Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 września 2015

7. Są rzeczy ważne i ważniejsze



Wybaczcie opóźnienie. Widzę, że jest pięć komentarzy (oprócz moich odpowiedzi), więc oczywiście nowy rozdział. Nie pojawił się szybko, ponieważ miałam poprawkę, której bałam się najbardziej. Na szczęście zdane już wszystko i mam jeszcze trochę wakacji do października.

Kolejna sprawa: Jak pewnie wielu z Was zauważyło, dodałam ankietę (kolejną). Chciałabym, żebyście się wypowiedzieli. Chciałabym wiedzieć, ilu mam czytelników, a ile osób pojawia się tu przypadkiem i od razu ucieka. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi z góry.

Ostatnia sprawa: CZYTAM = KOMENTUJĘ.

 
 _______________________________________________
 

Całą noc nie mogła zmrużyć oka. Wsłuchiwała się w spokojny oddech Huberta, ale emocje nie pozwoliły jej spać. Jeszcze dzisiaj miała spotkać swoich rodziców, a potem odwrócić zaklęcie. Bała się, że sobie nie poradzi. Co prawda była jedną z najmądrzejszych czarownic na świecie, ale nigdy nie bawiła się w aż tak zaawansowaną magię. A co, jeśli zrobi coś źle? A jeśli rodzicom nie da się przywrócić wspomnień? Chciała tylko odzyskać swoją rodzinę. Bez nich nie miała nikogo. Miała przyjaciół, ale to nie zastąpi czułego uścisku matki i troskliwego spojrzenia ojca. Nie wiedziała, jak Harry to wytrzymywał. Stracił rodziców, zanim zdążył ich poznać. Potem zginął Syriusz. Miał niewiele czasu, żeby cieszyć się obecnością ojca chrzestnego. Nie miał nikogo, a jednak jakoś sobie radził. Był silny. Ona też musi być. Zawsze miała swoich przyjaciół. Harry i Zabini zawsze jej pomogą.
A co z Hubertem? Podobał jej się, ale czy w ciągu kilku dni może powstać wielka miłość? Miała wrażenie, że jedyne, co ich łączy, to wzajemny pociąg seksualny. Dobrze im było w łóżku. Jednak poza nim praktycznie się nie widywali.
Powoli odsunęła jego rękę i zaczęła się podnosić. Nie chciała go obudzić. Narzuciła na siebie cienki szlafrok i podeszła do okna. Zaczął padać deszcz. Krople dudniły lekko w szybę, zamazując świat za nią. Hermiona miała wrażenie, że jest obserwowana, ale to pewnie jeszcze pozostałości po wojnie. Nie raz miała jeszcze dziwne uczucie niepokoju, że czegoś nie wie, że czegoś brakuje w jej wspomnieniach, ale uznała, że to normalne.
Wyszła z pokoju i skierowała się w stronę kuchni. Musiała się napić wody. Z zegara dowiedziała się, że jest jeszcze dobrze przed trzecią. Długa noc przed nią. Otworzyła lodówkę. Ostatecznie wyciągnęła białe wino i różdżką przywołała kieliszek. Nalała sobie trunku i usiadła przed kominkiem w salonie. Szum deszczu narastał, a ona wpatrywała się w płomienie. Wypiła łyk wina i podeszła bliżej kominka. Nie myślała. Wzięła garść proszku Fiuu i za chwilę już była w domu. Jeśli Blaise nie wybył, to powinien być w pokoju gościnnym.
Delikatnie zapukała. Miała gdzieś, że pewnie zniszczy mu noc z jakąś cudowną laleczką. Musiała z kimś pogadać. Nie usłyszała odpowiedzi, więc weszła. Był sam. O dziwo.
- Hermiona? Co ty tu robisz? - Wymamrotał, kiedy wślizgnęła się pod kołdrę.
- Musiałam z kimś pogadać, Blaise.
- I dlatego wparowałaś w samym szlafroku?
Zapomniała, że nic na siebie nie nałożyła.
- Jestem u siebie.
- Fakt. O czym chcesz pogadać? - Usiadł, próbując się rozbudzić.
- Boję się, że coś spieprzę z zaklęciami.
- Hermiona, o czym ty mówisz?
- O moich rodzicach.
- Nic takiego się nie stanie. Jesteś najbardziej utalentowaną czarownicą, jaką znam. Wszystko będzie w porządku.
- Nie jestem tego taka pewna. Ja tylko o tym wszystkim czytałam. Nigdy nie próbowałam.
- Skarbie, uspokój się. Przynajmniej spróbujesz. Nie zabijesz ich. Najwyżej nadal nie będą cię pamiętali.
- Masz rację.
- Nie tylko to cię niepokoi. Powiedz mi, co się dzieje.
- A skąd wiesz, że coś się dzieje?
- Już trochę cię znam. Sprawy sercowe?
- Wiesz, że myślałam o związku z Harrym. I chyba to wszystko zepsułam.
- Ale po co ci Harry?
- Jeśli nie mogę nikogo pokochać, to może chociaż dam szczęście temu, który mnie kocha.
- Wiesz, że to tak nie działa. On wie, że ty nic do niego nie czujesz. Cały czas będzie myślał, że jesteś z nim z litości. Każdego dnia będzie się bał, żebyś nie pokochała jakiegoś, bo wtedy złamiesz mu serce bardziej, niż gdybyś go z miejsca odrzuciła. Poza tym myślałem, że podoba ci się Hubert.
- To tylko partner do pracy.
- Czyżby? Nawet ślepy się zorientuje, że on coś do ciebie ma.
- Spaliśmy ze sobą dwa razy. I nie wiem, co mam teraz zrobić.
- Niech zgadnę. Wyrzuty sumienia, bo on z tobą pracuje?
- No tak.
- A ty tego wszystkiego chcesz?
- Na początku chciałam tylko romansu. Chciałam odreagować, więc...
- Więc postanowiłaś pójść w moje ślady. - Dokończył za nią.
- No tak. Jak ty to robisz? Nie czujesz wyrzutów?
- Nie. Nikogo do tego nie zmuszam, więc nie widzę powodu, dla którego miałbym je mieć.
- Czyli mógłbyś się ze mną przespać, a na drugi dzień udawać, że nic się nie wydarzyło?
- Nie.
- Dlaczego?
- Z tobą nigdy się nie prześpię. Nawet nie myślę w tych kategoriach.
- Dlaczego?
- To długa historia, o której zresztą nie chciałaś słuchać.
- Jeśli zaczniesz wracać do historyjek z czasów szkolnych, to cię walnę.
- Nie będę tego robił. Myślę, że jest ktoś z kim powinnaś porozmawiać w najbliższym czasie.
- Chyba nie masz na myśli Malfoy'a?!
- Wiesz co. To nie jest dobry temat o tej porze. Musimy się wyspać, bo jutro czeka nas wielki dzień. Nasza mała Hermionka w końcu odzyska mamę i tatę. Cieszysz się?
- Z jednej strony nie mogę się doczekać, a z drugiej...
- Ciągle się boisz. Nie martw się. Będzie dobrze. Ja i Potter jesteśmy przy Tobie. Zawsze możesz na nas liczyć, a już na sto procent na mnie. - Pocałował ją w policzek. - A teraz już uciekaj. Czas spać.

Czuła, że obejmuje ją czyjaś ręka. Otworzyła oczy i powoli zaczęła wstawać. W pokoju już było jasno. Przez chwilę próbowała sobie przypomnieć, co robi w swoim mieszkaniu, w pokoju gościnnym i do tego w szlafroku. Przypomniała sobie rozmowę z Blaisem. To właśnie on ją obejmował.
- Blaise, wstawaj. Za chwilę musimy być u mnie.
- Co?
- Już późno. - Pokazała mu zegarek. Było około jedenastej. Za dwie godziny mieli być w mieszkaniu Huberta. Tam właśnie musieli dokonać cudu.
- Szlag. Możesz się odwrócić?
- Wstydzisz się siebie? - Zaśmiała się Hermiona. Próbowała ukryć swoje zdenerwowanie żartami.
- Wiesz. Są pewne rzeczy, których nie musisz oglądać. Chyba, że tak strasznie cię ciekawi, czy tam na dole też jest czarny. - Mrugnął do niej, a jej twarz przybrała kolor purpury. Wyszła z pokoju i natychmiast poszła się ubrać do swojej garderoby.
- Śniadanie zjemy na miejscu. - Zawołała, czekając już przed kominkiem na przyjaciela.
Jedno po drugim pojawiło się w salonie jej tymczasowego lokum. Szybko pobiegła do sypialni. Na szczęście Hubert jeszcze spał. Pewnie się nawet nie domyślał, że noc spędziła gdzie indziej.
- Hubert, za chwilę będzie śniadanie. - Potrząsnęła nim delikatnie i słysząc pomruk potwierdzający, wyszła z pokoju.
- Naleśniki czy jajecznica? Bo nie mamy za wiele czasu. Trzeba wszystko przygotować.
- Jajecznica. - Zdecydował czarnoskóry i usadowił się na najbliższym krześle.
Hermiona zabrała się do przygotowywania jajek, bekonu i tostów. Pomagała sobie czarami i zanim się spostrzegli, jedzenie myło gotowe.
- Pięknie pachnie. - Usłyszeli, będąc w połowie posiłku.
- Twoja porcja jest tam. - Wskazała ręką. - I mógłbyś się ubrać.
- Nie powiedziałaś mi, że mamy gościa. - Odezwał się Adams lekko naburmuszonym tonem.
- Nie wiem, czy się znacie. To Hubert Adams, mój kolega z pracy. A to Blaise Zabini, mój przyjaciel. - Przedstawiła ich dziewczyna i na nowo zabrała się za jedzenie. Zmuszała się do przełknięcia tyle, ile tylko była w stanie. Nerwy zaczęły przejmować nad nią górę. Nie chciała stracić opanowania. Nie dzisiaj, kiedy jest o krok od odzyskania najbliższych.
- Miona, możemy zamienić słowo? - Zapytał Zabini.
- Jasne. Co jest?
- Na osobności.
- No dobrze.
Przeszli do sypialni i zamknęli za sobą drzwi. Blaise rzucił zaklęcie wyciszające i popatrzył na Hermionę.
- Wiem, że to nienajlepszy pomysł, ale uważaj z Hubertem.
- Dlaczego?
- Chcesz tylko romansu, czy poważnego związku?
- Nie wiem. Znam go kilka dni. To chyba za mało, żeby planować przyszłość.
- To uważaj. On nie szuka przygody.
- A to źle?
- Tak. Nie chcę cię wyciągać z kłopotów.
- To znaczy?
- Poszperałem trochę i on ma na koncie kilka spraw o szantaże i nękanie.
- Nadal nie rozumiem.
- On szuka kogoś, kto będzie z nim już do końca życia. A kiedy kobieta odchodzi, ten nachodzi ją w każdym możliwym miejscu i próbuje ją szantażować.
- Ale jak?
- W jednym przypadku były to nagie zdjęcia jego byłej a w innym szantaże na tle emocjonalnym. No wiesz, że się zabije czy coś.
- Rozumiem. To miło, że się o mnie troszczysz, ale jestem dużą dziewczynką. Chyba nie sądzisz, że dam się sfotografować. Poza tym ja jestem czarownicą, a on mugolem.
- Wiem, ale po prostu chciałem cię ostrzec.

Wszystko już było gotowe. Harry, Hermiona i Blaise zdołali już przejść przez zaklęcie łączenia i właśnie otwierały się drzwi. Dziewczyna poczuła, że drży. Wiedziała, że musi szybko rzucić zaklęcie, zanim ktokolwiek zorientuje się, co się stało. Inaczej oni uciekną. Bo w końcu dlaczego by mieli zostać przy trójce dziwaków, gdzie dwóch mężczyzn celowało patyki w kobietę, a ta podobny patyk miała skierowany w ich stronę.
Pierwszy wszedł oczywiście gospodarz, a za nim rodzice dziewczyny. Hubert szybko upadł na podłogę, a jasnoniebieski promień z różdżki ugodził Jane i Ethana. Była Gryfonka patrzyła, jak ich oczy otwierają się ze zdumieniem i przerażeniem. Zanim zorientowała się, co się dzieje, oni podbiegli do niej, chcąc ją uściskać. Przystanęli w ostatniej chwili, czekając na jej ruch. Wpadła w ich ramiona.
- To my was zostawimy. - Powiedział Blaise i wyprowadził Pottera i Adamsa z pokoju.
- Córeczko. - Wyszeptała jej mama. Obie miały łzy w oczach. - Dlaczego zapomnieliśmy?
- To długa historia.
Usiedli w trójkę na kanapie.
- Przepraszam was za to. Musiałam was chronić.
- Ale to my jesteśmy od tego, żeby chronić ciebie.
- Była wojna. Największy czarnoksiężnik postanowił pozabijać wszystkich ludzi, którzy nie posiadali mocy. Chciałam, żebyście byli bezpieczni. Bylibyście pierwszym jego celem, bo jestem przyjaciółką tego, który był jego największym wrogiem. W dodatku nie jestem czarownicą czystej krwi. Voldemort został zabity, ale nie potrafiłam was odnaleźć.
- Dlaczego wybiegłaś z restauracji? Dlaczego nas nie odczarowałaś?
- To jest bardzo zaawansowana magia. Potrzebowałam wsparcia, a i z tym nie byłam pewna, czy mi się uda.
- Mamy najzdolniejszą córkę na świecie.
- I jest jeszcze coś. - Powiedział jej ojciec.
- Ethan, nie teraz. - Oburzyła się żona. - Dopiero odzyskaliśmy córkę, o której nie pamiętaliśmy. Takie nowości mogą poczekać.
- Co może poczekać? - Hermiona była zaciekawiona.
- Później, skarbie. Teraz opowiedz nam wszystko. Czym się zajmujesz, czy masz chłopaka, gdzie mieszkasz. Chcę znać każdy szczegół.
- Mieszkam na takim osiedlu dla czarodziejów. Jestem aurorką i pracuję w Ministerstwie Magii. Auror to taki ktoś, kto łapie niebezpiecznych czarodziejów. Coś jak policjant. - Dodała, widząc, że rodzice nie bardzo wiedzą, o co chodzi.
- To bardzo odpowiedzialne zajęcie.
- Tak.
- I pewnie niebezpieczne.
- No tak.
- A jak sprawy sercowe? Jakiś chłopak, mąż?
- Nie. - Zaśmiała się. - Chyba żaden nie jest mi pisany.
- Myślałam, że podoba ci się Hubert.
- Nie znamy się zbyt długo. A co u was? Gdzie mieszkacie, co robicie?
- Nadal jesteśmy dentystami. Mieszkamy niedaleko, ale nie sprzedaliśmy dawnego mieszkania. Mieliśmy taki zamiar, ale coś nam na to nie pozwoliło. Może gdzieś w głębi siebie wiedzieliśmy, że mamy kogoś, do kogo warto będzie wrócić.
- I pomyśleć Jane, że bałaś się, że nigdy nie będziemy mieć dzieci.
Hermiona spędziła z nimi cały dzień, a potem pojechała na noc. Hubert chyba nie był z tego zadowolony, ale nie powiedział ani słowa. Kobieta nie mogła się nacieszyć obecnością ukochanych rodziców. W dodatku dowiedziała się czegoś, co było ukryte w rodzinie, chociaż nie do końca wiedziała, dlaczego. Otóż babcia Hermiony była czystej krwi czarownicą i też uczyła się w Hogwarcie. Podobno bała się, że magia w rodzinie zaniknie, gdy jej ojciec nie dostał listu. Odeszła z tego świata, zanim dziewczyna skończyła cztery latka, ale wiedziała, że jej wnuczka będzie kimś więcej.
Tę noc przespała spokojnie.

*-*-*

Draco nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok. W końcu ubrał się i teleportował przed jej mieszkanie. Widział niewyraźny cień w oknie, a potem zaczął lać deszcz. Był przemoczony do suchej nitki, ale nie przeszkadzało mu to stać w dalszym ciągu. Widział zielony błysk i zrozumiał, że użyła kominka. Szkoda, że nie wiedział, gdzie uciekła. Zrezygnowany wrócił do hotelu, zanim ktokolwiek zorientował się, że go nie ma. Wiedział, że nie tylko on nie śpi. Był ciekawy, co się dzieje. Blaise za dużo mu nie powiedział. A przecież musiał wiedzieć. Hermiona mu ufała. Napisał do niego list. W odpowiedzi dostał tylko datę godzinę i adres. Pojawił się tam przed czasem i przypatrywał się, co kombinowali. Niestety nie mógł ich usłyszeć.
Rzucił na siebie zaklęcie kameleona i gdy tylko ten przygłupi mugol zostawił otwarte drzwi, wślizgnął się do środka. Patrzył na przygotowania do rytuału. Bo jak inaczej nazwać trzymanie się za ręce wokół małej, białej świeczki. I wtedy zrozumiał. Podszedł i dotknął ramienia Blaisa. Zauważył, że jego przyjaciel się wzdrygnął, a potem uśmiechnął. Zabini wiedział, że on tam jest. Potem musi go poprosić, żeby siedział cicho.
Jeszcze zastanawiał się, po co im łączenie magii. Doskonale znał to zaklęcie. Użył tego parę razy z matką przeciwko śmierciożercom. Oczywiście nikt o tym nie wiedział. Odpowiedź przyszła szybciej, niż się spodziewał. Patrzył, jak Potter i Diabeł wyciągają różdżki. Rozejrzał się wokół i kiedy zorientował się, że nikt nie patrzy w jego stronę, wyciągnął swój magiczny patyk i postąpił jak oni. Poczuł, jak jego moc wypływa z niego i przez różdżkę kieruje się w stronę dziewczyny. Potem sprawy potoczyły się szybko. Otwarte drzwi, zaklęcie, Hermiona w objęciach jakiś ludzi. Domyślił się, że to właśnie byli jej rodzice. W końcu ich odnalazła. Cieszył się jej szczęściem. Szkoda tylko, że ona nie wiedziała, że on tam stoi, że on jej pomógł, że jest blisko. Ból przeplatał się ze szczęściem. Ona była szczęśliwa, więc on także. Jakie to zależne od siebie. Nie podobał mu się za to ten mugol. Szkoda, że nie wiedział, jak się nazywa. Jedno jest pewne, on już sobie z nim porozmawia.
Dali swobodę Hermionie i jej rodzicom, więc i on to zrobił. Wyszedł po cichu, ale zaraz rzucił zaklęcie w szybę, która zamieniła się w piach.
- Co do cholery? - Usłyszał głos faceta.
Na szczęście nikt nie kwapił się do sprawdzenia, kto jest na zewnątrz i człowieczek musiał to zrobić sam. Blaise wiedział, kto zepsuł okno, ale dlaczego Potter się nie ruszył? Dowie się tego, jak tylko wróci. Teraz miał inne zadanie.
Szybkim ruchem nadgarstka unieruchomił mężczyznę, następnym przeniósł go za pobliskie drzewo.
- Co się dzieje? - Zapytał Hubert drżącym ze strachu głosem, kiedy więzy opadły.
- Znasz mnie? - Draco Malfoy zdjął z siebie zaklęcie.
- Nie.
- To dobrze. Jak się nazywasz?
- Hhubert Addddams. - Wyjąkał.
- Dobrze. To teraz mnie posłuchaj, Hubercie. Jeśli w jakikolwiek skrzywdzisz Hermionę, dopadnę cię i zadam ci taki ból, o jakim ci się nawet nie śniło.
Teleportował się, zanim tamten zdążył się zorientować, co się właśnie stało.

czwartek, 3 września 2015

6. Co ty ze mną robisz, Granger?



I tak o to po przerwie jestem. Jedna poprawka za mną. Jeszcze jedna i zachowam status studentki.
Rozdział krótki, ale wydaje mi się, że zawiera dość dużo treści. Następny będzie dłuższy. Obiecuję!

WYNIKI ANKIETY:
na 5 => 9 głosów
na 4-4,5 => 5 głosów

Nie ma ich za wiele, ale i tak jesteście kochani. Takich dobrych ocen już dawno nie miałam. Dziękuję
❤
A teraz zapraszam do czytania i komentowania.
Kolejny rozdział = 5 komentarzy.
Dacie radę :)
Do dzieła

__________________________________________________



Długo zastanawiała się, w co się ubrać. Harry był tylko przyjacielem i nie chciała, żeby sobie pomyślał, że może łączyć ich coś więcej. A tak będzie, jeśli wystąpi przed nim w jakiejś sukience. Przez chwilę myślała o klasycznej czarnej, ale odrzuciła ten pomysł, zanim otworzyła drzwi szafy. Ostatecznie zdecydowała się na dżinsowe rurki i niebieska koszulę z koronkowymi rękawami. Całość dopełniła szpilkami, chociaż nie miała zwyczaju chodzić w szpilkach po domu. Jedyną biżuterią były kolczyki, które dostała na urodziny.
Przed dwudziestą była gotowa. Przy robieniu kolacji pomogła sobie magią. Chciała dobrze wypaść, zupełnie nie wiedziała, dlaczego. To nie randka, tylko zwykłe spotkanie z kumplem. Miała nadzieję, że Harry doradzi jej coś w sprawie rodziców. Tęskniła za nimi, a myśl, że oni są niedaleko i jej nie pamiętają, raczej nie przynosiła ukojenia.
Pojawił się punktualnie w dżinsach i czarnej koszuli. Oczywiście nie zapomniał o butelce jej ulubionego wina.
- Wchodź, rozgość się, a ja przyniosę kieliszki.
Zaprowadziła go do jadalni. To był pierwszy raz, kiedy z niej skorzystała. W swoim domu nawet nie zatroszczyła się o to, żeby ją mieć. Po prostu przerobiła zbędne pomieszczenie na miejsce pracy.
- Hermiono, co to za okazja? - Zapytał, kiedy już wróciła.
- Nie ma okazji.
- Nigdy nie jedliśmy razem takiej prawdziwej kolacji. Mam to potraktować jako randkę?
- Harry!
- Spokojnie, tylko żartowałem.
- Muszę z tobą porozmawiać.
- Czy coś się stało?
- Tak. Ale o tym może później. Powiedz mi, co u ciebie.
- Nic nowego. Ciągle szukam kandydatki na żonę, ale zaczyna mnie to przerażać. Mam wrażenie, że każda chce być ze mną, bo jestem Wybrańcem.
- A coś poza sferami miłosnymi? Jak misje?
Starała się utrzymać normalną rozmowę. Nie mogła się zebrać do powiedzenia prawdy o rodzicach. Dzięki temu dowiedziała się, że jedna jego misja zakończyła się totalnym fiaskiem. Gość zdążył zwiać, zanim oni się tam wybrali. Gdziekolwiek było to "tam". Kolejna za to skończyła się złapaniem dwóch śmierciożerców, którzy próbowali wskrzesić Voldemorta.
- A kim jest ten facet?
- To Hubert. Pracujemy razem.
Co miała mu powiedzieć? Że się ze sobą przespali, ale to tylko jednorazowa przygoda? Że on jej się podoba?
- I nic poza tym was nie łączy?
- Znamy się jakieś dwa dni.
- No tak.
Widziała, że on też jej chce o czymś powiedzieć, ale z niewiadomych powodów się powstrzymuje. Oby to nie było kolejne wyznanie miłosne. Chciała, żeby zrozumiał.
- To opowiedz mi teraz, co cię martwi. Jestem w końcu twoim przyjacielem. - Nie potrafił zbytnio ukryć tej nutki goryczy, która utkwiła w słowie "przyjaciel". Chociaż to lepiej brzmiało od natarczywych wyznań.
- Widziałam swoich rodziców.
- No co ty!
- Są tutaj. Tak blisko.
- To teraz ich odczaruj.
- Ale jak? To bardzo złożone zaklęcie. Potrzebuję pomocy.
- Jak to pomocy?
- Słyszałeś o magii łącznej?
- O czym?
- Jest sposób, żeby połączyć kilka mocy w jedną i rzucić zaklęcie. Do rzucenia tego potrzeba mi jeszcze dwóch osób. Pomożesz?
- No jasne. Wiesz, że zawsze ci pomogę.
- No to potrzeba jeszcze jednej osoby.
- A ten cały Hubert?
- Jest mugolem. To masz jakiś pomysł?
- Zabini?
No tak. Jak mogła o nim zapomnieć. Tylko, czy będzie chciał przyjechać. Mógłby nawet wziąć swoją towarzyszkę.
- Zaraz do niego napiszę.
Wiadomość zwrotna przyszła niemal natychmiast. Blaise pojawił się w jej kominku.
- Ulala. Hermiona, co to za schadzki?
- Znasz zaklęcie łączenia?
- Merging animarum? *
- Dokładnie.
- Do czego ci takie zaklęcie. Coś się stało?
- Potrzebuję waszej pomocy, żeby przywrócić pamięć rodzicom.
- Znalazłaś ich?
- Tak. Hubert ma ich tu sprowadzić jutro. Co ty na to? Pomożesz?
- No jasne. Kim jest Hubert?
- Pomaga mi w misji.
- A dobry w łóżku?
- Jak jesteś taki zainteresowany, to sprawdź.
- Wolę dziewczyny. To jak? Dobry czy nie?
- Idź już.
- Ooo. Widzę, kiedy ktoś nie chce odpowiadać na pytania. Ale tego się po tobie nie spodziewałem. Szybko.
Nie wiedziała, czy ma ochotę się roześmiać, przywalić Zabiniemu czy wywalić go z domu. Chyba wyczuł sytuację, bo zwiał, zanim ona zdążyła zrobić cokolwiek.
- To może ja już pójdę. Będę jutro. - Pocałował ją w policzek i teleportował się za progiem. Zapomniał, że miał przekazać Hermionie kilka wiadomości. Nieważne. Jutro będzie mógł to zrobić. Tylko, czy on serio chce to zrobić. Jeśli powie, straci ją na zawsze.
Młoda kobieta została sama. Z jednej strony nie mogła się doczekać jutra, z drugiej się tego bała. Jak zareagują rodzice, kiedy dowiedzą się, że użyła na nich zaklęcia. Obiecała im, że nigdy tego nie zrobi.
Nagle zapragnęła, żeby ktoś był przy niej, żeby ją przytulił i jakoś pocieszył. Samotność ją dobijała. Po raz kolejny została sama w tak ważnym dla niej momencie. Walczyła ze sobą, żeby nie zadzwonić do Huberta. Zaufała mu, choć znali się tak krótko. Tylko nie chciała jeszcze bardziej komplikować ich relacji. Przecież on sam jeszcze dzisiaj zdecydował, że są tylko partnerami. Nie protestowała. Nadal czuła wyrzuty sumienia po tym, co się między nimi stało.
Tylko dlaczego ona teraz tak bardzo potrzebowała czyjejś bliskości?
Ściągnęła szpilki i rzuciła je w kąt. Zdecydowanie potrzebowała relaksującej kąpieli, skoro nie było nikogo, kto by ją przytulił. W łazience odkręciła kran z ciepłą wodą i patrzyła, jak wanna stopniowo się napełnia. Dolała trochę swojego ulubionego olejku pomarańczowego. Zapach rozszedł się po całym pomieszczeniu. Szybko wyskoczyła z ciuchów i weszła do wanny. Powoli myła włosy i ciało. Nigdzie się nie śpieszyła. Potem jeszcze leżała, czekając, aż woda zrobi się zimna. Dopiero wtedy wyszła i owinęła się ciepłym, zielonym ręcznikiem.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Spojrzała na zegar. Była dwudziesta trzecia. Ciekawe kto przyszedł o tak późnej porze. Nawet nie myślała, żeby się ubrać. Otworzyła.
- Przepraszam, że tak późno. Wiem, że masz gościa, ale musiałem sprawdzić, czy wszystko ok. - Dopiero wtedy na nią spojrzał i jeśli miał jeszcze coś do dodania, to słowa za nic nie chciały się z niego wydobyć.
- Wejdziesz? Nie chcę być sama.
Gdy tylko przekroczył próg, obydwoje poczuli, że to nie jest najlepszy pomysł. Nie myśleli. Ona spragniona miłości, on zauroczony jej widokiem. Pocałował ją. Nie przeszkadzała mu woda, która skapywała z jej włosów na jego palce.
- Nawet nie wiesz, jaki jestem o ciebie zazdrosny.
Kopnął nogą w drzwi, które posłusznie się zamknęły. Wziął ją na ręce, sprawiając, że ręcznik opadł na podłogę. Zostawili go tam i wylądowali w jej sypialni. Patrzył na nią z pożądaniem, kiedy usilnie próbowała pozbyć się jego kurtki i butów. Całował ją, gdy ściągała z niego koszulkę. Muskał jej szyję ustami, gdy dobierała się do rozporka jego spodni. Dość szybko i tym razem na trzeźwo odnaleźli drogę do rozkoszy.


*-*-*

Draco zamówił kolejny kieliszek Ognistej. Tak fajnie paliła w gardło. Jego ból powoli zdawał się odpływać. Do tej pory nie wiedział, jak to jest kogoś kochać. Nie znał uczucia utraty ukochanej. Wiedział, że z Potterem nie ma szans. Był Wybrańcem. Szczęśliwym chłopcem, który właśnie próbował odebrać mu miłość życia. Czuł zazdrość i gniew, kiedy widział, jak swobodnie rozmawiają. Ona by nawet na niego, Draco Malfoy'a, nie spojrzała. Wiedział, które wspomnienia o nim miała. Tak bardzo chciałby oddać jej wspomnienia z tych pamiętnych wakacji, z czasów przyjaźni i tego pocałunku.
Teleportował się, zanim pomyślał. Było przed dwudziestą trzecią. Przynajmniej się dowie, czy on z nią sypia. Chciał wiedzieć, czy Potter go zdradzi. Właśnie tak! Zdradzi! Bo on wiedział, jakie uczucia kryją się w sercu tego arystokraty.
Zauważył go, zanim tamten doszedł do drzwi. Co ten kretyn robi tu o tej porze? Otworzyła mu. Była tylko w samym ręczniku. Draco przez moment wyobraził sobie, że przechodzi przez próg, zamyka drzwi i podczas namiętnego pocałunku pozbywa się zbędnych rzeczy i doprowadza dziewczynę na skraj obłędu. Widocznie tamten myślał o tym samym. Blondyn liczył na to, że Granger go uderzy, zacznie krzyczeć (a wtedy on mógłby przybiec jej na ratunek), zamknie przed nim drzwi. Cokolwiek. A ona tymczasem całowała jego. Zdążył zauważyć, że nie było w tych pocałunkach takiego żaru, który pokazała, całując dawnego wroga. Mimo to czuł, że jest na przegranej pozycji. Ona nigdy nie wymieni takiego chłoptasia na wroga. A nawiasem mówiąc, to on był chyba dla niej za stary. Ciekawe, ile miał lat. Trzydzieści? Z pewnością był sporo starszy. Oj, Granger, co ty ze mną robisz, pomyślał. Jego serce krwawiło. Jak miał teraz się pozbierać. Cały czas żywił nadzieję, że się spotkają, że na nowo się w sobie zakochają, że będą razem. Tymczasem ona znalazła sobie innego.
A czego ty się niby spodziewałeś? Pięć lat cię nie było!
Nie było go taki szmat czasu, a ona miała prawo się z kimś związać. Poza tym była przekonana, że Draco to jej najgorszy wróg i był śmierciożerca. Rozgoryczony teleportował się przed bramy najbliższego hotelu dla mugoli. Wiedział, że tam go nie znają. W czarodziejskich z pewnością nie dadzą mu pokoju. Prześpi się, a rano wróci. Potem znajdzie pracę i mieszkanie i postara się o niej zapomnieć.
Zamknął się w pokoju i rzucił na łóżko. Niezbyt wygodne, ale na jedną noc w sam raz. Wróciły do niego stare wspomnienia: Hermiona zdziwiona jego obecnością na wyspie, niekończące się rozmowy, próba ratowania jej przed Weasley'em, pocieszanie go po śmierci Narcyzy, namiętny pocałunek, kiedy zrozumiał, że musi go dorwać. Może to i lepiej, że ona ma innego. Przynajmniej nie będą się na niej odgrywać inni. Nie wiedział, ilu śmierciożerców jest jeszcze na wolności, a wielu z nich chciało go ukarać za tchórzostwo. A on tylko dbał o matkę. Narcyza by nie przeżyła, jakby jemu coś się stało.
Tak. W ten sposób ona będzie bezpieczna. Wolał przyglądać jej się tylko z daleka, wiedząc, że jest szczęśliwa niż widząc ją cierpiącą. Nigdy nikomu nie pozwoli jej skrzywdzić. Będzie takim aniołem stróżem, tajemniczym opiekunem. Jeśli ktokolwiek spróbuje ją zranić, będzie miał z nim do czynienia.
On już odpuścił. I tak jej nie zdobędzie.

______________________
* zaklęcie wymyślone przeze mnie.