Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożądanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pożądanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 września 2015

6. Co ty ze mną robisz, Granger?



I tak o to po przerwie jestem. Jedna poprawka za mną. Jeszcze jedna i zachowam status studentki.
Rozdział krótki, ale wydaje mi się, że zawiera dość dużo treści. Następny będzie dłuższy. Obiecuję!

WYNIKI ANKIETY:
na 5 => 9 głosów
na 4-4,5 => 5 głosów

Nie ma ich za wiele, ale i tak jesteście kochani. Takich dobrych ocen już dawno nie miałam. Dziękuję
❤
A teraz zapraszam do czytania i komentowania.
Kolejny rozdział = 5 komentarzy.
Dacie radę :)
Do dzieła

__________________________________________________



Długo zastanawiała się, w co się ubrać. Harry był tylko przyjacielem i nie chciała, żeby sobie pomyślał, że może łączyć ich coś więcej. A tak będzie, jeśli wystąpi przed nim w jakiejś sukience. Przez chwilę myślała o klasycznej czarnej, ale odrzuciła ten pomysł, zanim otworzyła drzwi szafy. Ostatecznie zdecydowała się na dżinsowe rurki i niebieska koszulę z koronkowymi rękawami. Całość dopełniła szpilkami, chociaż nie miała zwyczaju chodzić w szpilkach po domu. Jedyną biżuterią były kolczyki, które dostała na urodziny.
Przed dwudziestą była gotowa. Przy robieniu kolacji pomogła sobie magią. Chciała dobrze wypaść, zupełnie nie wiedziała, dlaczego. To nie randka, tylko zwykłe spotkanie z kumplem. Miała nadzieję, że Harry doradzi jej coś w sprawie rodziców. Tęskniła za nimi, a myśl, że oni są niedaleko i jej nie pamiętają, raczej nie przynosiła ukojenia.
Pojawił się punktualnie w dżinsach i czarnej koszuli. Oczywiście nie zapomniał o butelce jej ulubionego wina.
- Wchodź, rozgość się, a ja przyniosę kieliszki.
Zaprowadziła go do jadalni. To był pierwszy raz, kiedy z niej skorzystała. W swoim domu nawet nie zatroszczyła się o to, żeby ją mieć. Po prostu przerobiła zbędne pomieszczenie na miejsce pracy.
- Hermiono, co to za okazja? - Zapytał, kiedy już wróciła.
- Nie ma okazji.
- Nigdy nie jedliśmy razem takiej prawdziwej kolacji. Mam to potraktować jako randkę?
- Harry!
- Spokojnie, tylko żartowałem.
- Muszę z tobą porozmawiać.
- Czy coś się stało?
- Tak. Ale o tym może później. Powiedz mi, co u ciebie.
- Nic nowego. Ciągle szukam kandydatki na żonę, ale zaczyna mnie to przerażać. Mam wrażenie, że każda chce być ze mną, bo jestem Wybrańcem.
- A coś poza sferami miłosnymi? Jak misje?
Starała się utrzymać normalną rozmowę. Nie mogła się zebrać do powiedzenia prawdy o rodzicach. Dzięki temu dowiedziała się, że jedna jego misja zakończyła się totalnym fiaskiem. Gość zdążył zwiać, zanim oni się tam wybrali. Gdziekolwiek było to "tam". Kolejna za to skończyła się złapaniem dwóch śmierciożerców, którzy próbowali wskrzesić Voldemorta.
- A kim jest ten facet?
- To Hubert. Pracujemy razem.
Co miała mu powiedzieć? Że się ze sobą przespali, ale to tylko jednorazowa przygoda? Że on jej się podoba?
- I nic poza tym was nie łączy?
- Znamy się jakieś dwa dni.
- No tak.
Widziała, że on też jej chce o czymś powiedzieć, ale z niewiadomych powodów się powstrzymuje. Oby to nie było kolejne wyznanie miłosne. Chciała, żeby zrozumiał.
- To opowiedz mi teraz, co cię martwi. Jestem w końcu twoim przyjacielem. - Nie potrafił zbytnio ukryć tej nutki goryczy, która utkwiła w słowie "przyjaciel". Chociaż to lepiej brzmiało od natarczywych wyznań.
- Widziałam swoich rodziców.
- No co ty!
- Są tutaj. Tak blisko.
- To teraz ich odczaruj.
- Ale jak? To bardzo złożone zaklęcie. Potrzebuję pomocy.
- Jak to pomocy?
- Słyszałeś o magii łącznej?
- O czym?
- Jest sposób, żeby połączyć kilka mocy w jedną i rzucić zaklęcie. Do rzucenia tego potrzeba mi jeszcze dwóch osób. Pomożesz?
- No jasne. Wiesz, że zawsze ci pomogę.
- No to potrzeba jeszcze jednej osoby.
- A ten cały Hubert?
- Jest mugolem. To masz jakiś pomysł?
- Zabini?
No tak. Jak mogła o nim zapomnieć. Tylko, czy będzie chciał przyjechać. Mógłby nawet wziąć swoją towarzyszkę.
- Zaraz do niego napiszę.
Wiadomość zwrotna przyszła niemal natychmiast. Blaise pojawił się w jej kominku.
- Ulala. Hermiona, co to za schadzki?
- Znasz zaklęcie łączenia?
- Merging animarum? *
- Dokładnie.
- Do czego ci takie zaklęcie. Coś się stało?
- Potrzebuję waszej pomocy, żeby przywrócić pamięć rodzicom.
- Znalazłaś ich?
- Tak. Hubert ma ich tu sprowadzić jutro. Co ty na to? Pomożesz?
- No jasne. Kim jest Hubert?
- Pomaga mi w misji.
- A dobry w łóżku?
- Jak jesteś taki zainteresowany, to sprawdź.
- Wolę dziewczyny. To jak? Dobry czy nie?
- Idź już.
- Ooo. Widzę, kiedy ktoś nie chce odpowiadać na pytania. Ale tego się po tobie nie spodziewałem. Szybko.
Nie wiedziała, czy ma ochotę się roześmiać, przywalić Zabiniemu czy wywalić go z domu. Chyba wyczuł sytuację, bo zwiał, zanim ona zdążyła zrobić cokolwiek.
- To może ja już pójdę. Będę jutro. - Pocałował ją w policzek i teleportował się za progiem. Zapomniał, że miał przekazać Hermionie kilka wiadomości. Nieważne. Jutro będzie mógł to zrobić. Tylko, czy on serio chce to zrobić. Jeśli powie, straci ją na zawsze.
Młoda kobieta została sama. Z jednej strony nie mogła się doczekać jutra, z drugiej się tego bała. Jak zareagują rodzice, kiedy dowiedzą się, że użyła na nich zaklęcia. Obiecała im, że nigdy tego nie zrobi.
Nagle zapragnęła, żeby ktoś był przy niej, żeby ją przytulił i jakoś pocieszył. Samotność ją dobijała. Po raz kolejny została sama w tak ważnym dla niej momencie. Walczyła ze sobą, żeby nie zadzwonić do Huberta. Zaufała mu, choć znali się tak krótko. Tylko nie chciała jeszcze bardziej komplikować ich relacji. Przecież on sam jeszcze dzisiaj zdecydował, że są tylko partnerami. Nie protestowała. Nadal czuła wyrzuty sumienia po tym, co się między nimi stało.
Tylko dlaczego ona teraz tak bardzo potrzebowała czyjejś bliskości?
Ściągnęła szpilki i rzuciła je w kąt. Zdecydowanie potrzebowała relaksującej kąpieli, skoro nie było nikogo, kto by ją przytulił. W łazience odkręciła kran z ciepłą wodą i patrzyła, jak wanna stopniowo się napełnia. Dolała trochę swojego ulubionego olejku pomarańczowego. Zapach rozszedł się po całym pomieszczeniu. Szybko wyskoczyła z ciuchów i weszła do wanny. Powoli myła włosy i ciało. Nigdzie się nie śpieszyła. Potem jeszcze leżała, czekając, aż woda zrobi się zimna. Dopiero wtedy wyszła i owinęła się ciepłym, zielonym ręcznikiem.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Spojrzała na zegar. Była dwudziesta trzecia. Ciekawe kto przyszedł o tak późnej porze. Nawet nie myślała, żeby się ubrać. Otworzyła.
- Przepraszam, że tak późno. Wiem, że masz gościa, ale musiałem sprawdzić, czy wszystko ok. - Dopiero wtedy na nią spojrzał i jeśli miał jeszcze coś do dodania, to słowa za nic nie chciały się z niego wydobyć.
- Wejdziesz? Nie chcę być sama.
Gdy tylko przekroczył próg, obydwoje poczuli, że to nie jest najlepszy pomysł. Nie myśleli. Ona spragniona miłości, on zauroczony jej widokiem. Pocałował ją. Nie przeszkadzała mu woda, która skapywała z jej włosów na jego palce.
- Nawet nie wiesz, jaki jestem o ciebie zazdrosny.
Kopnął nogą w drzwi, które posłusznie się zamknęły. Wziął ją na ręce, sprawiając, że ręcznik opadł na podłogę. Zostawili go tam i wylądowali w jej sypialni. Patrzył na nią z pożądaniem, kiedy usilnie próbowała pozbyć się jego kurtki i butów. Całował ją, gdy ściągała z niego koszulkę. Muskał jej szyję ustami, gdy dobierała się do rozporka jego spodni. Dość szybko i tym razem na trzeźwo odnaleźli drogę do rozkoszy.


*-*-*

Draco zamówił kolejny kieliszek Ognistej. Tak fajnie paliła w gardło. Jego ból powoli zdawał się odpływać. Do tej pory nie wiedział, jak to jest kogoś kochać. Nie znał uczucia utraty ukochanej. Wiedział, że z Potterem nie ma szans. Był Wybrańcem. Szczęśliwym chłopcem, który właśnie próbował odebrać mu miłość życia. Czuł zazdrość i gniew, kiedy widział, jak swobodnie rozmawiają. Ona by nawet na niego, Draco Malfoy'a, nie spojrzała. Wiedział, które wspomnienia o nim miała. Tak bardzo chciałby oddać jej wspomnienia z tych pamiętnych wakacji, z czasów przyjaźni i tego pocałunku.
Teleportował się, zanim pomyślał. Było przed dwudziestą trzecią. Przynajmniej się dowie, czy on z nią sypia. Chciał wiedzieć, czy Potter go zdradzi. Właśnie tak! Zdradzi! Bo on wiedział, jakie uczucia kryją się w sercu tego arystokraty.
Zauważył go, zanim tamten doszedł do drzwi. Co ten kretyn robi tu o tej porze? Otworzyła mu. Była tylko w samym ręczniku. Draco przez moment wyobraził sobie, że przechodzi przez próg, zamyka drzwi i podczas namiętnego pocałunku pozbywa się zbędnych rzeczy i doprowadza dziewczynę na skraj obłędu. Widocznie tamten myślał o tym samym. Blondyn liczył na to, że Granger go uderzy, zacznie krzyczeć (a wtedy on mógłby przybiec jej na ratunek), zamknie przed nim drzwi. Cokolwiek. A ona tymczasem całowała jego. Zdążył zauważyć, że nie było w tych pocałunkach takiego żaru, który pokazała, całując dawnego wroga. Mimo to czuł, że jest na przegranej pozycji. Ona nigdy nie wymieni takiego chłoptasia na wroga. A nawiasem mówiąc, to on był chyba dla niej za stary. Ciekawe, ile miał lat. Trzydzieści? Z pewnością był sporo starszy. Oj, Granger, co ty ze mną robisz, pomyślał. Jego serce krwawiło. Jak miał teraz się pozbierać. Cały czas żywił nadzieję, że się spotkają, że na nowo się w sobie zakochają, że będą razem. Tymczasem ona znalazła sobie innego.
A czego ty się niby spodziewałeś? Pięć lat cię nie było!
Nie było go taki szmat czasu, a ona miała prawo się z kimś związać. Poza tym była przekonana, że Draco to jej najgorszy wróg i był śmierciożerca. Rozgoryczony teleportował się przed bramy najbliższego hotelu dla mugoli. Wiedział, że tam go nie znają. W czarodziejskich z pewnością nie dadzą mu pokoju. Prześpi się, a rano wróci. Potem znajdzie pracę i mieszkanie i postara się o niej zapomnieć.
Zamknął się w pokoju i rzucił na łóżko. Niezbyt wygodne, ale na jedną noc w sam raz. Wróciły do niego stare wspomnienia: Hermiona zdziwiona jego obecnością na wyspie, niekończące się rozmowy, próba ratowania jej przed Weasley'em, pocieszanie go po śmierci Narcyzy, namiętny pocałunek, kiedy zrozumiał, że musi go dorwać. Może to i lepiej, że ona ma innego. Przynajmniej nie będą się na niej odgrywać inni. Nie wiedział, ilu śmierciożerców jest jeszcze na wolności, a wielu z nich chciało go ukarać za tchórzostwo. A on tylko dbał o matkę. Narcyza by nie przeżyła, jakby jemu coś się stało.
Tak. W ten sposób ona będzie bezpieczna. Wolał przyglądać jej się tylko z daleka, wiedząc, że jest szczęśliwa niż widząc ją cierpiącą. Nigdy nikomu nie pozwoli jej skrzywdzić. Będzie takim aniołem stróżem, tajemniczym opiekunem. Jeśli ktokolwiek spróbuje ją zranić, będzie miał z nim do czynienia.
On już odpuścił. I tak jej nie zdobędzie.

______________________
* zaklęcie wymyślone przeze mnie.

wtorek, 28 lipca 2015

4. Niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie kupić.



Zanim przystąpicie do czytania poniższego rozdziału:
- Nieoficjalnie zatrudniłam sobie betę. Dziękuję Mateusz, że sprawdziłeś ten tekst przed dodaniem :)
- Kolejny rozdział pojawi się, kiedy pod tym będzie minimum 5 komentarzy.

Ten rozdział dedykuję Sylvii za wspieranie i wierne komentowanie każdego rozdziału oraz za poprawną odpowiedź na zagadkę. 
Dedykacja jest również dla Mateusza, który zachęca mnie do nieusuwania bloga i kontynuowania tej historii, a także jak już wyżej wspomniałam, za sprawdzanie błędów :)

Ode mnie to tyle.
Zapraszam do czytania i komentarzy.

Wasza Carrie.

P.S. Uważam, że ten rozdział wyszedł mi całkiem nieźle :)
I doskonale znamy politykę czerwonego tekstu :)

________________________________________________________________

Obudziło go poranne słońce. W końcu po tylu dniach jesiennych deszczy, zza szarych chmur wyszło słońce. Od razu poczuł się lepiej. Nienawidził jesieni. Przygnębiała go.
Ostrożnie się podniósł i rozejrzał w poszukiwaniu czegoś, co by się nadawało do picia. Do tego okrutnie bolała go głowa, więc minęła chwila, zanim zrozumiał, że nie jest w pokoju gościnnym, tylko najprawdopodobniej sypialni właścicielki mieszkania. Wstał po cichu, uważając, żeby nie obudzić swojego gościa. Spała tak spokojnie. Draco miał nadzieję, że to jeszcze trochę potrwa. Potem zaczną się pytania, obietnice, których on i tak nie dotrzyma, albo w najgorszym razie kłótnia i płacz. Wolałby tego uniknąć. Poczuł, że do tego dobrze znanego kaca dołączył kac moralny. Nie powinien tak postępować. Czym ona sobie zasłużyła, że trafiła akurat na niego?
Spojrzał na leżące wokół ciuchy i ogarnęło go obrzydzenie do niego samego. Kochał jedną czarownicę, a sypiał z innymi. Jeszcze dobrze nie poczuł odzyskanej wolności, a już ugania się za spódniczkami. Czy naprawdę kochał Granger? Wtedy by chyba nie podrywał każdej. Solennie obiecywał sobie, że już nigdy więcej nie tknie Ognistej. Same z tego problemy.
Pozbierał swoje ubrania, założył wczorajsze dżinsy i wyszedł z pokoju. W kuchni już czekał na niego Blaise.
- No coś niezbyt ciekawie wyglądasz. Miałeś chociaż dobry seks? - Zabini jak zwykle tryskał humorem.
- Nie był najgorszy. A gdzie twoja panna?
- Zmyła się koło szóstej rano.
- I nie zabrała siostry?
- Stary, przecież one obie są pełnoletnie. Chyba potrafią myśleć za siebie.
Blondyn nie był tego taki pewien. Jego nocna kochanka raczej nie wydawała się zadowolona z tego, że on pozbawił ją tego, co najcenniejsze. Chyba po prostu chciała się przypodobać siostrze. Cholera. On zdecydowanie za dużo myślał. Kiedyś tak nie było. Dlaczego nie może potraktować tej dziewczyny jak wszystkich innych?
- Masz. - Kumpel podał mu fiolkę i kawę.
- Dzięki. Chociaż myślałem, że w tym mieszkaniu raczej eliksiru na kaca nie będzie można uświadczyć.
- Bo pochodzi z moich zapasów.
Malfoy wypił najpierw zawartość fiolki, a potem kilka łyków kawy. Od razu poczuł się lepiej. Mimo to nadal twierdził, że już nigdy nie tknie alkoholu. Kolejne obietnice, których nie dotrzyma.
- Idę pod prysznic.
- Spoko, a jak się obudzi twoja cizia?
- Oby nie, ale w razie czego to mnie nie ma.
Blaise patrzył, jak jego najlepszy przyjaciel chowa się za drzwiami łazienki. Zastanawiał się, czy on jeszcze pamięta o Granger. Sam był już przekonany, że ona już jest spisana na straty. Albo raczej Malfoy u niej. Według uzdrowicieli jeśli jej pamięć nie wróciła sama, to zdjąć urok może tylko osoba, która je rzuciła. A Carrow był już martwy od dobrych pięciu lat. Chciał jakoś odciągnąć myśli kumpla od niej i miał nadzieję, że jeśli spotka "przypadkiem" dwie panienki, to o wszystkim zapomni. A tu się okazuje, że noc z blondynką tylko zaszkodziła. Nie pamiętał już, kiedy ostatnio widział go takiego zamyślonego.
Sięgnął ręką do kieszeni i wydobył z nich garść złotych galeonów - wynagrodzenie tej dziwki. Stracone pieniądze. Ale mimo wszystko próbował. Miał nadzieję, że Draco chociaż ją zaliczył. Jednak nie powinien się dowiedzieć, że obie lalki były podstawione.
Poznał je przypadkiem przez dawną kochankę. Wiedział, że starsza zajmuje się tym, co u mugoli nazywa się prostytucją. Właściwie to sam nie wiedział, czy w ich świecie ten zawód miał jakąś nazwę. Nigdy go to nie interesowało.
Weszła ubrana, jak gdyby nigdy nic. Jej ubrania były czyste i wyprasowane. Zupełnie tak, jakby w nocy powiesiła je na wieszaku, a nie uprawiała seks. Cóż. Magia.
- Masz moją kasę?
- Jasne.
Odliczyła, czy wszystko się zgadza.
- Robić z tobą interesy, to czysta przyjemność. Gdybyś nas jeszcze potrzebował, to wiesz, gdzie nas znaleźć. Na razie.
- Cześć.
Wyszła z mieszkania, cicho zamykając drzwi. Blaise odetchnął. Teraz już nic się nie wyda.
- Za co ona dostała kasę?
- O czym ty mówisz?
- Widziałem.
Kurwa. Tego nie przewidział. Nie miał pojęcia, że Draco ich obserwował.
Tego już było za wiele. On naprawdę wszystko rozumiał, ale czy Zabiniego doszczętnie pogięło! Już musi dziwki zamawiać? I to jeszcze takie, które świetnie udają dziewice. Jak on mógł się na to nabrać. Chociaż w sumie. Ona nie wyglądała na prostytutkę.
- Czy myślisz, że tylko dziwka by mnie chciała?!
- Stary, to nie tak.
- Posłuchaj mnie. Jesteś moim przyjacielem. Ale jeśli jeszcze raz zrobisz coś takiego, to będzie koniec naszej przyjaźni. Jakbym chciał którąś z tych panienek, to pewnie już dawno bym się znalazł w którymś burdelu, czy jak to się zwie.
Czuł się upokorzony. Jego najlepszy kumpel płacił komuś za to, żeby on, Draco Malfoy, miał przyjemność. To było chore. Rozumiał troskę Diabła, ale to nadal było chore.
- Słuchaj, chciałem uświetnić jakoś twój powrót i chciałem, żebyś zapomniał o Granger.
- A prosił cię ktoś? Poza tym skąd wiesz, że ja coś do niej kiedykolwiek czułem? A nawet jeśli, to było lata temu. W Azkabanie raczej się nie myśli o niespełnionej miłości.
Blondyn wyszedł, trzaskając drzwiami. Rzucił się na łóżko i na wszelki wypadek zamknął drzwi zaklęciem.
Znawca się znalazł. Co on mógł wiedzieć? To nie on spędził tyle czasu w Azkabanie. To nie on był pilnowany przez dementorów. To nie on co noc słyszał krzyki współwięźniów. To nie on widział, co się dzieje z człowiekiem po Pocałunku Dementora.
Przybyły wspomnienia. Na nowo odczuwał ten przenikliwy chłód, kiedy za oknem panował sztorm. Nie raz fale były tak wysokie, że sięgały do jego celi, żeby ją doszczętnie zalać. Oczywiście nikt się tym nie przejmował. Wszyscy mieli gdzieś, że może przez to zachorować. Ale jakimś cudem udało mu się to przeżyć. Tylko raz naprawdę zachorował, ale wybrnął z tego. Przypomniał sobie wiele bezsennych nocy, bo krzyki innych skazańców nie dały mu spać. Najgorzej było, kiedy człowiek siedział w Azkabanie tylko po to, żeby za dwa dni doświadczyć Pocałunku. Potem taki był wypuszczany, ale co mu z tego. Był jak roślina. Po prostu istniał. Nie miał uczuć. Czasem Draco się zastanawiał, czy nie poprosić o coś takiego. Nie musiałby wtedy czuć tych wszystkich żali, wyrzutów sumienia. Kiedy tylko w pobliżu znajdował się jeden z tych potworów, przypominał sobie wszystkie najgorsze wspomnienia w życiu. Na nowo odczuwał żal małego chłopca, który był odtrącany przez ojca. Znowu palił go żywy ogień na wspomnienie tortur zadanych mu przez ojca za najmniejsze przewinienie.
Ale teraz był wolny. Jednak nie był pewien, czy zdoła zapomnieć o tych pięciu latach.



*-*-*


Dwójka ludzi podeszła do nich.
- Cześć, jestem Jane Granger. A to mój mąż Ethan.
- Hermiona. - Nie podała swojego nazwiska. - Ja przepraszam.
Wybiegła, zanosząc się płaczem. Nie spodziewała się spotkać swoich rodziców. Zupełnie inaczej wyobrażała sobie to spotkanie. Liczyła, że będą gdzieś sami, a ona w kilku słowach odda im wspomnienia i na nowo staną się rodziną. Ciepły uśmiech kobiety przywołał wspomnienia. Jej beztroskie dzieciństwo, reakcje rodziców na wiadomość, że jest czarownicą, każde rozstanie z nimi. No i najważniejsze: ostatnia rozmowa. Zapewniała ich wtedy o swojej miłości. Dziękowała za lata opieki nad nią. Nie wiedzieli, jakie ma plany. Inaczej pewnie by ją powstrzymali.
Biegła przed siebie, aż znalazła się przed swoim tymczasowym domem. Weszła do środka i tylko płakała. Przywołała zaklęciem wino i pociągnęła prosto z butelki. Teraz już piła i płakała. Aż w końcu nie starczyło jej łez. Dopiero wtedy wstała z podłogi i skierowała się w stronę łazienki. Ochlapała opuchniętą twarz zimną wodą i przywołała kolejną butelkę. Chciała zapomnieć o tym, ale wino tylko sprawiło, że więcej myślała niż do tej pory.
Rozległo się pukanie.
- Proszę.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale przyszedłem sprawdzić, czy wszystko dobrze. Martwiłem się.
- Jak widzisz. Wszystko w porządku. Możesz już iść. Podniosła się, chcąc go wypchnąć na zewnątrz, ale zachwiała się i upadła.
- Wszędzie cię szukałem.
- Ty i tak nic nie zrozumiesz. - Bełkotała i znowu się rozpłakała. Już sama nie wiedziała, czy chce, żeby on został, czy chce, żeby wyszedł.
- Spróbuję, tylko najpierw musisz trochę wytrzeźwieć.
- Tam. - Wskazała na kufer.
Bez trudu odnalazł właściwy eliksir. Widać było, że chociaż mugol, to dobrze orientuje się w świecie czarów. A może to to, że wszystkie były podpisane?
Po wypiciu poczuła, że jest w stanie racjonalnie myśleć, chociaż nadal szumiało jej w głowie. Musiała sporo wypić, skoro lekarstwo nie zadziałało całkowicie. To był jej eliksir jej własnej produkcji. Jeszcze nie nadała mu nazwy, ale pozwalał na pozbycie się skutków upojenia alkoholowego, dzięki czemu można było wypić więcej i nie stracić przytomności umysłu. Ten eliksir nie był jej pomysłem. To Harry go potrzebował, żeby zaistnieć wśród znajomych. Może i Wybraniec, ale głowę to miał słabą.
- Dlaczego tak wybiegłaś? Wszędzie cię szukałem.
- Przepraszam. Po prostu to moi rodzice. - Powiedziała w końcu. - Musiałam ich chronić. - Pociągnęła nosem. - Nie chciałam, żeby Voldemort im coś zrobił. - Kolejne pociągnięcie. - I wymazałam im pamięć.
Podał jej chusteczkę. Był pod wrażeniem tych rewelacji. Świat magii znał od lat. Zaczęło się od tego, że jego kuzynka dostała list. Może dlatego w końcu oni przyszli do niego z prośbą o współpracę. Wbrew pozorom nawet mugol im się przydawał. Jednak nie spodziewał się czegoś takiego. Wymazać pamięć własnym rodzicom. To pewnie musiało być dla niej trudne. A teraz ich spotkała, po tak długim czasie.
- Biedactwo. Musi być ci ciężko. - Objął ją, a ona ufnie się w niego wtuliła. - Jest jakiś sposób, żeby przywrócić im pamięć?
- Tak, ale to trudne. Niewielu osobom się udaje. No i muszę być z nimi sam na sam. Dziwnie by to wyglądało, jakbym zaczęła rzucać zaklęciami w tej restauracji.
Była mu wdzięczna, że wciąż z nią jest. Nie czuła się taka samotna. W jego ramionach czuła się tak bezpiecznie. Pomógł jej wstać i poprowadził ją do kanapy w pobliżu kominka. Bez słowa rozniecił ogień, a ona poczuła, jak ciepło rozchodzi się po jej ciele. Nie wiedziała, że zmarzła. Ale nic w tym dziwnego. Wybiegła tak jak stała. Nie założyła nawet płaszcza, a ta sukienka raczej nie trzymała dobrze ciepła.
- Zaraz wrócę.
Skierowała się w stronę łazienki. Nadal wirowało jej w głowie, więc szła bardzo blisko ściany, żeby w razie czego się oprzeć. W końcu dotarła, gdzie chciała. Spojrzała w lustro i przestraszyła się własnego odbicia. Włosy w nieładzie, rozmazany makijaż. Nieudolnie próbowała się jakoś ogarnąć. Wolała nie korzystać z magii pod wpływem alkoholu. W końcu zadowolona wyszła z łazienki. Nie mogła jednak się oprzeć i różdżką przywołała kolejną butelkę wina i dwa kieliszki.
- Proszę. - Powiedziała, kiedy wróciła na miejsce i udało jej się nalać wina.
- Nie masz jeszcze dosyć?
- Nie.
Wypiła kieliszek duszkiem. Niezbyt to romantyczne, ale potrzebowała tego. W jej głowie zaczęło bardziej szumieć. Po co piła ten eliksir, skoro nadal zamierzała się wstawić?
- Dość. - Odebrał jej kieliszek i usiadł obok.
- Dlaczego?
- To nie pomoże ci zapomnieć. A na tym się zaraz zabijesz. - Dodał patrząc na jej nogi. To dlatego tak ciężko jej było chodzić. Nadal miała ubrane szpilki. Pochylił się i pomógł jej je zdjąć. Zachichotała jak mała dziewczynka, kiedy połaskotał ją w stopę.
- Jesteś piękna, gdy się śmiejesz. - Powiedział i zbliżył się do jej ust. Musnął jej wargi, a ona przyciągnęła go do siebie i pocałowała. Czuła jak z każdym kolejnym pocałunkiem rośnie jej pożądanie. Rękami sięgnęła do guzików jego koszuli. Powoli rozpinała każdy z nich, gdy przeniósł usta na jej szyję. Westchnęła cicho i odchyliła głowę. Nawet nie wiedziała, że tak jej tego brakowało. Poczuła jego dłoń na swoich plecach, kiedy rozpinał jej sukienkę. W końcu delikatnie zsunął z ramion, zaskoczony, że pod nią nie miała stanika. Uniósł ją i całkiem pozbył się czarnego materiału z jej ciała. W tym czasie ona zdążyła już się zająć jego koszulą i dłońmi poznawała strukturę jego ciała.
Ubrania raz po raz lądowały obok kanapy, a oni poznawali sekrety swoich ciał na każdy możliwy sposób. W końcu wszedł w nią, a ona jęknęła i objęła go nogami. Po chwili zaczęli się poruszać w tak dobrze znanym rytmie, odnajdując drogę do rozkoszy.