Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 października 2015

Miniaturka: Kochany pamiętniku

Obiecałam i jest. Kolejna miniaturka. Poprzednie możecie przeczytać tu.
Chciałabym też podziękować Wam, że jesteście tu ze mną. To miłe, kiedy ktoś docenia czyjąś pracę. Jesteście wspaniali. Dziękuję ❤
I przepraszam, jeśli ktoś z Was nie doczekał się komentarza ode mnie. Ja czytam Wasze blogi (zazwyczaj na zajęciach) i nie lubię pisać komentarzy z telefonu. A potem cóż. Pamięć ludzka jest ulotna. Nie martwcie się. Tam, gdzie nie ma jeszcze komentarzy, wkrótce się pojawią. Wybaczcie mi.
______________________________________________


Kochany pamiętniku,
Ostatnio tyle się wydarzyło, że nie wiem, jak mam to opisać. Od bitwy o Hogwart minął już rok. Rok pełen radości i smutku. Pełen miłości i rozstań. Czasami zaskakujący, a czasem przewidywalny do bólu.
Rozstałam się z Ronem. Po jakimś miesiącu stwierdziliśmy, że to nie jest to. Ron zszedł się z Luną, która dla niego rozstała się z Nevillem. Ten z kolei poleciał do Ginny, a ona przyjęła go z otwartymi ramionami. I tak oto w ten sposób ja trafiłam pod skrzydła Harry’ego Pottera. Trochę zabawne, jak to się z nami potoczyło, ale przynajmniej nie ma sporów. Każdy jest szczęśliwy. Ja również. Nie ma chyba bardziej kochającego chłopaka niż Harry. Chcę z nim spędzić całe swoje życie.

To znowu ja.
Od kiedy pisałam ostatnio, minęły dwa miesiące, a pomiędzy mną i Harrym zaczęły się kłótnie. Wszystko przez to, że dostałam awans i nie mam już dla niego tyle czasu, co kiedyś. Mnie też to boli, ale trzeba za coś żyć. Proponował mi rzucenie pracy, bo on utrzyma naszą dwójkę. Szkoda, że nie może zrozumieć, że ja kocham to, co robię. Jestem uzdrowicielką w Świętym Mungu i to chyba jedyna praca, która daje mi satysfakcję. Mogłabym być aurorem i pracować z Harrym, ale nie kręci mnie to całe szukanie śmierciożerców. Po prostu mam dosyć takiego życia na walizkach. Gdyby tylko Harry wiedział, jak bardzo się o niego martwię, kiedy wyjeżdża.
I jest jeszcze coś! Zabawne, jak dziwne wydarzenia mogą się pojawić w życiu. Właśnie leczę Malfoy’a!. Kto by pomyślał, że mój dawny wróg będzie potrzebował mojej pomocy. Tak, dawny! Wszystkie mosty zostały spalone, kiedy uratowaliśmy jego i tego drugiego przed spaleniem w Pokoju Życzeń. Mimo wszystko to takie dziwne. W dodatku musiał oberwać jakimś paskudnym zaklęciem, bo pomimo podanych eliksirów, wciąż jest w śpiączce.
Muszę kończyć. Harry mnie woła. Napiszę niedługo.

HARRY MI SIĘ OŚWIADCZYŁ!
To było takie romantyczne. Ja i on, kolacja przy świecach, klękanie, „wyjdź za mnie” i moje „TAK”. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Bez przerwy wpatruję się w pierścionek. Kiedy on to przygotował? Mogę się założyć, że ktoś mu w tym pomógł, ale to nieważne. Ślubu jeszcze nie będzie, bo Harry musi wyjechać na przynajmniej trzy miesiące, które mogą się przeciągnąć nawet do pół roku. Jak ja sobie poradzę? Jeszcze nigdy nie wyjeżdżał na tak długo, a nasz dom wydaje się taki wielki, kiedy jestem w nim sama. Będzie mi go brakować.
Uciekam. Muszę się nacieszyć narzeczonym.

Od tygodnia go nie ma, a ja czuję się tak koszmarnie samotna. Dostałam już dwa listy od niego, ale listy nie zastąpią mi czułych pocałunków i nocy w jego ramionach. Nie mogę się doczekać jego powrotu.
Bym zapomniała. Malfoy się wybudził. Opowiedział nam o zaklęciu, którym oberwał od własnego ojca. Wyobrażasz to sobie, pamiętniku? Jego własny ojciec go tak załatwił. Od razu podaliśmy odpowiednie leki i dzisiaj już wyglądał o wiele lepiej. Jestem bardzo zaskoczona tym, że tak dobrze mi się z nim rozmawia. Nigdy nie sądziłam, że on jest taki inteligentny i sympatyczny. Zawsze zostawiam go sobie na koniec, kiedy idę na obchód. Mogę z nim porozmawiać i dowiaduję się coraz to nowych rzeczy o nim. Im więcej on o sobie mówi, tym bardziej brakuje mi słów. Jak człowiek po takich przeżyciach może co rano wstawać uśmiechnięty? Ale on taki jest. Zawsze wita mnie z uśmiechem.

Harry przestał pisać. Martwię się. Minęły już trzy miesiące, a on ani nie wraca, ani nie daje znać o sobie. W ministerstwie też nic nie wiedzą. Został uznany za zaginionego. Czuję się potwornie ze świadomością, że on może już nie wrócić.
Mimo, że są przy mnie przyjaciele, to jednak czuję się samotnie. Właśnie wyszła Ginny, ale tylko pogorszyła sprawę. Mam nadzieję, że nic mu nie jest. Tylko dlaczego się nie odzywa? Chciałam jechać na poszukiwania, ale mi nie pozwolili. Rozumiem, że się o mnie martwią, ale co z moim narzeczonym? Przyglądam się pierścionkowi i marzę, że on właśnie wraca, a ja rzucam mu się na szyję.
Jedynie Draco mnie rozumie i stara się mnie pocieszyć. Zabawne, kiedy twój najgorszy wróg staje się środkiem znieczulającym przy najgorszym bólu. Może to dziwne porównanie, ale do niego pasuje. Jego uśmiech pozwala mi wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Powinnam jednak zostać aurorem i pojechać z Harrym.
Kochanie, wróć!

Nadal nie ma żadnych wieści. Całymi dniami wpatruję się w okno, mając nadzieję, że pojawi się Hedwiga numer dwa. To Harry tak nazwał naszą sowę.
Draco wyszedł ze szpitala i nie mam z kim pogadać. Ginny uważa, że powinnam przestać się martwić, ale tak nie można. Neville oczywiście w pełni zgadza się z żoną, a Ron wyjechał na poszukiwania przyjaciela. Oczywiście Luna jest na mnie zła. Ale ja nie kazałam Ronowi szukać Harrego.

Przyjechał! Zmęczony, ale cały i zdrowy. Mimo to nadal się martwię. To już nie jest mój Harry. To ktoś zupełnie obcy. Nie potrafię tego zrozumieć, a Ron milczy. To on go znalazł. Żaden z nich nie chciał mi powiedzieć, gdzie włóczył się mój ukochany.
Każdego dnia odsuwamy się od siebie coraz bardziej. Już nie całuje mnie, jak dawniej i nie zapewnia o miłości. Nie powiedział ani razu, że mnie kocha. Coraz częściej się kłócimy. Chyba przestałam go interesować.
Próbowałam się do niego zbliżyć, ale za każdym razem mnie odtrącał.
- Harry, możemy porozmawiać?
- Jestem zajęty. Może później.
Albo gdy próbuję zachęcić go do powrotu namiętnego kochanka, on odwraca się ze słowami, że miał ciężki dzień w pracy. Nie wiem, co mam robić. Brakuje mi dawnego Harrego. Gdzie ten mężczyzna, który potrafił mnie nie wypuszczać z łóżka cały dzień? Gdzie facet, który każdego dnia zapewniał mnie, że nigdy nie przestanie mnie kochać? Co tam się stało?
Harry, porozmawiaj ze mną, proszę.  To ja, twoja narzeczona.

Dostałam zaproszenie na kolację od Draco. Nie zareagował. Wzruszył ramionami i powiedział, że jeśli chcę, to mogę iść. Spodziewałam się jakiejś sceny zazdrości. Poszłam. Może to go pobudzi do działania. Chcę, żeby wrócił mój Harry.
Draco był wspaniały. Nigdy nie widziałam go w takim dobrym stanie. Od czasu pobytu w szpitalu, przybrał na wadze i teraz jest taki przystojny. O czym ja myślę. Nic nie mogę na to poradzić. Czuję się taka samotna. Malfoy zauważył, że coś jest nie tak. Porozmawiał ze mną i nie krytykował moich obaw, jak to robi Ron. Był szczery. Jego zdaniem Harry miał kochankę. Czy to możliwe? Muszę się wszystkiego dowiedzieć.
Dostałam jeszcze jedną radę i oczywiście wypróbowałam przy nadarzającej się okazji.
- Jak ci się podoba? – Spytałam narzeczonego i obróciłam się wokół własnej osi. Miałam na sobie jeden z tych seksownych gorsetów, które dostałam na któreś urodziny od Ginny. Ten był czarny z czerwonymi wstawkami. Chyba najładniejszy. A on co na to?
- Kochanie, wyglądasz cudownie, ale jestem tak bardzo zmęczony. Innym razem.
Odwrócił się i zasnął.

Spotykam się z Draco. To nie tak, że zdradzam Harry’ego. Po prostu potrzebuję przyjaciela, ale nadal nikt inny nie chce słuchać moich obaw. Mam przeczucie, że to Harry zdradza mnie. Nie mam dowodów, ale jego zachowanie o tym świadczy. Powinnam z nim zerwać? Malfoy mówi, żebym z nim porozmawiała, ale mój narzeczony omija ten temat szerokim łukiem.
Ehh…
Im bardziej oddalam się od Harry’ego, tym bardziej podoba mi się Draco. Cóż. Jest przystojny, mądry i co najważniejsze: słucha mnie. Nie odgrywa roli dobrego przyjaciela, ale jest nim naprawdę. Mam wyrzuty sumienia, on nie powinien mi się podobać. Ale wystarczy ten jego uroczy uśmiech, a ja mam ochotę się na niego rzucić. Ale nie mogę. Sprawa z Harrym nie jest rozwiązana. Chcę mu dać szansę. Nie chcę kończyć czegoś, co zapowiadało się na taki wspaniały związek.

Wyprowadziłam się od Harry’ego. To koniec. Ten związek nie ma już szans. A co się stało? Uderzył mnie. Po raz pierwszy ktoś mnie uderzył i na dodatek był to on, mężczyzna mojego życia. Ten, który powinien mnie bronić, sam mnie znieważa. To boli. Ginny od razu się ode mnie odsunęła. Wprowadziłam się do Rona i Luny. Tylko oni mi zostali. I Malfoy. Ale chyba nie jestem gotowa do spotkania się z nim teraz. Nie, kiedy jestem w takiej rozsypce. Czuję, jakbym próbowała się na nowo ułożyć po tym, jak moje serce rozpadło się na kawałki. Tyle czasu, tyle wspomnień i takie zakończenie. Muszę się ogarnąć.
Luna jest taka kochana. Nie narzuca mi się swoim towarzystwem i powstrzymuje przed tym Rona. Mimo to zdążył mi jednak wyjawić romans Pottera z jakąś panienką. Nie znam jej imienia. Nie chciałam znać żadnych szczegółów. To już koniec. Tylko dlaczego to tak cholernie boli?

Hermiona zamknęła swój ukochany pamiętnik. Łzy spływały po jej twarzy. Wpatrywała się w ogień w kominku. Wspominała każdy dzień spędzony z Wybrańcem. Jego dotyk, kiedy ją obejmował, czułe spojrzenie, pocałunki. Jak można się tak zmienić w ciągu kilku dni? Nie rozumiała tego.
Powoli podniosła się z łóżka i podeszła do kominka. Chciała pozbyć się przeszłości i zanim ktokolwiek ją powstrzymał, wrzuciła pamiętnik w ogień. Poczuła się lepiej, patrząc, jak każde zapisane słowo płonie i zamienia się w popiół.
- Hermiona, wybacz, że przeszkadzam, ale masz gościa. – Luna popatrzyła się współczująco na nią i podała jej chusteczkę.
- Jeśli to Harry…
- To nie Harry.
- W takim razie już schodzę.
- Zawołam go tutaj. Będzie lepiej, jak pogadacie w cztery oczy.
- Dziękuję.
Szybko otarła łzy. Zdążyła, zanim pojawił się jej gość.
- Co ty tu robisz?
Nie odpowiedział, tylko ją przytulił.
- Słyszałem, co się stało. Luna mi napisała. Martwi się o ciebie. Ja również. Nie mogę uwierzyć, że ten drań tak cię potraktował.
Wdychała jego zapach. To on pozwolił jej się uspokoić. Dopiero wtedy odważyła się spojrzeć w szare oczy blondyna. Patrzył na nią z troską i czymś jeszcze, ale nie potrafiła tego określić.
- Dziękuję, że jesteś. – Wyszeptała.
Nie myślał. Po prostu się pochylił i pocałował ją. Marzył o tym już od dawna, ale nie chciał jej poganiać, ani być powodem zdrady. Jeśli ona kochała Pottera, mógł odpuścić. Ale teraz już nie potrafił się powstrzymać i przywarł wargami do jej ust. Był delikatny, czuły. Oddała mu pocałunek i nagle się odsunęła.
- Draco.
- Nic nie mów. – Pochylił się, ale tym razem ona go powstrzymała.
- Nie chcę. Nie teraz. Dopiero zakończyłam jeden związek. Potrzebuję czasu.
- Dam ci go, ile potrzebujesz.

Dotrzymał obietnicy i czekał na jej ruch. A kiedy nadeszła właściwa chwila, poprosił ją o rękę.
Teraz stali obydwoje przed ołtarzem i wypowiadali słowa przysięgi. Ona miała w oczach łzy. Jednak tym razem były to łzy szczęścia. Szczęścia, które od tej pory będą dzielić ze sobą.

sobota, 17 października 2015

9. Nadzieja zawsze odchodzi jako ostatnia.

Ja wiem, że trochę mi zeszło z tym rozdziałem. Przepraszam za długi czas oczekiwania, ale w końcu te prawdziwe studia się zaczęły i jest troszkę dużo programowania.
Dziękuję po raz kolejny za oddane głosy. Szkoda, że pojawiły się cztery osoby, które tylko weszły, wypowiedziały się i wyszły. Takie tam zagubione duszyczki.
No nic. Zapraszam do czytania.
I bym zapomniała: Wasze blogi odwiedzę, gdy tylko znajdę chwilę wolnego czasu. Nie martwcie się :)


CZYTAM = KOMENTUJĘ


_________________________________________________



- Co on tu robi?
- Draco, to jest właścicielka mieszkania. – Powiedział Blaise. Nie spodziewał się tego, że Hermiona zastanie tu jeszcze Malfoy’a. Właściwie to blondyn już zdążył odesłać spakowany kufer do nowego lokum. Miał zostać kilka dni w Malfoy Manor, a przez ten czas poszukać czegoś innego. Czegoś, co pomoże mu zapomnieć o wszystkim. Czegoś, co pomoże mu zacząć nowe życie. Życie wolne od Voldemorta. Wolne od jego ojca. Wolne w uczuciach. Blaise oczywiście zaoferował pomoc i miał się razem z nim przenieść na stare śmieci, żeby dbać o jego kondycję psychiczną.
- Powtórzę pytanie. Co on tu robi? – Była wściekła na Blaisa. Jak on mógł sprowadzić tutaj jej najgorszego wroga?
- Pomaga mi w przeprowadzce. Dzisiaj się wynoszę. Dziękuję za gościnę, Mionka. – Zabini błagał w myślach, żeby kumpel się nie wygadał. Nie miał ochoty na awantury. Poza tym nadal próbował znaleźć jakiś sposób, żeby pogodzić tych dwoje.
- Masz szczęście. Zaproponowałabym czekoladę, ale pewnie jesteście zajęci.
- Ależ skąd. Spieszysz się, Draco?
- Właściwie to…
- Siadaj. Ty też, Hermiona. Ja zrobię. – Zaczął szybko działać Zabini. Dziewczyna posłała mu tylko spojrzenie, mówiące, że nie dożyje ranka. – Też cię kocham. – Powiedział z szerokim uśmiechem.
- Niech ci będzie. Siadaj, Malfoy. – Powiedziała i sama usiadła tak daleko, jak tylko jej pozwoliło na to położenie mebli w pokoju.
- Hermiona, ja…
- Nic nie mów. Niech on zrobi tą czekoladę, napijemy się, a potem znikasz.
- Przepraszam.
Kobieta popatrzyła ze zdziwieniem na Malfoy. Zrozumiała, za co przeprasza, ale i tak ją to zaskoczyło. No cóż. Nie dziwne. Dla niej Malfoy był nadal nadętym arystokratą i sługą Voldemorta.
Draco ją obserwował. Jak to możliwe, że niczego nie pamiętała? W tej chwili oddałby wszystko, co ma, żeby tylko była jego przyjaciółką. Nie musiała go kochać. Chciał tylko móc z nią normalnie porozmawiać. Bez tych wszystkich wyzwisk.
- Rozumiem, czemu przepraszasz, ale nie rozumiem, co chcesz tym osiągnąć.
- Chcę, żebyś mi dała czystą kartę. – Celowo użył tych samych słów, co na wyspie. Nie wiedział, czego oczekiwał. Nadzieja w końcu umiera ostatnia, ale ona nie wyglądała jakby cokolwiek kojarzyła.
Popatrzyła na niego, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu. Malfoy przepraszający. Malfoy o coś ją prosi. Malfoy nie wyzywa jej od szlam. Co się stało? Czy Azkaban może tak zmienić człowieka? A może to tylko gra? Może znowu próbuje ją zranić? Znowu na niego spojrzała i wiedziała, że mówi szczerze. Na twarzy tej Tlenionej Fretki pojawiły się uczucia! Wygląda na to, że pobyt w więzieniu nie tylko zmienił jego wygląd, ale też postrzeganie świata.
- To nie będzie łatwe, ale zgoda. Mam nadzieję, że nie zepsujesz tego.
- Dziękuję. – W tym jednym słowie zawarł wszystko, co czuł. Dla niego to znaczyło o wiele więcej niż ona mogła sobie wyobrazić.
- Jak miło widzieć dawnych wrogów spokojnie rozmawiających. – Powiedział Blaise, wchodząc z gorącą czekoladą w kubkach. Obserwował ich cały czas i uznał, że nadszedł czas, żeby im o sobie przypomnieć. Nie miał w planie czegoś takiego, ale to wiele ułatwiło. Teraz wystarczy tylko odpowiednio często umawiać tą dwójkę i może znowu coś zaiskrzy.
- To było zaplanowane? – Spytała się Zabiniego.
- Szczerze? To nie. Ale to miło, że się nie zabijacie. Tym bardziej, że od jutra ty masz wolne – zwrócił się do Hermiony. – Wróciłaś z misji, więc przysługuje ci prawo do kilkudniowego odpoczynku. Plus awans. A Draco dostał twoje dawne stanowisko.
- Co? – Spytali jednocześnie.
- Nie przypominam sobie, żebym się starał o pracę. – Dodał Malfoy.
- Nie będziesz siedział sam w tych czterech ścianach i się nad sobą użalał.
- Przecież ty też tam będziesz.
- Ja pracuję.
- Ekstra. Ja zawsze wiedziałam, że coś z wami jest nie tak. I w końcu wiem co. Jesteście homo. – Rzuciła kobieta, co wywołało ich śmiech. Dopiero teraz do nich dotarło jak brzmią wypowiadane przez nich słowa.

- Przepraszam.
Byli na wyspie. Jej ulubionym miejscu, gdzie spędzała czas z rodzicami. Blondyn leżał obok niej, ale wyglądał inaczej. Nie był tak wychudzony i w dodatku delikatnie się do niej uśmiechał.
Szybka zmiana scenerii.
Byli w Hogwarcie. Siedzieli w jej dormitorium i śmiali się z czegoś. Było jej tak dobrze. Nie chciała wracać do Rona. On jej nie rozumiał i dosyć często się kłócili.
Kolejna zmiana.
Hogwart. Siedzieli na jej łóżku. On był taki smutny. Chciała go pocieszyć. Jej wargi stopniowo przysuwały się do jego ust. Chciała tego pocałunku. Wiedziała, że to nie jest dobry pomysł, ale są takie sytuacje, kiedy serce wygrywa z rozumem.
Poczuła lekkie muśnięcie.
Obudziła się. W pewnej chwili nie wiedziała dlaczego. Próbowała siebie przekonać, że to był tylko sen. Że Malfoy jest w tym momencie daleko i pewnie już żałuje, że ją przeprosił. Była na siebie zła, bo ten sen jej się nawet podobał. Ciekawe, jaka jest szansa, że kiedyś stworzą taką przyjaźń. Na tą ostatnią scenę nie ma co liczyć. Ona nigdy się w nim nie zakocha. Może robić, co mu się spodoba, ale nigdy jej nie zdobędzie.
Próbowała zasnąć, ale krople deszczu uderzające w szybę skutecznie jej to uniemożliwiały. Zegarek przy łóżku wskazywał na piątą. Westchnęła i wstała z łóżka. Poranna toaleta, śniadanie, makijaż, ubranie. Zanim się zorientowała, wybiła dziewiąta. Postanowiła się przejść do rodziców. Obiecała, że pomoże im na nowo znaleźć pracę w zawodzie, a do tego czasu jakoś sobie dadzą radę. W końcu Hermiona właśnie dostała awans. Pensja aurora wystarczy, żeby utrzymać ją i jej rodziców. Trzeba będzie tylko znaleźć jakiś kantor czy coś w tym stylu, gdzie rozmieniają pieniądze czarodziejów na te mugoli.
Wiatr nie pozwalał jej na użycie parasolki, więc kiedy dotarła do domu rodziców, była kompletnie przemoczona.
- Hermionko, skarbie, wejdź. Rozchorujesz się jeszcze.
- Dzień dobry, mamo. Gdzie tata?
- Harry przyjechał z samego rana z wiadomością, że ma się ubierać i jechać na rozmowę o pracę. Masz wspaniałego przyjaciela.
- Wiem, ale jednak to ja miałam pomóc.
- A czy to ważne? Ściągaj lepiej te ciuchy, a ja poszukam ci czegoś suchego.
- Nie trzeba. – Wyciągnęła z kieszeni dżinsów różdżkę i płynnym ruchem nadgarstka wysuszyła ubrania.
- Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję. – Uśmiechnęła się jej matka.
- Spokojnie. Przedtem nie mogłam używać czarów, bo nie miałam siedemnastu lat.
- A teraz nic się nie stanie?
- Jestem już pełnoletnia, a ty jesteś moją matką, więc nic. Nie możemy używać czarów przy nieznajomych.
- Rozumiem. Masz ochotę na herbatę? Właśnie miałam robić.
- No jasne.
Nagle w okno zapukała sowa. Od razu było widać, że jest z ministerstwa. Hermiona szybko otworzyła okno i odebrała list. Puchacz od razu odleciał.
Rozerwała kopertę i przeczytała notkę. Nic więcej się nie dowiedziała, ale przynajmniej teraz miała oficjalnie już awans.


*-*-*


Tej nocy nie mógł spać. Nienawidził swojego domu i swojej sypialni. Był zadowolony tylko z usług skrzata domowego, który na życzenie posprzątał dwie  sypialnie gościnnych. Ale nawet teraz zbyt wiele wspomnień kłębiło się w jego głowie. Pamiętał, jak ojciec o mało go nie zabił, bo według niego był zbyt miły dla mugola. Pamiętał każdą minutę szkolenia przez Lucjusza. Pamiętał każdą łzę Hermiony, kiedy wyzywał ją od szlam. Tylko Zabini znał prawdę, ale on też miał rodzinę pod komendą Voldemorta. Z tą różnicą, że jego rodzina się w porę ogarnęła.
Przypomniał sobie sytuację z Hermioną. Po co to zrobił? Żeby jeszcze bardziej cierpieć? Mógł wyjść, a zamiast tego poprosił ją o wybaczenie. Dlaczego nie potrafił odejść z honorem? Dlaczego nie chciał zapomnieć? Nadal miał nadzieję. Był pieprzonym masochistą! I do tego dowiedział się, że przez jakiś miesiąc mieszkał u niej w domu. Spał w jej łóżku z inną kobietą. Źle się z tym czuł. Dlaczego Blaise mu tego nie powiedział? Co on takiego w sobie miał, że przyciągał do siebie sam ból? Gdyby tylko ona wiedziała, ile dla niego znaczy.
Rankiem robił dobrą minę do złej gry. Przyjaciela unikał jak ognia. Kazał sobie podać śniadanie do łóżka. Szybko się ubrał odpowiednio do stanowiska i wymknął się do pracy, zanim Zabini zdążył się zorientować, że Draco w ogóle wstał.
- Więc to ty jesteś ten nowy? Jestem Lisa. – Nieznajoma podała mu rękę.
- Draco Malfoy.
- Po co tak oficjalnie? W końcu będziemy tu razem pracować.
Wysilił się na uśmiech.
- Muszę przyznać, że przystojniak mi się trafił. – Mrugnęła do niego.
Malfoy przyjrzał się kobiecie. Była posiadaczką długich, blond włosów, zielonych oczu, zgrabnego, małego nosa i pełnych ust pomalowanych krwistoczerwoną szminką. Jej zgrabne ciało ukryte było pod obcisłym kostiumem w szarym kolorze.
- Mam ochotę na kawę? Skusisz się? – Spytała. – Ekspres do kawy to zdecydowanie najlepszy mugolski wynalazek.
- Nie, dzięki.
- Zupełnie jak Hermiona. A już myślałam, że znajdę kompana do ploteczek przy kawie.
- Faceci raczej nie plotkują.
- Bzdura. Dobra. Idę zanieść to szefowi. Zaraz wracam.
- Pomóc ci?
- Możesz otworzyć mi drzwi.
Za wszelką cenę starał się nie pytać o Hermionę. Kto jak kto, ale koleżanka z biura musiała znać jakieś szczegóły z jej życia.
W końcu Lisa wróciła, a wraz z nią i panna Granger.
- Malfoy już widzę w pracy. – Powiedziała, wchodząc do środka.
- To wy się znacie?
- Ze szkoły. Przepraszam, że wam przeszkadzam w pracy, ale jest tu kilka moich rzeczy, które chciałabym zabrać.
- Tylko błagam, nie tą cudowną magiczną maszynkę.
- Nie martw się. Jest twój. Ja i tak z niego nie korzystam.
- Jesteś najlepsza. – Blondynka uścisnęła ją.
- Dobrze się czujesz? Czy to tylko popis przed Malfoy’em? – Wyszeptała jej Hermiona, a ta spłonęła rumieńcem.
- Muszę jeszcze coś. – Nie dokończyła i już jej nie było.
- Przepraszam za nią. Kofeina jej chyba nie służy. – Uśmiechnęła się i zaczęła pakować wszystkie rzeczy.
- Wydaje się sympatyczna.
- Poczekaj. – Powiedziała złowróżbnym tonem. – Jeszcze będziesz miał jej dosyć.
- Pomóc ci?
- Nie dzięki.
Stał i przyglądał się, jak zbiera swój dobytek i chowa do kartonowego pudła.
- Wiesz, że jesteś czarownicą i mogłabyś to zrobić jednym zaklęciem?
- I tak nie mam co robić.
Do końca nie odezwał się już ani słowem. Lisa nie wracała, więc panowała cisza. Żadne z nich nie wiedziało, co ma mówić do tego drugiego. Draco bał się, że może go źle zrozumieć, a Hermiona po prostu nie potrafiła z nim jeszcze normalnie porozmawiać.
- Hermiona, Michael powiedział, że masz się do niego zgłosić jak już się ze wszystkim uporasz. – Ogłosiła Lisa, wracając.
- Jasne.
- Pewnie ma dla ciebie kolejne zadanie.
- Będziesz za mną tęsknić?
- Nie.
- Jak to?
- Wiesz. Mam takiego chłopaczka obok, to po co mi ty?
Roześmiały się obie, a Malfoy nie wiedział, jak się ma zachować. Czuł się niepotrzebny i niewidzialny. Rozmawiały o nim, jakby go tu nie było. W końcu obie przestały paplać, a Gryfonka zaczęła wychodzić z wielkim pudłem w rękach.
- Zobaczymy się na obiedzie. – Powiedziała do Lisy.
- Skoro porę obiadową masz już zajętą, to co powiesz na kolację? – Te słowa uciekły z jego ust, zanim zdążył pomyśleć. Cholera. Przy tej kobiecie tracił rozum. – Jako przyjaciele – dodał.
Zawahała się. Nie spodziewała się tego. I jeszcze mina jej przyjaciółki, mówiąca „wszystko mi wyśpiewasz”.
- No, nie wiem.
- Myślę, że powinniśmy pogadać. No wiesz. Oczyścić atmosferę.
- Zobaczę jeszcze i dam ci znać.
- Jasne.
Za szybko. Nie chciał jej spłoszyć. Jeszcze nie wiedział, co chciał osiągnąć. Wierzył, że może jednak pamięta cokolwiek z ich dawnej przyjaźni. Może przy spotkaniu sam na sam uda mu się tego dowiedzieć. Nadzieja umiera ostatnia. Postanowił dać sobie ostatnią szansę, a potem zniknie z jej życia i już nigdy więcej jej nie zobaczy. Postara ułożyć sobie życie.