogła. Myśli kłębiły się w jej głowie i nie pozwalały na choćby chwilę odpoczynku. Stale wracały do niej obrazy wspomnień blondyna i słowa z rozmowy z Blaisem. Gdyby to wszystko było takie łatwe. Harry, Draco. Draco, Harry. To bez sensu. Dlaczego nie mogła mieć normalnego życia? Była zagubiona i nigdzie nie widziała punktu, którego mogłaby się uczepić, żeby ułożyć resztę życia w całość. Marzyła tylko o szczęśliwej rodzinie, którą chciała założyć z ukochanym mężczyzną przy boku. Czy to tak wiele? Zamiast stałego i pewnego życia miała na głowie zakochanego przyjaciela i zakochanego wroga. Blaise namawia ją do spróbowania z Draco. Ale to Diabeł. Może rozmawia nawet z samym głównodowodzącym w piekle.
Drażnił ją brak wspomnień. Przez chwilę nawet zastanawiała się, czy to Malfoy’owi ktoś nie pozamieniał styków. W sumie tak by było łatwiej. A może to tylko żart z jego strony? Zastanawiała się czy można jakoś oszukiwać w tej całej oklumencji, ale chyba nie. Pozostały dwie możliwości i to ją przerażało. Zastanawiała się, kto padł ofiarą: ona czy Malfoy. To takie irytujące, kiedy się czegoś nie wie. A mógł się trzymać od niej z daleka, a ona spokojnie wzięłaby się za swoje życie.
Spojrzała na budzik przy łóżku. Pięknie! Druga w nocy! Rano będzie niewyspana, a w takim stanie ciężko jej będzie podjąć jakąkolwiek decyzję. Chyba przejdzie się do szefa i poprosi o jakąś robotę. Może to pomoże jej na chwilę zapomnieć o dręczących ją pytaniach.
Jeszcze długo przewracała się z boku na bok, żeby w końcu zasnąć na chwilę przed wschodem słońca.

Od rana nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Po wmuszeniu w siebie kilku kanapek i filiżanki herbaty wzięła się za porządki. Żadna drobinka kurzu nie umknęła przed jej czujnym wzrokiem, ale to nie wystarczylo. Stale wracały do niej myśli. Chciała się komuś zwierzyć, ale nie miała nikogo takiego. Blaise kibicował nieistniejącemu związkowi jej i blondyna, Harry’ego tyle co spławiła, a Lisa. Cóż. Pewnie nie ominie jej pogadanka jaki to Malfoy jest przystojny i cudowny, czy co tam jeszcze.
Teleportowała się pod drzwi tak dobrze znanego jej budynku. Zapukała i weszła do środka.
- Hermiona, mogłaś nas uprzedzić.
- Sama nie wiedziałam, że tu będę. – Uściskała rodzicielkę. – Gdzie tata?
- W pracy. Jest taki szczęśliwy, że w końcu życie się trochę ustabilizowało.
- Bardzo się cieszę.
- Masz ochotę na coś? Kawę? Herbatę? Ciasta?
- Wino?
- Widzę, że poważna sprawa. Może znajdę gdzieś jakąś butelkę. Nie za wcześnie?
- Nie wiem, czy nie potrzebuję czegoś mocniejszego.
- Siadaj. Zaraz coś przyniosę. Dziwne uczucie, kiedy rozpija się własne dziecko. – Kobieta uśmiechnęła się do córki, podając jej kieliszek wypełniony czerwonym napojem. – Co się dzieje?
- Nie bardzo wiem, co z tym zrobić.
Opowiedziała jej najpierw o rozmowie z Harrym, a potem o spotkaniu z Draco. Nie pominęła tego, co zobaczyła w jego głowie, chociaż musiała na chwilę zwolnić tempo, żeby wytłumaczyć mamie, jak działa zaklęcie, którego użyła. Rodzicielka słuchała cierpliwie i nie wtrącała żadnych komentarzy.
- Mam taki mętlik w głowie. To dziwne uczucie. No wiesz. Nie znać swoich wspomnień.
- Komu ty to mówisz?
- No tak. Przepraszam mamo.
- A może pomoże ci to, co pomogło nam?
- Niestety, ale potrzebujemy tego, który już nie żyje. Boję się.
- Czego, kochanie?
- Wielkiej niewiadomej. Przez chwilę nawet się zastanawiałam, czy to Malfoy’owi ktoś nie zmienił wspomnień, ale Blaise by mnie nie okłamał. Boję się, że wszystko zniszczę, że będę sama do końca życia. Popatrz. Obydwaj wyznali mi miłość, a ja ich odrzuciłam. A co jeśli ja nie jestem zdolna do miłości?
- Jesteś, tylko jeszcze nie pojawił się ten właściwy. Zobaczysz.
- A skąd ty wiesz, że kochasz tatę?
- Nie wiem, czy da się to jakoś określić. Jego szczęście sprawia, że ja jestem szczęśliwa. Wiem, że przy nikim innym nie będę czuć się tak dobrze, jak z twoim tatą.
- Co mam robić?
- A co czujesz, że powinnaś?
- Myślałam, żeby porozmawiać z Draco.
- To zrób to.
- Ale nie wiem jak. Facet, który był moim wrogiem nagle wyskakuje z deklaracją wieloletniej miłości. Mam wrażenie, że to wszystko dzieje się za szybko i jednocześnie zbyt wolno.
- Co przez to rozumiesz?
- Chciałabym odzyskać swoje wspomnienia. Czasami mam takie przebłyski albo dziwne sny, ale równie dobrze to mogą być wytwory mojej wyobraźni. Mogły spowodować je obecne wydarzenia.
- Hermionko, skarbie, nie wiem, co powinnam ci poradzić. Nie byłam w takiej sytuacji, ale może faktycznie spróbuj się z nim spotkać i porozmawiać. Nie o wspomnieniach, ale o czymś neutralnym. Dowiedz się o nim więcej i zobacz, jak się czujesz w jego towarzystwie.
- W chwilach, kiedy nie skaczemy sobie do gardeł, jest całkiem sympatyczny. Nie chcę jednak, żeby robił sobie nadzieję. Już zbyt wiele osób zraniłam.
- Nie jesteś winna tego, że mężczyźni się w tobie zakochują. Jesteś ładną i inteligentną kobietą. Z pewnością znajdziesz jakieś wyjście nawet w takich okolicznościach. Pamiętaj, że my zawsze tu jesteśmy i cię wspieramy.
- Dziękuję. – W oczach dziewczyny pojawiły się łzy wzruszenia. Przytuliła się do matki.

Kiedy wróciła w końcu do domu, wysłała sowę do Malfoy’a. Może to nie był taki zły pomysł. Proponowała spotkanie na jakimś neutralnym gruncie. Pół godziny później jej sowa wróciła z listem. Ślizgon proponował spotkanie na Pokątnej w jej ulubionej restauracji. Nie mógł o tym wiedzieć, ale takich knajp, barów nie było tam zbyt wiele.
O umówionej godzinie teleportowała się na Pokątną. Draco już na nią czekał.
- Jak zawsze punktualna. – Uśmiechnął się do niej. – Ładnie wyglądasz.
- Dziękuję.
Nie odzywali się do siebie, dopóki kelner nie oddalił się od ich stolika.
- Mam nadzieję, że tym razem dotrwamy do deseru.
- Nie musisz się czepiać.
- Wybacz. Chciałaś się ze mną spotkać.
- Pomyślałam, że moglibyśmy po prostu porozmawiać.
- O czymś konkretnym?
- Właściwie to nie. Myślałam, że to będzie łatwiejsze.
- Spokojnie. Nic dobrego nie przychodzi łatwo.
- Byłam w twojej głowie. Draco, ja… - Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Była taka zagubiona. Wziął ją za rękę i spojrzał w oczy.
- To nic takiego. Jaki jest twój ulubiony kolor?
- Co?
- Jaki jest twój ulubiony kolor? – Uśmiechnął się.
- Nie wiem. Dlaczego o to pytasz?
- Nie masz jakiegoś konkretnego?
- Nie. Większość mi się podoba. Jako mój były chyba powinieneś o tym wiedzieć.
- Nigdy o tym nie rozmawialiśmy.
- A twój? – Żałowała, że wypowiedziała tamto zdanie. Postanowiła się trzymać łatwego tematu.
- Zielony.
- Powinnam się domyślić.
Uniósł pytająco brwi.
- Byłeś w Slytherinie.
- Co nie znaczy, że dlatego lubię zieleń. Gdybym trafił do Ravenclawu, nie lubiłbym niebieskiego.
- Rozumiem. Przepraszam.
- To nic takiego.
- Coś nam nie idzie ta rozmowa.
- Jesteś strasznie spięta. – Przywołał kelnera i zamówił jedno z najlepszych czerwonych win w tej restauracji.
- Nosisz szkła kontaktowe?
- Nie, a dlaczego pytasz?
- Bo twoje oczy zmieniają kolor. I nie wiem, czy są szare czy niebieskie.
Uśmiechnął się tylko.

- Jestem pijana. – Śmiała się Hermiona, opierając się na ramieniu Draco. Odprowadził ją pod same drzwi. – Upiłeś mnie. – Rzuciła oskarżycielskim tonem i znowu się zaśmiała.
- Nie moja wina, że masz taką słabą głowę.
Zabrał jej klucze i otworzył zamek w drzwiach. Wprowadził ją do środka.
- Dasz sobie radę?
- Chyba tak.
Upewnił się jeszcze, czy wszystko gra i zostawił ją samą.

Dni mijały. Po mroźnej zimie przyszła ciepła wiosna, a potem gorące lato, a Hermiona coraz bardziej zaprzyjaźniała się z Draco. Nadal doskwierał jej brak wspomnień. Gdyby nie wiedziała, czego brakuje, prawdopodobnie by to zostawiła w spokoju. Ale ona wiedziała, co konkretnie jej odebrano. Nieustannie próbowała to wszystko sobie przypomnieć, ale nie potrafiła. Była wtedy zła na siebie i na cały świat wokół niej. Draco nie naciskał i od czasu, gdy odkrył przed nią całego siebie, nie powrócił więcej do tematu uczuć. Mimo to czuła zakłopotanie i presję. Tak bardzo chciała wiedzieć, czy on był tym jedynym. Nie przyszło jej do głowy, że tak skupiła się na odzyskaniu przeszłości, że uciekała jej teraźniejszość.
Były Ślizgon był już pewien, że wspomnienia przepadły bezpowrotnie i teraz jego nadzieją jest to, żeby Hermiona na nowo go pokochała. Jednak bał się próbować. Nie chciał jej spłoszyć, chociaż wiedział, że któregoś przeklętego dnia ktoś może ją odnaleźć i mu ją zabrać. Ona była piękna i mądra, a on zazdrosny o każdego, który na nią spojrzał. Blaise doradzał mu znalezienie sobie kogoś, ale on nie chciał. Chciał Hermiony.
- Draco, widzę, jak się męczysz.
- Przestań, Blaise. Powiedziałem już ci coś raz i wystarczy.
- A czy ona wie o tym?
- Nie wiem. Chyba zdaje sobie sprawę, że jest coś nie tak.
- Nigdy bym się nie spodziewał, że jedna kobieta może tak na ciebie wpłynąć. Gdzie twój urok? Dawniej żadna by ci nie odmówiła.
- Nie chcę innej.
- Co takiego w niej widzisz?
- Wszystko.
- Mam nadzieję, że mnie to nigdy nie spotka. Dlaczego nie spróbujesz z inną?
- Bo kiedy już raz miałeś to, co najlepsze, nie chcesz się zadowolić byle czym.
- Więc uważasz inne kobiety za byle co?
- Nie, ale dla mnie nie ma lepszej od Hermiony.
- Gadasz jak popieprzony.
- Dzięki.
Blaise skończył właśnie jedno piwo i zamówił następne. Upił łyk złotego trunku.
- Tkwisz w tym od lat. Martwię się o ciebie, stary.
- Dlaczego?
- Bo zniknął mój najlepszy kumpel. Będziesz się tak męczył do końca życia?
- Nie wiem.

Próbowała po raz kolejny sobie przypomnieć, ale znów pojawiały się tylko obrazy tego, co widziała w głowie Draco. Jej własne wspomnienia nie przychodziły. Draco zabrał ją nawet któregoś razu na wyspę. Podobno tam się to wszystko zaczęło, ale nic jej się nie przypomniało, więc spędzili tam jeszcze jakąś godzinę i wrócili do swoich zajęć. Ona wypełniała misje i łapała przestępców, a on spisywał raporty. Lubiła te swoje wyjazdy, mimo, że powoli zaczynała się czuć gościem we własnym domu. One dawały jej chwilę wytchnienia od wszystkiego. Szukanie śladów, łączenie faktów. Niczym FBI z mugolskich seriali. Nigdy nie przypuszczała, że takie życie będzie jej odpowiadać. Jako dziecko chciała być dentystką jak rodzice, w szkole wymyśliła sobie uzdrowicielkę, a została jednym z aurorów.
Wrociła myślą do ostatniej próby powrotu do przeszłości. Dyrektorka Hogwartu pozwoliła jej zobaczyć swój pokój, w którym przebywała na ostatnim roku. Chyba Carrow nie zmienił jej wspomnień, jak podejrzewali, a całkiem je usunął. Śmierciożerca coraz częściej jej się śnił. Im bardziej zbliżała się do Draco, tym więcej koszmarów miała w nocy. Zawsze uciekała i zawsze ją dorwał. Jego szyderczy śmiech nie opuszczał jej nawet za dnia. I te słowa: „będziesz jego cierpieniem”. Próbowała wydobyć od Draco, dlaczego on się tak na niego uwziął nawet po śmierci, ale ten nie chciał zbyt wiele zdradzić. Dowiedziała się tylko tyle, że zginęła ukochana Carrowa. Okoliczności całego zdarzenia nie były jej znane. Może Draco miał z nią romans, a on w przypływie gniewu zamordował dziewczynę. Hermiona wiedziała, że Ślizgon nie był święty, chociaż teraz nie zauważyła, żeby jakakolwiek dziewczyna się koło niego kręciła. A Carrow potrafił zabijać. Pewnie jedna avada w tą czy tą nie robiła różnicy. A nie udało mu się zabić Malfoy’a, więc na niego polował.
Zamknęła oczy i próbowała zmienić tor myśli. Pomyślała o Harrym. Była ciekawa, jak mu się wiedzie. Nie widziała go od miesięcy. Miała nadzieję, że ułożył sobie życie. Brakowało jej starego przyjaciela. Tyle razem przeżyli. Miłość wszystko spieprzyła. Zastanawiała się, czy kiedyś jej życie stanie się prostsze. Brakowało jej tej swobody ducha, którą miała w sobie zanim trafiła do Hogwartu.

- Co ja mam z tym zrobić? – Spytała. Nikt jej nie odpowiedział.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Miniaturka: Romeo i Julia


Kolejna miniaturka spod mojego pióra. Troszkę na wesoło. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :D
Zastosowałam się do rad Wesołego Kostka.
Dzięki Ci za to :)

CZYTAM = KOMENTUJĘ

Wasza Carrie

________________________________________________________


- A co, jeśli się nie zgodzą?
- Nie mają wyjścia.
- Pozabijają się.
- A może to jeden ze sposobów, żeby raz na zawsze zakończyć kłótnię wrogich domów.
McGonagall popatrzyła się na dyrektora Hogwartu, jakby spadł z księżyca czy coś. Jego pomysł był całkowicie niedorzeczny, ale co ona mogła poradzić? Powinna już się przyzwyczaić do dziwnych pomysłów Albusa.

* * *

Nic nie zapowiadało takiej katastrofy. Jak co dzień wstała, szybki prysznic, dobranie garderoby pod szkolną szatę, Wielka Sala, śniadanie, zajęcia. Z niecierpliwością oczekiwała na kolację. Dzisiejszy dzień był dość ciężki. Szósty rok w Hogwarcie, a Snape nie dawał za wygraną i korzystał z każdej okazji, żeby odjąć punkty Gryffindorowi. Gdyby nie to, że zależało jej na pracy uzdrowiciela, to już dawno by odpuściła. Zdecydowanie wolała Numerologię. No i co najważniejsze: tam nie było Malfoy'a. Widocznie przedmioty, gdzie nie jest pupilkiem wykładowcy, są dla niego za trudne.
- Za dziesięć minut w Pokoju Wspólnym. - Rzuciła do przyjaciół i pobiegła zostawić książki. Z ulgą zrzuciła ciężką torbę z ramienia na łóżko. Przysiadła na jego końcu i zabrała się za rozczesywanie włosów. Ostatnio bardziej o nie dbała. Nie lubiła tej szopy, którą miała przez tyle lat. Przez ostatnie wakacje uznała, że nauka jest najważniejsza, ale wyglądać też jakoś trzeba. W końcu była dziewczyną. Poza tym podobał jej się Ron i chciała zwrócić na niego swoją uwagę. Miała nadzieję, że Harry się nie myli i Ron też do niej coś czuje. Spojrzała w lusterko, zadowolona z tego, jak włosy opadały jej miękkimi falami na ramiona. Szybko poprawiła jeszcze makijaż i zeszła do salony Gryfonów.
- W końcu. Ile można na ciebie czekać. Mieliśmy już wychodzić. - Marudził Ron.
- Nic ci się nie stało przez te kilka minut czekania.
- No nie wiem. Mój żołądek myśli inaczej.
- Czy ty myślisz tylko brzuchem?
Harry zaśmiał się, słuchając ich wymiany zdań. Zastanawiał się, dlaczego tak często się ostatnio sprzeczają. Przecież osoby, które czują do siebie miętę, przeważnie są dla siebie milutcy. Potter stwierdził, że mimo wszystko nie wytrzymałby z ich słodką wersją, ale słysząc coraz bardziej podnoszący się ton ich głosu, postanowił to przerwać, zanim się pokłócą o głupotę.
- Ron, myślałem, że jesteś głodny, a tymczasem stoicie tu i próbujecie się kłócić, a tam kolacja stygnie.
- Kto się kłóci? My?
- Absolutnie. - Dodała Hermiona, zarzucając włosami i zmierzając już w stronę portretu.
Harry tylko pokręcił głową i wyszedł za nimi.
Przy stole Hermiona jak zwykle zwracała uwagę Ronowi na to, jak się zachowuje. Rudzielec z kolei totalnie to ignorował i napychał sobie w usta całe garście jedzenia.
- Proszę o uwagę. - Powiedział dyrektor, kiedy wszyscy się już najedli. W Wielkiej Sali momentalnie zapanowała cisza. - Chciałbym, aby po kolacji uczniowie szóstego i siódmego roku zostali chwilę dłużej. Muszę z wami porozmawiać. Reszta jest wolna.
- Jak myślicie, o co chodzi? - Zapytał Harry.
- A bo ja wiem. Może chodzi o egzaminy. - Odpowiedział Weasley.
Patrzyli, jak młodsi wychodzą z sali, oglądając się na tych, co zostali. Pewnie byli jeszcze bardziej ciekawi niż oni.
- Podejdźcie bliżej. Nie ma sensu nadwyrężać głosu. - Albus Dumbledore uśmiechnął się do nich. - Pewnie wszyscy się zastanawiacie, co od was chcę. Nieprawdaż? Otóż za trzy miesiące będziemy gościć autora najlepszych dramatów na całym świecie. Chciałbym, żebyście do tej pory opanowali sztukę Szekspira. Co powiecie na "Romeo i Julię"? Czy ktoś może o niej słyszał? To mugolskie dzieło, ale równie dobrze znane w naszym świecie.
Ręka Hermiony momentalnie wystrzeliła w górę.
- Chodzi o parę, która zakochuje się w sobie od pierwszego wejrzenia, ale są z dwóch wrogich rodzin i nie mogą przez to być szczęśliwi. Ich rodziny doprowadzają młodych kochanków do śmierci.
- Bardzo dobrze, panno Granger.
- Granger pewnie marzy o głównej roli. - Zaśmiał się szyderczo Malfoy, który nigdy nie unikał okazji, żeby dociąć Gryfonce.
- Nie twoja sprawa, Malfoy.
- Jesteś kujonem. Nie masz prawa nic wiedzieć o miłości.
- A ty jesteś nadętym dupkiem. U ciebie miłość oznacza kilka panienek jednocześnie.
McGonnagal wymieniła spojrzenie z dyrektorem.
- Dosyć. - Powiedziała swoim surowym głosem. - Skoro aż tak się wyrywacie, to proszę bardzo. Panna Granger zagra Julię, a rolę Romea dostaje pan Malfoy.
- CO?! - Krzyknęli jednocześnie.
- Ja nie będę z nią grać.
- Niech ktoś inny będzie Julią.
- Ona jest do niczego.
- On zniszczy całe przedstawienie.
- Cisza.
Obydwoje umilkli i wpatrywali się w profesorkę z nadzieją w oczach.
- Będziecie grali głównych bohaterów. Dobrze się przygotujcie. I przykro mi, ale musicie się pogodzić, skoro macie tak często przebywać w swoim towarzystwie.
Dyrektor wziął się za rozdzielanie pozostałych ról. Harry miał zagrać Parysa, a Ron... Ron nie dostał żadnej roli, z czego był wyraźnie zadowolony. Nie lubił być w centrum uwagi.

* * *

- Malfoy, skup się. Nie mam całego dnia.
- Chyba kpisz, że ja to wypowiem. - Wziął głęboki wdech. - Ale tu jest, że potem mam cię całować. Oni chcą mnie zabić?
- Boisz się, że będziesz cuchnąć szlamem?
- Nie. Ja po prostu jestem za młody, żeby umierać.
To ją rozbawiło, chociaż sama nie wiedziała, dlaczego. Rozumiała też, przez co on musi przechodzić. Jej samej z trudem przychodziło wymawianie kwestii. Wyobrażała sobie, że przed nią stoi ktoś inny, ale niewiele to dawało.
- Myślisz, że mi leży całowanie ciebie? Otóż nie.
- Kłamiesz. Kto by nie chciał mnie pocałować?
- Jesteś podłym, chamskim, popieprzonym całkowicie dupkiem. Nie mam ochoty słuchać o tobie więcej niż to konieczne. Więc może się w końcu skupisz i ku największej uldze będziemy mogli wrócić do siebie.
- Jaka jesteś wyszczekana. Kto by pomyślał.
- Zamknij się w końcu i powiedz tą kwestię.
- To mam się zamknąć czy mówić?
- Malfoy!
- No dobra, dobra. Jeśli dłoń moja, co tę świętość trzyma... Ale nie będę cię całował.
- Będziemy udawać. Tylko skończmy wreszcie to. Nie jesteśmy nawet przy początku.
- Ratujesz mi życie, Granger.
- Jasne. A teraz już skończ kwestię.

* * *

- Na brodę Merlina. Granger! Malfoy! Jesteście kochankami! Zachowujcie się jak oni, a nie jak marni aktorzy, którzy połknęli kij od miotły.
McGonnagal była coraz bardziej pewna, że to nie wypali. Może powinna się postarać o jakieś zastępstwo? Hermiona się starała. To było widać. Ale nie potrafiła na niego patrzeć dłużej niż kilka sekund. Nie potrafili okiełznać tej złości do siebie. Znacznie lepiej by się nadawali do ról wrogów a nie kochanków. Tylko, że Albus postanowił inaczej. Dobrze, że dali jej pretekst. Inaczej pewnie by nie mogła tak dobrowolnie powierzyć im takiego zadania.
- Pani profesor, ja nigdy nie będę kochankiem Granger. Nie upadłem na głowę.
- I tak bym cię nie chciała.
Opiekunka Gryffindoru i tego godnego pożałowania przedstawienie miała już dosyć Hermiony i Draco. Oni byli nie do wytrzymania. Połowę prób, które trwały już od półtora miesiąca, przerywali nagłymi kłótniami. Jeśli tak ma wyglądać przedstawienie, to ona się wycofuje.
- Granger i Malfoy, szlaban. Macie się zgłosić po próbie do mojego gabinetu. - Chyba znalazła sposób, jak ich pogodzić.

Przyszli razem, nie odzywając się do siebie przez całą drogę. Nie mieli już ochoty na kłótnie. Chcieli odbyć swoją karę, pójść spać, a jutro zacząć od nowa się nienawidzić.
- Jesteście. Siadajcie.
Przed nimi znajdowały się dwa pergaminy i dwa pióra. Mieli coś przepisywać. To zawsze było lepsze niż jakieś sprzątanie czy coś.
- Co mamy robić?
- Napiszecie list. Macie w nim uwzględnić, dlaczego tak nie lubicie drugiej osoby. Tylko piszcie prawdę. Te pióra i tak wykryją kłamstwo.
- Ja nawet pijany nie będę się z niczego zwierzał.
- Nie masz wyjścia.
Hermiona niemal od razu zabrała się za pisanie. Pióro dosłownie kierowało jej ręką i słowa pojawiały się, zanim ona zdążyła pomyśleć. Próbowała kłamać, ale wtedy ono zatrzymywało się i nie dało się ruszyć. Draco też pisał, ale wolniej od niej.
- A teraz podajcie swoje listy drugiej osobie. Niech każdy z was je przeczyta.
- To nie fair! - Krzyknęli oboje.
- To ja je wezmę i zapieczętuję, a wy spróbujecie ze sobą porozmawiać. Jeśli wywiążecie się z tego, ja spalę wasze wypociny.
- To jest szantaż! - Malfoy nie dawał za wygraną.
- A jeśli ona miała rację? - Zapytała Hermiona, kiedy już wychodzili.
- Mam to gdzieś. Nie pchałem się do tej roli. Mogła mnie nie wyznaczać, to by miała spokój.
- Ale jesteś wyznaczony. Spróbujmy się nie kłócić do przedstawienia. Po wszystkim dalej będziemy wrogami, a oni dadzą nam spokój.
- Granger, jesteś genialna!
- Ty serio?
- Nie.

Rozeszli się już w bardziej pokojowym nastawieniem. Powiedzieli sobie nawet dobranoc. Powtarzali to jeszcze przez tydzień, a potem wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Draco Malfoy i Hermiona Granger zaczęli ze sobą rozmawiać! Z początku ograniczało się to do podstawowego "co tam słychać?", ale z czasem zaczęli plotkować na temat gry innych uczniów, obgadywali życie nauczycieli. Byli zaskoczeni, jak łatwo jest im się nie kłócić i nie wyzywać od najgorszych. Największym problemem był Wiewiór, który po prostu nie mógł zrozumieć, dlaczego jego najlepsza przyjaciółka rozmawia z wrogiem.
W trakcie prób nie byli już tak oschli. Starali się odegrać zakochanych najlepiej, jak potrafili. Czasami przychodziły im do głowy dziwne myśli, ale odsuwali je od siebie, wmawiając sobie, że to wpływ przedstawienia i uczucie jest udawane. Poza tym, co by powiedzieli inni? Nie, nie, nie. To na pewno wina udawania zakochanych, a oni się sobie nie podobają. I chociaż coraz częściej starali się być blisko siebie, to żadne z nich nie mogło się odważyć na ten pierwszy krok.
W końcu nadszedł wielki dzień i rzekomo najlepszy autor dramatów zajął swoje miejsce na widowni. Kimkolwiek był i jakkolwiek się nazywał, ich obchodziło jedynie to, żeby dobrze zagrać i mieć to już z głowy.
- Połamania nóg, Granger.
- Wzajemnie, Malfoy.
- Dzisiaj koniec naszej umowy.
- Wiem.
Z niewiadomej przyczyny było jej przykro. Przez ten czas zdążyła się przyzwyczaić do utarczek słownych z blondynem. Wypełniał jej dzień, kiedy Harry i Ron byli zajęci nauką. Dopiero teraz sobie uświadomiła, że Ślizgon po prostu jej się podoba. A może i była zakochana?
Odegrali swoje role bezbłędnie. Stroje były w każdym calu doskonale dopasowane, dekoracje wyglądały jak prawdziwe. Widownia nawet się nie zorientowała, że każdy pocałunek jest udawany i ich usta nawet się nie stykały, choć tego chcieli. Jednak każde z nich mówiło sobie, że to nie jest prawdziwe uczucie. A nawet jeśli, to ta druga strona tego nie chce.
Wyszli się ukłonić i zostali powitani owacjami na stojąco. Chyba nie było osoby, której przedstawienie się nie spodobało. Tu i ówdzie była jakaś dziewczyna, która z zazdrością wpatrywała się w Hermionę i Malfoy'a. Przy burzy oklasków zeszli ze sceny.
- Czyli... Ten... No... Do widzenia, Granger.
- Pa, arystokratyczny dupku.
- Jak mnie nazwałaś?
- Koniec naszego układu. Pamiętasz?
- A, tak. Czyli spadaj, Granger. - I zanim zdążyła zareagować, już czuła jego usta na swoich wargach. Całował ją delikatnie i dał możliwość do ucieczki, ale ona nie chciała uciekać. Z zapałem oddawała mu pocałunki. Nie zważali na zdziwione miny dookoła siebie.

sobota, 15 sierpnia 2015

5. Nic nie czyni człowieka bardziej bezbronnym niż samotność



Kolejny rozdział gotowy. Nie będę się rozwodzić. Miłego czytania.
Oczywiście liczę na komentarze :) 
 
 __________________________________________________________


Słyszała jak się wymyka i udawała, że nadal śpi. Pamiętała każdy szczegół z ich nocy i teraz czuła zażenowanie i wstyd. Tak krótko się znali, a ona już pozwoliła mu się omotać. Przypomniała sobie, co znaczy mieć tą drugą osobę obok siebie, ale i tak nie powinna tego robić. Z jednej strony chciała wstać i go zatrzymać, ale ta druga strona ją powstrzymała. Otworzyła oczy, kiedy tylko usłyszała trzask zamykanych drzwi. Zrezygnowana wstała z łóżka i poszła do kuchni. Nie krępowała ją własna nagość. W jej mieszkaniu i tak nikogo nie było. Nastawiła ekspres do kawy i poszła pod prysznic. Jak ona uwielbiała wodę, która tak cudownie pozwoliła jej się odprężyć. Wtedy przypomniało jej się spotkanie z rodzicami. Jak przywrócić im pamięć? Wiedziała, że to nie będzie łatwe. Zaklęcie było bardzo złożone i wymagało całkowitego skupienia. Szkoda, że to nie było tak łatwe, jak Reparo. Jedno machnięcie różdżką i już by byli rodziną. Potrzebowała wsparcia, a jej przyjaciele byli teraz tak daleko. Przypomniała sobie, że nadal nie odpisała na list Harry'ego. Tak fajnie by było zapomnieć o wszystkim i znowu się przyjaźnić. Tylko nie miała pewności, że Wybraniec za chwilę nie wyskoczy z jakąś sceną zazdrości. Niby nic mu nie obiecywała, ale źle się czuła z tym wszystkim. Nie lubiła, gdy ktoś przez nią cierpiał.
Wyszła z kabiny, ociekając wodą i z postanowieniem, że napisze wiadomość do przyjaciela. Pewnie już się zaczął martwić.

Harry,
dziękuję Ci za prezent urodzinowy. Założę sie, że Lisa maczała w tym palce.
Przemyślałam sobie kilka spraw i myślę, że nadal chcę się z Tobą przyjaźnić. Tylko nie chcę już więcej takich scen.
Twoja przyjaciółka,
Hermiona

Wystawiła kopertę z listem za okno i czekała. W powietrzu latało sporo sów, ale nie wszystkie to te pocztowe. Dopiero po kilku minutach jakiś puchacz usiadł na parapecie i wystawił nóżkę. Hermiona patrzyła jeszcze za odlatującym ptakiem, popijając przesłodzoną jak zawsze kawę.
Nie wiedziała, jak długo wpatrywała się w jeden punkt na niebie. Sowa już dawno zniknęła, a ona wciąż nie mogła odejść od okna. Tak bardzo chciała wyjechać na misję, ale teraz marzyło jej się spokojne biurko i sprawdzanie raportów. Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo pogmatwa sobie życie jednym wyjazdem, na pewno zostałaby w domu. Tu była taka samotna, a tam miała Lisę. Właśnie! Dlaczego napisała do Pottera, a nie do Lisy? W jej głowie rodziły się same pytania i brak odpowiedzi na jakiekolwiek z nich.
A może by tak wypełnić misję jeszcze dzisiaj i wrócić do spokojnego domu? Właściwie to teraz pewnie nie jest spokojny. Ciekawe, czy przy pobycie Zabiniego jeszcze stoi. I znowu to samo pytanie. Miała tylu wspaniałych przyjaciół, a ona napisała do tego, który cierpiał w jej towarzystwie. Jeśli myślała nad tym, żeby dać mu szansę, to po nocy z Hubertem jej przeszło. Nie odwzajemniała jego uczuć. Huberta właściwie też nie kochała. Opętała ją świadomość bezsilności i samotności, a on zdawał się jej tyle obiecywać. Przyrzekła sobie, że to był pierwszy i ostatni raz, a ona ograniczy kontakt z Adamsem do minimum. To trzeba skończyć, zanim na dobre się zacznie. Tylko co powie współpracownikowi? Chyba najlepszym pomysłem będzie skłamać, że nic nie pamięta. Nie miała ochoty się tłumaczyć, że to był tylko impuls.
Ubrała ulubione dżinsy i czerwoną koszulę w kratę. Podwinęła rękawy i ulokowała się na kanapie. Przywołała niedawno zaczętą książkę i pogrążyła się w lekturze. Zastanawiała się po raz tysięczny, dlaczego w książkach to wszystko jest takie proste. Miłość dosłownie spada z nieba, rodzina jest blisko, przyjaciele nie domagają się więcej niż dostają. Życie idealne. Dlaczego jej nie może takie być? Gdy tylko przekroczyła bramy Hogwartu, szanse na normalne życie zmalały niemal do zera. Pierwszy rok nauki i kamień filozoficzny. Musiała pomóc Harry'emu pokonać Voldemorta. Ich przyjaźń się zaczęła, kiedy obydwaj z Ronem uratowali ją przed trollem. Drugi rok też nie był zbyt wesoły. Komnata tajemnic i olbrzymi bazyliszek. Nawet spetryfikowana im pomogła. Kolejny rok też nie należał do spokojnych, chociaż nie walczyli z Voldemortem. Później to już chyba tradycja: Czara Ognia i śmierć Cedryka, odkrycie przepowiedni i śmierć Syriusza, śmierć Dumbledore'a, poszukiwanie horkruksów, wielka bitwa o Hogwart. Potem kontynuacja nauki, gdzie Ron totalnie się zmienił, a Harry zagubił. I ta czarna dziura w pamięci. Do tej pory nie była nawet ciekawa, jakie wspomnienia jej odebrano. Wystarczyło jej, że dotyczyły Malfoy'a, a tych miała dość. Malfoy, który ją wyzywał, Malfoy, który jej groził, Malfoy - tchórz, Malfoy, który nie pomógł, gdy była torturowana.
A teraz, po pięciu spokojnych latach znowu wszystko się zaczyna. Dlaczego właśnie ona?
Usłyszała lekkie trzaśnięcie drzwiami i drgnęła. Zauważyła, że ciągle tkwi przy tym samym zdaniu książki.
- Przepraszam, że uciekłem, ale praca wzywa. - Hubert wyglądał na skruszonego.
- W porządku. - Odpowiedziała, a on musnął ustami jej policzek.
- Dobrze spałaś?
- Chyba tak.
Teraz. No już. Udawaj, że nic nie pamiętasz. W tej chwili.
Przełknęła ślinę.
- Hubert, mam pytanie.
- Śmiało.
- Co się właściwie wczoraj wydarzyło?
- Nie pamiętasz?
Zrobiło jej się gorąco. Miała wrażenie, że twarz ją pali.
- Nie do końca.
- Zawsze mogę odświeżyć ci pamięć. - Mrugnął do niej.
- Hubert, ja...
- Nie musisz kończyć. To był jeden jedyny raz. Obiecuję, że więcej cię nie dotknę.
Nie o to jej chodziło. Owszem, chciała to wszystko puścić w niepamięć, ale liczyła, że może spróbują się najpierw poznać. Dlaczego to jest takie skomplikowane? Wiedziała, że jeszcze nie raz odtworzy w myślach tą pamiętną scenę, do momentu, kiedy przestanie mieć wyrzuty sumienia.
- Muszę się skupić na rodzicach. - Powiedziała w końcu. Jeśli to go zraniło, nie dał tego po sobie poznać.
Rozległo się głośne pukanie, a raczej walenie w drzwi.
- Przepraszam cię na chwilę. - Poszła otworzyć. - Co tu robisz?
Była zdziwiona, widząc Harry'ego w progu swojego tymczasowego lokum.
- Pomyślałem, że musimy wyjaśnić sobie kilka spraw na spokojnie. Co powiesz na jakiś obiad? Wyjdziemy i porozmawiamy. Jak za dawnych czasów.
- Harry, nie obraź się, ale jestem trochę zajęta.
Brunet spojrzał w głąb mieszkanka i zobaczył innego mężczyznę. W tym momencie wszystko było dla niego jasne. Hermiona po prostu miała innego. Tylko dlaczego mu tego nie powiedziała? Cholera. Był jej przyjacielem.
- Jasne. - Mruknął i zaczął się wycofywać.
- Przyjdź koło ósmej. Zrobię kolację.
Teleportował się.
Kurwa, zaklęła w myślach. To się robi coraz bardziej poplątane.


*-*-*


Nie mógł spać. Gdy tylko zamykał oczy, pojawiały się kamienne, zimne ściany Azkabanu, pusta cela. Miał wrażenie, że nadal przebywa w więzieniu, a zza ścian słyszy krzyki skazańców. Dopiero po chwili zorientował się, że Blaise po prostu zabawia się z kolejną panienką. Jak to się stało, że tak bardzo zaczął się różnić od przyjaciela. Ich wspólne wypady należały do odległej przeszłości. Wtedy był innym Malfoy'em. Był Ślizgonem, który miał wszystko gdzieś, a raczej udawał, że ma gdzieś. Teraz pragnął tylko jednej i to w dodatku tej, która go nie chce.
Przez bramę widział swoją posiadłość. Bał się tam wejść, ale wiedział, że musi. Musi przezwyciężyć ten lęk. Może w środku czeka na niego ukochana mama. Pociągnął za klamkę i zamek ustąpił. Usłyszał ciche skrzypnięcie i już był w środku.
- Mamo?
- Tutaj, Draco. Jestem w salonie.
Skierował się w tamtą stronę. Tak bardzo chciał ją zobaczyć. Wiedział, że jej śmierć to fikcja. Ona żyje.
Niemal wbiegł do salonu. Na fotelu siedziała jego rodzicielka. Uśmiechała się do niego. Wyciągnął do niej rękę, a wtedy ona przemieniła się w Granger. Ta tylko spojrzała na niego obojętnie i odwróciła głowę. Chciał zwrócić na siebie jej uwagę.
Odwrócił się na chwilę i spojrzał ponownie. Nie było już Granger. Nie było salonu. Był znowu w pustej celi zalanej wodą. Nad nim pochylał się dementor, próbując ukraść mu duszę.
- Nie!
- Nie!
Obudził go jego własny krzyk. Rozejrzał się nerwowo i dopiero, gdy upewnił się, że nie jest w Azkabanie, odetchnął. Próbował przełknąć ślinę, ale jego gardło było niczym Sahara. Wstał z zamiarem poszukania wody. Ostatecznie odnalazł butelkę wina pozostawionego przez Zabiniego i jego panienkę. Pociągnął łyk i skrzywił się z niesmakiem. Co oni pili? Spróbował po raz drugi i dotarło do niego, że to wino mugolskie. Pieprzony Zabini! Draco miał wrażenie, że jego kumpel stara się przelecieć wszystko, co tylko się rusza. Ciekawe, czy już dobrał się do Hermiony. Stop. To był jego najlepszy przyjaciel od lat. Nie zrobiłby mu takiego świństwa.
Wyszedł na balkon. Było mu zimno w samych bokserkach, ale nie zwracał na to uwagi. Był zapatrzony we wschodzące słońce. Ciekawe, co go dziś czeka. Przed nim cały dzień, który musi jakoś przeżyć. Może rozglądnie się za jakimś lokum. Nie miał ochoty wracać do swojej rezydencji. Tam były zbyt bolesne wspomnienia. Nagle do głowy zaświtał mu pomysł. Pojedzie zobaczyć Hermionę. Choćby z daleka. Był ciekawy, jak jej się układa, ale nie mógł o wszystko wypytywać Blaisa. Poza tym przyrzekł mu, że postara się zapomnieć o dziewczynie. Kto mógłby oprócz niego wiedzieć, gdzie ona jest. No tak! Potter.
Nawet nie pomyślał, kiedy stał w pełnym ubraniu przed kominkiem z garścią proszku Fiuu. Chwilę później już był w salonie Pottera. Zdawał się nie zauważać zdziwionej miny właściciela, kiedy spokojnie otrzepał się w popiołu i wyszedł z kominka.
- Malfoy? Co ty tu robisz?
- Spokojnie. Chcę cię o coś zapytać.
- Od kiedy to potrzebujesz mojej pomocy?
- Chodzi mi o Hermionę.
- Coś z nią nie tak? Co jej zrobiłeś?
- Opanuj się, człowieku. - Powiedział Malfoy, widząc gwałtowną reakcję Wybrańca.
- No mów, o co ci chodzi i znikaj.
- Myślę, że na to potrzebuję dłuższej chwili.
- Jasne.
Blondyn rozsiadł się wygodnie w fotelu. Śpieszyło mu się poznać informacje, ale denerwowanie byłego Gryfona sprawiało mu niejaką satysfakcję.
- Pamiętasz wydarzenia sprzed pięciu lat?
- Oczywiście. Przez ciebie Hermiona o mały włos nie straciła życia.
- A ty jakoś się tym nie przejąłeś.
- Jestem jej przyjacielem.
- Nie pieprz. Nie rozmawialiście, dopóki Carrow nie wyczyścił jej pamięci.
- Czego chcesz?
- Chcę się dowiedzieć, gdzie teraz jest.
- Niby dlaczego mam ci o tym mówić?
- Bo jesteś mi winien przysługę.
- Niby za co?
- Chroniłem twój tyłek. Inaczej ten śmierciożerca już dawno by cię zabił.
- Nawet jeśli powiem ci, gdzie ona jest, to co ci to da? Ona cię nie pamięta.
- Pamięta. Ale to, jakim musiałem być, a nie to jakim jestem.
- Dla mnie zawsze będziesz dupkiem.
- I wzajemnie Potter, ale Hermiona coś dla mnie znaczy. Chcę ją zobaczyć.
Nie wiedział, czy to wyraz jego oczu, czy ton głosu, ale coś w końcu przekonało bruneta.
- Za kilka minut się do niej wybieram. Możesz się teleportować ze mną. Ale musisz mi coś obiecać.
- Co?
- Nie będziesz jej nękać.
- Da się załatwić.
Schował się za płotem i obserwował, jak drzwi się otwierają. Wyładniała. Ogarnęła go ochota, żeby podejść do niej i pocałować w te usta, które już raz całował. Przypomniał sobie ich smak i z trudem powstrzymał się, żeby nie urzeczywistnić swoich zamiarów. Widział, jak rozmawia z Potterem, który po chwili się teleportował. Patrzył jeszcze przez chwilę i podziwiał jej zgrabną figurę. Zrozumiał, co znaczy tęsknota. Popatrzyła się w miejsce, gdzie się ukrywał. Zupełnie, jakby wiedziała, że on tam jest. Patrzył jak się odwraca i chyba z kimś rozmawiała. Tym kimś okazał się nawet przystojny facet, ale na oko widać, że był dużo starszy od niej. Uśmiechnęła się, gdy coś powiedział. Miała śliczny uśmiech.
Poczuł mocne ukłucie zazdrości i ból, kiedy tamten zbliżył się, żeby ją pocałować. Zrobiła szybki unik i pocałowała go w policzek. Tamten tylko skinął głową i sobie poszedł, a ona przestała się uśmiechać. Jeszcze raz rozejrzała się wokół, jakby czuła jego obecność. Potem zniknęła w domu.
Draco zastanawiał się czy nie podejść bliżej i nie zapukać, ale pozostał na miejscu. Jeszcze przez chwilę patrzył na miejsce, gdzie zniknęła i teleportował się do pierwszego lepszego baru, który mu przyszedł do głowy.