Rozdział 14.



Donośny plusk spadających kropel rozbrzmiewał echem w jej głowie, która bolała ją niemiłosiernie. W myślach już obiecywała sobie, że nigdy więcej się tak nie upije. Leżała na twardej podłodze. Czyżby spała w łazience? Ostrożnie otworzyła oczy i rozejrzała się wokół. Rzeczywistość wydawała się zupełnie inna niż myślała. Znajdowała się w jakimś ciemnym pomieszczeniu, które przywodziło jej na myśl stare lochy. Próbowała się poruszyć i wtedy dostrzegła, że jest skrępowana linami. Jej krzyk odbił się echem po kamiennych ścianach.
- Możesz krzyczeć do woli. Nikt cię tu nie usłyszy. – Powiedział z szyderstwem w głosie mężczyzna zbliżający się powoli w jej stronę. Widać było, że upływający czas mu nie służył. Spod czarnego kaptura wystawał kosmyk siwych włosów, a idąc, sprawiał wrażenie, że za chwilę się przewróci. Tylko jego oczy płonęły nienawiścią, tak jakby to ona trzymała go przy życiu.
- Carrow. – Wyszeptała przerażona Hermiona.
- Brawo. Gratuluję spostrzegawczości.
- Czego ode mnie chcesz?
- Zemsty.
- Co ci zrobiłam?
- Ty naturalnie nic, ale twój kochaś odebrał mi najcenniejszy skarb. Ty za to zapłacisz. Ale nie martw się. Pozwolę ci się z nim pożegnać. – Zaśmiał się szyderczo.
- O kim ty mówisz?
- Pozwól, że ci podpowiem. – Pokazał jej zdjęcie. Było to uwiecznienie jej pierwszego i jedynego pocałunku z Draco.
- Skąd to masz?
- Cóż. Mam swoich pomocników nawet w Hogwarcie. Chłopak zgodził się bardzo szybko. Jest bardzo pojętny.
Pierwszą osobą, o jakiej pomyślała Hermiona, był Ron. Ale jak on mógł współpracować ze Śmirciożercą. Przecież oni z Potterem chlubili się każdym zabitym przez nich sługą Voldemorta. Chyba, że to była tylko taka gra pozorów.
- Nie. To nikt ze świty Pottera.
- Jak śmiesz czytać mi w myślach? – Zapytała ze złością. W tej chwili zapomniała, że tamten ma przewagę.
- A co mi zrobisz? Mam twoją różdżkę. – Zamachał jej przed oczami kawałkiem drewna, po czym schował do kieszeni czegoś, co kiedyś uchodziło za szatę.
- Będą mnie szukać.
- Na to właśnie liczę. Bo widzisz, kochana, kiedy on będzie blisko, wpadnie w moje ręce, a potem w końcu sprawiedliwości stanie się zadość.
- Co on ci zrobił?
- Przez niego zginęła moja narzeczona. Była najpiękniejszą kobietą na ziemi, a gdy zgodziła się za mnie wyjść, wprost skakałem pod niebo.
- Może po prostu się bała.
- Niemożliwe. Ona mnie kochała. A potem przyłapałem ją z twoim Malfoy’kiem. On ją tam zwabił podstępem, żeby ją zaliczyć. A ona była taka naiwna. Dlaczego wtedy nie została przy mnie? Zaczęliśmy rzucać zaklęciami i wtedy właśnie Malfoy ją zabił. Na moich oczach. Ale teraz będzie odwrotnie. Teraz to on będzie cierpiał tak, jak ja po śmierci Kathie. – Ożywiał się z każdym wypowiadanym słowem. Chęć zemsty sprawiała, że był przekonany o słuszności takiego postępowania. – Teraz on poczuje ten ból. Niech błaga, niech skomli o wybaczenie, ale ja i tak zrobię swoje. Szkoda tylko, że to akurat musisz być ty. Jesteś taka piękna. No trudno.
- Ale mnie z nim nic nie łączy.
- Nie interesuje mnie, co ty do niego czujesz. Ważne, co on do ciebie czuje. Facet, który nie kocha, raczej nie porzuca bezpiecznej szkółki dla poszukiwania mordercy.
- Zabiłeś mu matkę.
- Cel uświęca środki. Musiałem go jakoś zwabić.
- Jesteś chory.
- Uważaj, co mówisz, szlamo. Crucio.
Potężny ból wypełnił ją całą. Zupełnie jakby coś ją łamało z każdej strony i wypalało od środka. Nie. To zdecydowanie niedomówienie. Próbowała stłumić krzyk i nie dać mu tej satysfakcji, ale nie dała rady. To było gorsze od tortur, jakie zadawała jej Bellatrix. Wiła się i szarpała. W końcu ból ustąpił, a ona ciężko dysząc upadła na posadzkę.
- Jesteś potworem. – Wyszeptała.
- Może i tak, ale to ja mam władzę nad tobą.
- Daj jej już spokój. – Usłyszała tak dobrze znany jej głos i odwróciła głowę w tamtą stronę.
- Wiktor?
- Odejdź, szczeniaku. Nie będziesz mnie pouczał.
- Nie tak się umawialiśmy.
- Co? Jak to umawialiśmy? Wiktor, o co tu chodzi? – Pytała Gryfonka. Miała nadzieję, że on pomoże jej uciec, a wygląda na to, że to on ją tu sprowadził.
- Hermiono, przepraszam. Nie miałem wyboru. On porwał moją siostrę. Groził, że ją zabije.
- I dlatego mnie wydałeś?
- Ja nie chciałem, ale zrozum. Ona ma dwanaście lat. To jeszcze dziecko. Kiedy patrzyłem, jak on ją torturował. Nie mogłem. Musiałem się zgodzić.
- Nie chcę cię więcej widzieć. Ty podły oszuście. A mówiłeś, że mnie kochasz. Chciałeś, żebym została twoją żoną.
- Bo wtedy byś była bezpieczna. Miałem przyprowadzić ukochaną Malfoy’a. Wtedy nie wiedziałem, że to ty. Dopiero niedawno to zrozumiałem, ale nie miałem już wyboru. Przysięga Wieczysta. Rozumiesz? Dopiero wtedy uwolnił Amy.
- Na twoim miejscu wolałabym umrzeć.
- Teraz to wiem, ale już jest za późno. Wybacz mi, błagam.
- Cóż za rozkoszny melodramat. Aż mi niedobrze. – Przerwał im Carrow. – Ale na to będzie czas później. Krum mam dla ciebie zadanie specjalne. Zwabisz tu naszego arystokratę. Nie obchodzi mnie jak. Ma być tylko żywy i wszystko widzieć. Potem możesz go zabić. Masz dobę.
- Tak, panie.
- Tchórz. – Podsumowała dziewczyna. – Wolałabym zginąć niż wydać kogoś w taki sposób.
- Jaka zadziorna. A może by cię tak pod-temperować trochę, co? Crucio.
Znowu ten ból. Nie słyszała nawet własnego krzyku. Tym razem jednak zniknął tak szybko, jak się pojawił.
- Muszę przyznać, że świetnie przydzielili ci dom. Gryffindor, tak? Nie panikujesz, nie płaczesz, nie błagasz o litość. A może jednak trochę pokory? Może ładnie mnie poproś, a zginiesz tylko ty. Draco Malfoy wyjdzie bez szwanku. Co ty na to?
- Ty podły…
Nie dane jej było dokończyć. Widać Śmieriożercy uwielbiali zadawać ból.
- To jeszcze raz. Jesteś gotowa umrzeć za niego? Przecież wy, Gryfoni, jesteście tacy odważni i gotowi do poświęceń.
- Jaką mam pewność, że nie złamiesz danego słowa? – Powiedziała powoli, kiedy już uspokoiła oddech. Nie dawał jej dużego wyboru, a skoro mogła go uratować, to była na to gotowa. Kochała go i nie chciała, żeby coś mu się stało. Ona i tak miała zginąć. Chociaż w głębi serca miała nadzieję, że obydwoje wyjdą z tego bez szwanku, to jednak chciała mieć jakieś zabezpieczenie. Tylko czy on na to zasłużył. Gdyby pomyślał wtedy głową, a nie tym, co ma w spodniach, to ona dalej by była bezpieczna w Hogwarcie. Przerażenie, strach i złość mieszała się w niej i miała wrażenie, że zaraz wybuchnie. Tego było dla niej za wiele. Obiecywała sobie, że jeśli uda jej się wyjść z tego cało, to nigdy więcej nie odezwie się do Malfoy’a. Zapomni o nim, choćby to ją miało kosztować wiele.
- Przysięga Wieczysta. – Amycus wyrwał ją z zamyślenia.
- Na jakich warunkach?
- Nie będziesz próbować uciekać. Tyle mi wystarczy.
- A co ty będziesz z tego miał? Przecież Ministerstwo będzie cię ścigać.
- Masz rację. Nic. Ale pomyślałem, że taka śliczna dziewczyna musi mieć jakieś ostatnie życzenie. – Przejechał brudną, kościstą dłonią po jej policzku. Zadrżała. Strach w niej narastał. Sama nie wiedziała, dlaczego jeszcze nie zaczęła panikować.
- Panie. – Krum skłonił się przed Carrowem. – Draco Malfoy przybędzie tu za kilka minut. Przybyłem szybciej, żeby cię uprzedzić.
- Zabawa się zaczyna. Przygotuj ją. – Wskazał na Gryfonkę i wyszedł.
Wiktor uklęknął przed Hermioną i zaczął rozwiązywać jej ręce.
- Jeśli spróbujesz uciec, będę musiał cię zabić. Błagam, nie pozwól mi na to. – Mówił, kończąc rozwiązywać jej nogi.
- Ty podły sukinsynie. – Chciała walnąć go w twarz, ale dłoń odmówiła jej posłuszeństwa. Za długo była związana. – Jak mogłeś mi to zrobić?
- Posłuchaj mnie. Chcę ci pomóc, ale jestem związany przysięgą. Wiesz, co się dzieje, kiedy złamie się Przysięgę Wieczystą? Umiera się.
- Na twoim miejscu wolałabym zginąć.
- To widocznie jestem tchórzem. Ktoś musi się zająć moją siostrą. Mama jest ciężko poturbowana przez niego w szpitalu św. Munga. Nie wiadomo, czy przeżyje. Błagam, zrozum.
Próbowała wstać, ale się zachwiała. Powinna upaść jak kłoda, ale on ją podtrzymał.
- Nie dotykaj mnie. – Wysyczała.
- Proszę, wybacz mi. Muszę wybierać pomiędzy miłością do ciebie, a miłością do siostry.
Spojrzała na niego i zaczęła go całować. Musiała jakoś zyskać na czasie. Położyła ręce na jego torsie. Doskonale zdawała sobie sprawę, że w kieszeni kurki trzyma różdżkę.
- Nie idź za mną. – Powiedziała, odsuwając się od niego gwałtownie. Celowała w niego tym magicznym patykiem.
- Hermiona! – Zawołał, ale jej już nie było.
Biegła przed siebie. Miała wrażenie, że nigdy się stamtąd nie wydostanie. Te podziemia były jak jeden wielki labirynt. W końcu dostała się do schodów. Nie wahała się ani sekundę. Wiedziała, że będą ją ścigać. Wiedziała, że jeśli ją złapią, to ją zabiją, a ona nie zamierzała im na to pozwolić. Złapała za klamkę pierwszych lepszych drzwi. Zamknięte.
- Alohomora.
Szczęknął zamek i mogła biec dalej. Kolejne drzwi, tym razem otwarte i znalazła się w lesie. Biegła przed siebie. Gałęzie boleśnie smagały jej ciało, a kolce dziurawiły ubranie, robiąc przy tym rany. Jednak ona na to nie zwracała uwagi. Uciekała. Była coraz bardziej zmęczona, a jednak znajdowała w sobie siły, żeby biec. Wola przetrwania. W końcu jak to w takich akcjach bywa, potknęła się o wystający konar i jak długa upadła na ziemię. Ostatkiem sił się podniosła i wtedy dobiegł ją odgłos łamanej gałęzi.
- Wybierasz się gdzieś?
Przed nią stał Carrow we własnej osobie. Był wściekły.
- Crucio.
Upadła, wijąc się z bólu. Krzyczała, a łzy płynęły ciurkiem po jej twarzy. A ból stawał się coraz silniejszy. Powoli pojawiała się ciemność. Obiecywała chwilę wytchnienia. Chwilę, której ona tak bardzo potrzebowała. Osunęła się czerń, a w lesie nastała cisza.

*-*-*

Draco z całej siły tłukł się do drzwi salonu Gryffindoru. Nie słuchał protestów Grubej Damy, która w końcu uciekła z obrazu, dosadnie wyrażając swoje zdanie na temat tych, którzy dobijają się w środku nocy.
- Czego chcesz? – Warknął Ron, który wyszedł sprawdzić, co się dzieje.
- Gdzie jest Hermiona? – Draco złapał go za kołnierz piżamy w misie. Serio? I to ma być przyjaciel bohatera?
- O czym ty mówisz?
- Co jej zrobiłeś? Współpracujesz z tym sukinsynem? Mów!
- Draco, spokojnie. On pewnie nie ma pojęcia, o co chodzi.
- Co się tu dzieje? – Zapytał zaspanym głosem Harry, który właśnie pojawił się w Pokoju Wspólnym.
- Hermiona została porwana. – Wyjaśnił Blaise, zanim Draco zdążył się rzucić też na Pottera.
- Ale jak to? – Wybraniec wyglądał na przerażonego.
- Nie udawaj, że cię to interesuje. – Wycedził Malfoy.
- Nawet jeśli Hermiona już nie chce mieć z nami nic wspólnego, to mnie ona interesuje. Do diabła, była moją najlepszą przyjaciółką. Pomogę wam ją znaleźć.
Właśnie w tej chwili przybiegł do nich zadyszany Krum.
- Dobrze, że was widzę. Hermiona została porwana. Musimy się spieszyć. Wiem, gdzie ją trzyma. Zaprowadzę was.
Draco bez zastanowienia ruszył za nim, a potem Blaise i Harry. Ron zatrzasnął ze złością drzwi do sypialni. Jeszcze mieli czelność go budzić przez taką sprawę. Jak dla niego to ta szmata mogła zginąć.
- Dalej nie idę. – Stwierdził nagle Wiktor i zatrzymał się w miejscu.
- Gdzie ona jest?
- W starej siedzibie Voldemorta. W czymś, co przypomina lochy.
- Ten sukinsyn sprowadził ją tam, gdzie zginęła Kathleen. – Wysyczał Draco. Próbował się teleportować, ale widocznie miejsce było dobrze zabezpieczone. Puścił się biegiem przez las. Musiał zdążyć ją uratować. Nie zwracał uwagi na to, czy oni biegną za nim.
Nagle usłyszał jej krzyk gdzieś na prawo. Skręcił w tamtą stronę. Kolejny krzyk i kolejny. Ten skurwiel ją torturował.
- Smoku, zaczekaj.
Olał to. Po prostu biegł przed siebie. Musi ją ocalić, choćby sam miał zginąć.
Nie zdążył nawet wyjąć różdżki. Po prostu wpadł z impetem na Carrowa i zwalił go z nóg. Zaczął go okładać pięściami, a tamten nie pozostawał dłużny. Malfoy poczuł, że traci równowagę. Gdy ją odzyskał, Śmierciożerca już celował w niego różdżką Granger.
- Nawet nie próbuj. – Syknął, widząc, że blondyn sięga po swoją.
- Co jej zrobiłeś? – Draco podbiegł do nieprzytomnej dziewczyny. Miał łzy w oczach. Sprawdził jej puls. Był ledwo wyczuwalny.
- Błagam, nie zostawiaj mnie. – Szeptał, nie zdając sobie sprawy, ze Amycus nadal w niego celuje.
- Avada… - Zaczął, ale nie dokończył. Pięść Wiktora wylądowała na jego twarzy, pozbawiając świadomości. Kiedy próbował się podnieść, ktoś inny związał go zaklęciem. Słynny Potter dumnie stał przed nim.
- Potter, czy ty kurwa niczego nie potrafisz zrobić porządnie? – Odezwał się blondyn. – Avada kedavra. - Rzucił w stronę Carrowa. Jeszcze chwilę patrzył mu w oczy, które wkrótce zaszły mgłą i zgasły.
- Ty go zabiłeś. – Wyszeptał przerażony Potter.
- Tylko dokończyłem zaklęcie. Zajmij się lepiej Krumem.
- Żyje. – Powiedział Blaise, który chwilę wcześniej do nich dołączył.
- A Hermiona? – Zapytał Malfoy jednocześnie z Harrym.
- Z nią jest gorzej. Jest wyczerpana.
- Musimy ustalić wersję wydarzeń.
- I tak pójdziesz siedzieć, Malfoy.
- Potter, idź sprawdzić, czy cię nie ma w zamku.
- To nie czas na kłótnie. – Zganił ich Blaise. – Musimy ją przetransportować do szpitala.
Miał rację. Obydwaj mieli rację. Pójdzie siedzieć za Amycusa, ale nie mógł pozwolić na to, żeby tamten miał jeszcze kiedykolwiek okazję, żeby kogoś skrzywdzić. Ale to się w tej chwili nie liczyło. Ważne, żeby ona przeżyła. Nie wiedział, co zrobi, jeśli przez niego coś jej się stanie. Teraz już wiedział, że musi się od niej odsunąć. Jego uczucie do niej, chociaż prawdziwe, sprowadziło na nią kłopoty. Niewiele brakowało, żeby tamten ją zabił. Tak będzie dla niej lepiej.
- Draco, idziesz?
- No pewnie.
Zostawili ciało Carrowa tam, gdzie było. Dopiero rano przekazali Ministerstwu konkretne dane. Zrobił to Potter i Zabini. Draco nie chciał opuścić szpitala, dopóki stan Hermiony nie będzie się polepszał. Dlaczego ona ciągle była nieprzytomna? Przecież Uzdrowiciele byli czarodziejami, do cholery. Niestety uszkodzenia magią były dla czarodziejów tak, jak dla mugoli zderzenie z samochodem. Mógł tylko czekać. Wiedział, ze gdy tylko się dowie, że ona z tego wyjdzie, będzie musiał odejść. Nie było innego wyjścia. Nie wiadomo, ilu jeszcze miał wrogów. Nie mógł po raz kolejny sprowadzić na nią takiego niebezpieczeństwa.
Wiedział też, że będzie musiał się stawić na procesie. Dzięki Potterowi nie siedział teraz w kajdanach i mógł czuwać przy niej.
Przyszła Uzdrowicielka. Pokręciła się przy niej i już zamierzała wyjść, kiedy Ślizgon ją zatrzymał.
- Co z nią?
- Pan jest kimś z rodziny?
- A czy to ważne?
Nie wiadomo, co ją ujęło. Może to ten ból wypisany w jego oczach prowadzący go na skraj szaleństwa. W każdym razie uzyskał odpowiedź.
- Jej stan się polepsza. Te nowe eliksiry w końcu dają efekty. Myślę, że za dwa, trzy dni powinna się obudzić.
- Dziękuję. – Powiedział z wdzięcznością.
Amycus Carrow chciał, żeby Draco cierpiał i mu się to udało.
- Kocham cię, Hermiono. – Wyszeptał i pocałował jej tak blade teraz usta.
Wyszedł, nie oglądając się za siebie. Ostatni raz jeszcze spojrzał na szpital i się teleportował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz