Rozdział 8.



Minęło wiele dni zanim wszystko zaczęło cichnąć. Ron oczywiście przedstawił siebie jako niewinnego faceta, który nie może pozbierać się po zdradzie Hermiony. Bez przerwy spotykała się z krytycznymi spojrzeniami. Czasami słyszała rozmaite obelgi pod swoim adresem. Ich autorkami były przeważnie dziewczyny. Chyba wszystkie kochały się w rudym, albo raczej w jego sławie. W końcu pomógł zabić Wybrańcowi Voldemorta i co ważniejsze: był jego najlepszym przyjacielem. Miona często płakała. Nie mogła pojąć, dlaczego pomimo tego, że tyle wycierpiała, została odrzucona. Przecież to Ronowi należała się porządna kara za to, co jej robił. Wciąż ją nachodził i błagał, żeby wróciła. Raz czatował z wielkim bukietem kwiatów i obietnicami, że wszystko zmieni się na lepsze, innym razem jej groził. Pewnie by się poddała, gdyby nie jej ukochany Wiktor i Draco. Obaj byli przy niej i wspierali ją, jak tylko mogli.
Przypomniała sobie o dniu, w którym z nim zerwała. Gdyby nie Malfoy…
Umówiła się z nim po lekcjach na błoniach. Chyba nic nie podejrzewał. Uśmiechnął się z wyższością.
- Czyli jednak jestem lepszy od Kruma. – Przesunął rękę po jej ciele, a ona poczuła, że zbiera jej się na wymioty. Zmusiła się do uśmiechu i szybko nakreśliła mu miejsce spotkania z dala od jeziora. Może to nie było dobrym pomysłem, ale nie chciała, żeby świadkiem ich zerwania była cała szkoła. Nie miała ochoty na plotki.
W czasie lekcji patrzyła z uporem na swój mugolski zegarek. Cały czas upewniała się, że dobrze robi, ale nie chciała. Minuty zamieniały się w godziny. W końcu nadszedł czas na pewne wyjaśnienie sprawy.
Już z daleka widziała jego ryżą fryzurę i głupkowaty uśmiech. Rozejrzała się ukradkiem, ale nikogo nie zauważyła w pobliżu. Z duszą na ramieniu skierowała się powolnym krokiem w jego stronę. Marzyła o tym , żeby uciec, ale od tego nie było ucieczki. Musiała to zrobić bez względu na trudności. Chciała mieć już to z głowy.
- To czego chciałaś, słoneczko? – Spytał z tym podłym uśmiechem.
- To koniec, Ron. – Wydusiła z siebie i chciała odejść, ale ją zatrzymał.
- Jak to?
- Daj spokój. Przecież musiało do tego w końcu dojść. Nie rozumiemy się już tak, jak kiedyś. Zmieniłeś się.
- Miona, nie wygłupiaj się. Wybaczę ci tą zdradę z Krumem. Nie możesz mnie zostawić. – Na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
- Nie. To jest koniec. Nie chcę się dłużej z tobą spotykać.
- I do kogo pójdziesz? Przecież nie masz rodziny. – Jego ton się stał ostrzejszy. To był znak, że powinna odejść jak najszybciej, ale nie mogła ruszyć się na krok. Trafił w czuły punkt. Doskonale wiedział, dlaczego musiała wymazać pamięć rodzicom.
- Jesteś podły.
Nie panowała nad łzami, które pojawiły się znikąd. Skierowała się do zamku, ale znowu ją zatrzymał.
- Nigdzie nie pójdziesz. Jesteś moja.
- Puszczaj. To boli.
Nie reagował na jej słowa i próby ucieczki z jego uścisku. Nie może pozwolić jej odejść. Przecież nie znajdzie drugiej takiej dziewczyny. Jako przyjaciółka Pottera była idealnym dodatkiem do ich sławy.
- Jesteś moja. Mo-ja.
- Nie jestem niczyją własnością. – Udało jej się wyrwać jedną rękę i uderzyć w nos. Puściła się krew.
Spojrzał na nią z chłodem w oczach.
- Myślisz, że coś zdziałasz?
Pchnął ją na ziemię. Uderzyła głową w coś twardego i poczuła, jak ciepły, gęsty płyn spływa jej po czole. Patrzyła na niego, ale nie zdążyła się podnieść. Poczuła uderzenie pięści w brzuch. Krzyknęła. Kolejne uderzenie przyjęła z cichym jękiem. Powoli odpływała i nie obchodziło ją, co on z nią zrobi. Ta ciemność wydawała się dla niej ukojeniem. Jak przez mgłę widziała zarys blond czuprynę i jej właściciela, który chyba odciągał jej byłego chłopaka od niej, a potem straciła przytomność.
Dopiero kilka dni później dowiedziała się, że to dzięki Malfoy’owi wciąż żyje. Podobno jej stan był ciężki, kiedy znalazła się w Skrzydle Szpitalnym, ale pani Pomfrey potrafiła wyleczyć każdą ranę.
Wciąż miała przed oczami zmartwienie malujące się w tych szarych tęczówkach. Od razu zobaczyła te oczy, kiedy tylko się ocknęła. Obecności Wiktora nie zauważyła, dopóki nie ścisnął jej za rękę. Wyglądał, jakby nie spał od kilku dni.
Cała szkoła wiedziała, kto ją tak potraktował, a jednak każdy współczuł Ronowi. Uważali, że jej się należało, bo zdradziła „najwspanialszego chłopaka pod słońcem”. Jak mogli być tak okrutni?
Jeszcze przez kilka dni musiała odpoczywać, a Wiktor bardzo dbał, żeby jej nie przeszkadzano. Kilka razy siłą odciągnęli spod drzwi rudzielca. Zastanawiał się, do czego była potrzebna mu jego Hermiona, skoro ostatnio zdążył go już przyłapać na zabawianiu się z trzema panienkami, bo „ma prawo zapomnieć”.
Dzisiaj dziewczyna już miała wrócić na zajęcia. Bała się, ale przecież nie mogła nie chodzić na lekcje. Jak by to wpłynęło na jej stopnie? Zdecydowanie musiała się pojawić w klasie. Zaczynała od lekcji eliksirów ze Slughornem.
Kroczyła bez pośpiechu w szkolnej szacie w barwach Gryffindoru, który obecnie tak bardzo nienawidziła. Mieli być przecież jedną wielką rodziną do cholery! A co z tego wyszło? Każdy stał po stronie tego głupkowatego Weasley’a. Poprosiła o przeniesienie, ale niestety dyrektorka się nie zgodziła. Lochy były coraz bliżej, a ona coraz bardziej się denerwowała. Jak ma się zachować w jego obecności?
Czuła na sobie jego wzrok, ale starała się to ignorować. Weszła do klasy i od razu przesunęła swój kociołek z dala od Rona i jego przyjaciół. Harry patrzył z żalem, jak się od nich oddala. Była tak rozkojarzona, że chyba po raz pierwszy jej eliksir Słodkiego Snu się nie udał. Czuła się niezwykle upokorzona, kiedy nauczyciel ją upominał ku wielkiej radości obecnych. Tylko Draco z Zabinim zdawali się jej współczuć.
Niemal wybiegła z zamku. Prawie zderzyła się z wielką sową śnieżną, w której rozpoznała Hedwigę. Wylądowała na jej ramieniu i wyciągnęła nóżkę z przywiązanym do niej kawałkiem papieru. Odleciała, kiedy tylko była uwolniona od listu. To było pismo Pottera.

Hermiona,
Bardzo mi przykro z powodu dzisiejszej lekcji. Chciałbym porozmawiać.
Spotkajmy się za 10 minut koło wierzby przy jeziorze.
Harry.

Od razu skierowała się w tamtą stronę. Zamierzała mu zrobić awanturę. Jak śmie pisać do niej teraz?! Gdzie był, kiedy go potrzebowała?
- Czego chcesz? – Warknęła.
- Porozmawiajmy.
- Nie mamy o czym.
- Ron prosił mnie, żebym ci przekazał, że za tobą tęskni.
- Mógł myśleć wcześniej. Jestem szczęśliwa z Wiktorem.
- On…
- Nie mów mi więcej o tym człowieku. – Przerwała mu. – Nie mam ochoty o nim rozmawiać.
- Prosił o wybaczenie.
- Nie obchodzi mnie to! Jest zwykłym dupkiem. Prosi o wybaczenie. I co jeszcze? Może łóżko do tego? Już mu się znudziły te panienki?!
- Co on ci takiego zrobił?
- Słucham?! Tego ci twój ukochany przyjaciel nie powiedział? Co za szkoda. – Ironizowała.
- Miona, ja rozumiem, że go nie chcesz. Przekażę mu to. Mam jeszcze jedno pytanie.
- Mów. – Patrzyła mu hardo w oczy.
- Czy moglibyśmy być dalej przyjaciółmi?
To ją rozzłościło całkowicie.
- I jak ty to sobie wyobrażasz?! Że będziesz na mnie donosił Ronowi?! Nie chcę mieć z wami nic do czynienia!
- Dlaczego?
- Powiem ci, dlaczego. Gdzie byłeś, kiedy on traktował mnie jak szmatę?! Gdzie byłeś, kiedy potrzebowałam wsparcia?! Co zrobiłeś, kiedy mnie bił?! Gdzie byłeś, kiedy o mało mnie nie zabił?! Widziałeś, jak mnie torturował! Słyszałeś moje krzyki, ale nigdy nie zareagowałeś! Nigdy. Dostałeś kiedyś Crucatiusem?! Ja czułam ten ból prawie każdego dnia! Codziennie mnie szantażował, a ty co zrobiłeś żeby to przerwać? Patrzyłeś i uśmiechałeś się! Miałeś mnie gdzieś.
Zamilkła, a Harry patrzył na nią z przerażeniem. Chyba w końcu do niego dotarło, ile wycierpiała. On też był współwinny.
- Przepraszam.
- Samo przepraszam nie wystarczy. – Powiedziała już łagodniejszym głosem i odeszła.

Rzuciła się na łóżko i poddała się emocjom. Płakała, rzucając poduszkami po całej sypialni. Dlaczego Harry musiał stać po stronie rudzielca? Czuła się zdradzona i wykorzystana. Była ich zabawką. Ich wszystkich. Nikt nigdy nie odważył się jej pomóc. Już zapomnieli, kiedy to ona pomagała im.
Łzy płynęły nieprzerwanie, ale nie czuła ulgi. Była tak potwornie samotna. Miała ochotę się przytulić do Wiktora, ale on oczywiście teraz musiał zwiedzać Zakazany Las. Od kiedy tylko ich romans wyszedł na jaw, wiecznie był czymś zajęty i zmęczony. Wiecznie go nie było, ale nie była zła. Wiedziała, że ma zadanie do wykonania. Żałowała tylko, że nie chciał przyjąć jej pomocy. Wtedy więcej czasu spędzaliby razem. No i oczywiście zaginiony brat Hagrida ją znał i wcale nie chciał jej zabić. Chłopak bronił się, mówiąc, że jest to zbyt niebezpieczne. Dobrze, martwił się o nią, ale ona była już w większych opałach i wychodziła z tego cało. Przecież to ona towarzyszyła Harry’emu i Ronowi podczas poszukiwania Horkruksów. Ale teraz jej pomoc dla nikogo nic nie znaczyła. Tylko ona pamiętała.
- Wszystko w porządku?
Nawet nie zauważyła, kiedy wszedł do pokoju. Popatrzyła na niego napuchniętymi oczami od płaczu. Poczuła, jak oplatają ją jego ramiona i czuła, że się uspokaja.
- Ja… Harry… – Znowu wybuchnęła płaczem.
- Zrobił ci coś?
- Nnie. Ja tylko… Chciał, żebym wróciła do Rona. – Gubiła się trochę, ale w końcu udało jej się opowiedzieć wszystko.
- Nie przejmuj się nim. Nie jest wart twojej przyjaźni.
- Dlaczego każdy uważa, że to ja jestem ta zła?
- Mionka, nie jesteś zła. Oni są po prostu… – Nie wiedział, jak to dokończyć.
- Nieważne.
- I nie każdy tak uważa.
- Kto tak nie uważa? Wymień chociaż jedno nazwisko.
- Ja tak nie uważam. I twój chłopak pewnie też nie.
Zapadła cisza.
- Idź już proszę. Chcę być sama.
- Jesteś pewna?
Przytaknęła i patrzyła, jak drzwi się za nim zamykają. Zamknęła oczy.

*-*-*

Nie miał pojęcia, dlaczego zależało mu na tym, żeby Hermiona była szczęśliwa. Gdyby mu tylko pozwoliła, już dawno by się pozbył tego żałosnego Weasley’a. Przypomniał sobie siebie, kiedy też traktował innych jako służących. Miał nadzieję, że nigdy nie był aż taki zły. Nie był! Przecież on nigdy nie potraktował tak dziewczyny. Owszem, zdarzyło mu się kilka numerków, po których je zostawiał, ale nigdy żadnej nie uderzył.
Zastanawiał się, czemu poszła zerwać z rudzielcem sama i to w dodatku w miejscu, gdzie nie było żywej duszy. Gdyby Astoria go tam nie zaciągnęła, pewnie byłoby już po słodkiej brązowookiej Gryfonce. Dlaczego ona była taka naiwna? Myślała, że jak z nim zerwie, to on to przyjmie ze spokojem? Martwił się o nią. Obiecał sobie, że będzie o nią dbał. To nic, że miała teraz Kruma.
Właśnie, Krum. Dlaczego pojawił się właśnie teraz. Nie podobało mu się tu. Wiedział co prawda, że niby jest tu w poszukiwaniu śladów olbrzyma. Dla niego to było śmieszne. Jak można w ogóle zgubić olbrzyma? To była wyraźnie zwykła historyjka, żeby zmylić jej uwagę. Ona uwierzy we wszystko. W końcu jest w nim zakochana. To widać. Tylko dlaczego jego to boli? Dlaczego nie podoba mu się to, że znalazła szczęście u boku takiego Wiktorka?
Zakochałeś się.
Nieprawda!
Przyznaj to. Podoba ci się.
Ale to nie oznacza, że się w niej zakochałem.
Tak naprawdę, to chyba nigdy nie był zakochany. Czasem może zdarzyło mu się poczuć coś więcej do jakiejś dziewczyny, ale to szybko mijało. Miłość nie powinna szybko mijać. Jest taka nieprzewidywalna. Przypomniał sobie matkę, która dawała się dla niej poniżać Lucjuszowi i jej łzy, kiedy go osadzili w Azkabanie.
Ktoś zapukał.
- Blaise?
- Już zapomniałeś o starym przyjacielu, co? Ostatnio prawie w ogóle nie widuję cię na imprezach w lochach. Ja rozumiem, że ta Astoria zawróciła ci w głowie, ale to nie oznacza, że możesz o mnie zapomnieć. – Uśmiechnął się szelmowsko i wszedł sprężystym krokiem do środka.
- Też się cieszę, że cię widzę.
Astoria wcale nie zawróciła mu w głowie. Była ładna, ale wątpił, że ich związek to coś poważnego. To był po prostu zwykły seks. Nigdy nie obiecywał jej miłości po grób. Po prostu jej zainteresowanie było mu na rękę. Poza tym ktoś inny zwrócił jego uwagę bardziej niż ta laleczka. Niestety go nie zauważała.
- Zbieraj się. Zabieram cię stąd.
- Gdzie?
- Do nas.
- Impreza w środku tygodnia?
- Bez przesady. Zwykłe spotkanie z przyjaciółmi.
Spojrzał jeszcze w stronę sypialni Gryfonki. Pewnie zasnęła. Może powinien zostać? Na wszelki wypadek, jakby ten zdrajca krwi chciał jej coś zrobić. Niedane mu było jednak pomyśleć. Kumpel wypchnął go na korytarz.

Zabini oczywiście poza Teodorem Nottem zaprosił jeszcze trzy panienki. Dla każdego po jednej. Jemu najwidoczniej była przeznaczona ta blondyneczka, bo kiedy tylko wszedł, od razu zaczęła się do niego uśmiechać. Zajęła miejsce obok niego pod pretekstem tego, że tam stół jest bliżej. Diabeł spojrzał na niego znacząco.
- Jestem Kiara.
- Draco.
Musiał przyznać, że jego kumpel miał nienaganny gust. Szczupła, niewysoka blondyneczka z zielonymi oczami. Do tego z jej dosyć sporego dekoltu wysuwały się dorodne piersi. Jednak to wszystko nie zrobiło na nim szczególnego wrażenia. Nie wiedział, co się z nim ostatnio dzieje. Nigdy wcześniej nie pogardziłby takimi wdziękami.
Dla siebie wybrał brunetkę o imieniu Emily i dość obfitych kształtach. Usiadła mu na kolanach, gdy tylko zajął miejsce na szmaragdowym fotelu. Nie przeszkadzało jej to przesuwanie dłoni po jej udach, ciele, żeby potem zatrzymała się na jej dekolcie.
Partnerka Teda też była blondynką. Jeśli się nie mylił, to nawet były siostrami. On podobnie, jak Blaise, nie trzymał rąk przy sobie. Tylko Draco uważał na to, co robi. Miał nadzieję, że Kiara się przy nim nie nudziła i nie odbierze braku jego zainteresowania, jako tego, że nie jest atrakcyjna.
Mimo swoich zmartwień dobrze się bawił. Wspominali dawne dzieje i zaśmiewali się przy tym do łez i opróżniali kolejne butelki Ognistej Whisky. Wracali do czasów, kiedy byli urwisami i nic nie robili sobie z zakazów. Opowiadali o swoim obecnym życiu i o przyszłości.
- Dobra. Ja muszę już iść. – Stwierdził po jakiś czterech godzinach Nott. – Fajnie było się znowu spotkać we trzech.
Pociągnął Sophie, bo tak miała na imię jego panienka, w kierunku wyjścia. Został sam z Blaisem i dziewczynami. Nie wiedział, dlaczego, ale wcale nie miał ochoty już tu siedzieć. Chciał wracać do Granger i sprawdzić, czy Weasley nie kreci się w pobliżu.
Jest z nią Krum.
Przecież dopiero latał gdzieś po lesie i uganiał się za rzekomym olbrzymem.
To jego dziewczyna. Nie twoja. Nie masz obowiązku wobec niej.
Jest moją przyjaciółką.
Od kiedy tak dbasz o przyjaciół?
Właśnie. Od kiedy? Czym Granger się od nich różniła? Tylko tym, że była dziewczyną. Poza tym, jeśli Krum tam jest, to może nie będzie im przeszkadzał. Pewnie dobrze się razem bawią.
I znowu poczuł to cholerne ukłucie… Żalu? Do diaska, przecież to jej życie i jej sprawa, z kim się zadaje.
- Smoku, wszystko ok.? – Przyjaciel patrzył na niego zaniepokojony.
- Przepraszam. Zamyśliłem się. Co mówiłeś?
- Czy chcesz jeszcze Ognistej?
- Nie, dzięki. Ja mam już dosyć. Poza tym jutro lekcje.
- Od kiedy to Draco Malfoy martwi się o lekcje? Brałeś coś? – Zaśmiał się.
- To pewnie te dziewczyny tak na mnie działają, że mówię kompletne głupoty. – Chciał odwrócić jego uwagę i mu się udało. W dodatku chyba niechcący zawstydził Kiarę. Zarumieniła się i nawet było jej z tym do twarzy.
Pomimo wcześniejszych zapewnień, że nie chce więcej alkoholu, odebrał szklaneczkę z bursztynowym płynem i wypił do dna. Zaczęło już mu się lekko kręcić w głowie. Jak to możliwe, że kilka drinków nic nie robi, a potem nagle po następnym zaczyna mu szumieć?
- Też już pójdę.
Wstał i już miał wychodzić, kiedy usłyszał, że ktoś go woła.
- Malfoy, durniu. Nie sądzisz, że dziewczynę należy odprowadzić?
- Pani wybaczy. – Skłonił się przed blondynką, co wywołało salwy śmiechu.
Drzwi się za nimi zamknęły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz