Rozdział 11.

NIELETNI OMIJAJĄ CZERWONE NAPISY !!!
____


- Wiktor, ja… nie mogę.
- Dlaczego? Dam ci wszystko, czego zapragniesz.
- Okłamałeś mnie.
- I to jest jeden powód? Wierzę, że możesz mi wybaczyć. Ja chciałem być po prostu bliżej ciebie.
- Ale ja nie mogę tak po prostu rzucić szkoły. To jest ostatni rok.
- Przecież będziemy mieszkać razem. Szkoła nie będzie ci potrzebna. Dam ci wszystko i spełnię każde życzenie.
- Każde?
- Tak.
- Podaj prawdziwy powód przyjazdu.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Chcę, żebyś była bezpieczna.
- To już mówiłeś.
- Obiecuję, że się dowiesz w swoim czasie. Więc jak?
- Muszę to przemyśleć.
- Co tu jest do przemyślenia? Albo mnie kochasz, albo nie.
- Kocham.
- Więc wszystko jasne.
Krum wstał i chciał ucałować teraz już jego narzeczoną, ale mu uciekła.
- To wszystko spadło na mnie tak nagle.
- No dobrze. Dam ci tydzień.
- Żartujesz?!
- Za tydzień muszę wyjechać. Chcę znać odpowiedź przed wyjazdem.
- Gdzie wyjechać?
- Nie mogę ci powiedzieć.
- Jasne.
Wyszła, trzaskając drzwiami. Dlaczego miał przed nią tajemnice, skoro zamierzał być jej mężem? Przecież zawsze obiecywał jej wierność i szczerość. Coś jest nie tak i ona musi się dowiedzieć, co jest grane.
Wiedziała, że pewnie nie będzie mogła się skupić na lekcjach, ale i tak skierowała się w stronę klasy McGonagall. Starała się zalać umysł zaciekawieniem, co tym razem będą zamieniać i w co.
Pomimo starań, nie wiedziała, co się dzieje dookoła niej. W zasadzie to chyba powinna złożyć raport dyrektorce, ale oświadczyny wydawały jej się zbyt osobistą sprawą, żeby wciągać w to nauczycielkę. Dręczyła ją wizja klęczącego Wiktora. Zawsze starała się robić to, czego inni od niej oczekiwali. Teraz Wiktor pewnie czekał na odpowiedź twierdzącą. Nie wiedziała, czy powinna się zgodzić. A jeśli to nie Wiktor jest jej przeznaczony?
A niby kto inny?
Przed oczami stanął jej Malfoy jak żywy i w dodatku z tym słodkim uśmiechem. Od razu starała się wyrzucić ten obraz ze swojej głowy, ale wbrew pozorom to wcale nie było takie łatwe.
- Panno Granger, może pani zostać po lekcji? – Zapytała nagle profesorka.
- O… Oczywiście.
I co ma teraz zrobić? Powiedzieć wszystko McGonagall. Już słyszała w myślach jej zdanie na ten temat. Pewnie powie, żeby się zgodziła i w ten sposób wyciągnęła od niego prawdę. Przecież jej jako narzeczonej będzie chyba ufał na tyle, żeby opowiedzieć wszystko ze szczegółami. Zwłaszcza, jeśli jest to Hermiona Jane Granger, prymuska Hogwartu i największa pomoc Pottera przy walce z Voldemortem. Dziewczyna też na początku tak pomyślała, ale nie miała ochoty się bawić czyimiś uczuciami, jeśli nie była pewna swoich. Ona sama by raczej nie chciała, żeby ktoś ją tak potraktował.
A może psorce nie chodziło o Wiktora, tylko o to, że nie słuchała uważnie na lekcji? A co, jeśli odejmie jej punkty? Niemożliwe. To na pewno ta sprawa z jej chłopakiem.
- Dowiedziałaś się czegoś? – McGonagall od razu przeszła do rzeczy, kiedy tylko ostatni uczeń wyszedł z sali.
- W sumie to niewiele.
Dyrektorka uniosła jedną brew. Ciekawe, jak ona to robi, pomyślała Hermiona.
- Powiedz, co wiesz. – Nalegała, a Gryfonka poczuła, że policzki zaczynają jej płonąć żywym ogniem.
- No bo… On chciał, żebym… On mi się oświadczył. – Wydukała w końcu cała czerwona. Dziwnie było rozmawiać o tym z dyrektorką. – I jeszcze, że chce mnie chronić, dlatego nie może mi powiedzieć, czym się zajmuje.
- Zgodziłaś się?
- Nie. Dał mi trochę czasu.
- Hermiono, czy wiesz, jakie to może mieć plusy dla sprawy? Przecież narzeczonej szybciej powie, o co chodzi.
- Nie potrafię grać czyimiś uczuciami.
- Myślałam, że jesteście parą.
- No tak.
- Więc w czym problem?
Jeszcze nigdy nie czuła się taka zażenowana sytuacją. Przecież nie mogła opowiedzieć nauczycielce o Wiktorze, kłótniach, niepewności i Draco. Na szczęście w tej chwili zapukał jakiś chłopak, chyba z drugiej klasy od Puchonów. McGonagall skierowała się w jego stronę. Zdążyła jeszcze powiedzieć uczennicy: „Zastanów się nad tym”.
To było nie fair. Nie mieli prawa nią kierować.

*-*-*

Draco w pośpiechu odwiązał list. Pismo wydawało mu się dziwnie znajome, ale nie mógł sobie przypomnieć, skąd je zna. Do listu dołączona była jeszcze fotografia. Przedstawiała Granger w bibliotece nad jakąś książką. Pewnie nawet nie zauważyła, że ktoś zrobił jej zdjęcie.

Ona będzie następna. Lepiej dobrze jej pilnuj.
A na samym końcu kartki było napisane:
Zapłata nadciąga…

Poczuł, że oblewa go zimny pot. O jakiej spłacie mowa? Co on takiego zrobił, że tamten najpierw zabił jego matkę, a teraz ma zamiar polować na Granger. Przecież ona nikomu nic nie zrobiła.
Zajęcia minęły mu dosyć szybko. Słowa nauczycieli pamiętał jak przez mgłę. Stale myślał o prześladowcy i mordercy. Jedno było pewne: miał tu swojego człowieka. Malfoy wątpił, że tamten byłby na tyle głupi, żeby osobiście przesiadywać w tej szkole. To pismo. Skąd je znał. Gdzieś już je widział. Ale gdzie? Kiedy? To musiało być dawno.
Z westchnieniem ulgi powitał fakt, że może spokojnie wrócić do dormitorium. Musiał to wszystko na spokojnie przemyśleć. Zastanawiał się, czy nie zwrócić się o pomoc do Diabła. Razem mogliby coś wymyślić. Musiał na pewno pogadać z Krumem i ustalić ochronę dziewczyny. Z nią nie ma co rozmawiać. Doskonale znał siłę jej protestu, a protestować będzie z pewnością. Nie! Tu chodziło o to, żeby załatwić to po cichu i zapewnić jej bezpieczeństwo. Ale dlaczego właśnie ona? To pytanie nie dawało mu spokoju.
Wysłał przyjacielowi wiadomość i czekał. Tamtemu nie zeszło nawet pięć minut i już był na miejscu z butelką Ognistej.
- Blaise. – Jęknął Draco, widząc alkohol. – Jeszcze ci go mało?
- To na lepsze myślenie. – Powiedział Zabini i rozsiadł się spokojnie w fotelu. – Hermiony nie ma?
- Pewnie siedzi jeszcze w bibliotece. A czemu pytasz?
- Tak sobie. To mów, o co chodzi, stary.
- No właśnie o Hermionę. – Podał kumplowi zdjęcie i liścik z pogróżką. – Nie wiem, skąd znam to pismo.
- Też już je gdzieś wcześniej widziałem. Hmm. Nie mam pojęcia. Co zamierzasz z tym zrobić?
- Nie mam zielonego pojęcia. Rozważam pogadanie z Krumem.
- A jeśli on to wysłał?
Draco pokręcił przecząco głową.
- To niemożliwe. Właśnie rozmawia ze swoją dziewczyną. Dosyć głośno. – Uśmiechnął się wrednie.
- Wiem! – Krzyknął nagle Zabini.
- Co takiego?
- Ten list. To pismo. Amycus Carrow.
- Że co?
- Siedział zawsze obok twojego ojca na zebraniach.
Blaise doskonale znał krąg Śmierciożerców, chociaż sam nigdy nim nie został. Był wykorzystywany jako źródło informacji, kiedy każdy uważał na Malfoy’a. Mało kto go podejrzewał o związki z Czarnym Panem i tak miało pozostać. Jednak szybko mu się znudziła rola podwójnego agenta, co prawie przypłacił życiem. Miał zginąć z rąk Bellatriks zaraz po uwieńczeniu zwycięstwa Voldemorta w Hogwarcie.
- Wiem, kto to jest. – Warknął blondyn. Nie lubił Amycusa z wiadomych sobie powodów. – Muszę się przewietrzyć.
Niemal wybiegł na błonia. Było chłodno, ale on tego nie zauważał. Pochłonięty wspomnieniami dotarł nad jezioro.
Był wtedy jeszcze młody i głupi. Ślepo podążał za Voldemortem. Bał się przeciwstawić ojcu, bo wiedział, że Lucjusz nie zawaha się go zabić. To by była największa hańba dla Malfoy’ów.
Przed samą bitwą Czarny Pan zarządził naradę pośród jego największych zwolenników. Oczywiście był na nim jego ojciec, co oznaczało, że Draco też musiał się tam pojawić. Te spotkania go przerażały, a to, co się stało później, było początkiem wielkiej nienawiści Carrowa i młodego Malfoy’a.
Amycus pojawił się ze swoją młodziutką narzeczoną. Była zaledwie rok starsza od Draco, który do tej pory nie wie, co powodowało, że tkwiła przy tym staruchu. Przecież nie był ani przystojny, ani bogaty. To wtedy nie było ważne. Upatrzyła sobie blondyna i starała się go uwieść. Reszta towarzystwa niczego nie zauważyła, bo byli zbyt pochłonięci planem ataku na szkołę Dumbledore’a. Najgorsze było to, że była śliczna. Miała piękne orzechowe oczy i długie brązowe włosy, które falami opadały jej na ramiona. Różowe usta aż prosiły, żeby je całować. Nie mógł nie ulec takiemu zjawisku.
Obydwoje czekali na zakończenie spotkania. Nie musieli się porozumiewać, żeby wiedzieć, gdzie się spotkają. Zwykle po takich naradach następował posiłek i długie tortury więźniów. Narcyza starała się chronić przed tym syna i zabierała go ze sobą. Kathleen, bo tak miała na imię ta ślicznotka, również wyszła. Amycus nie był zdziwiony i jej na to zezwolił, gdy Voldemort nie wyraził sprzeciwu.
Wymknął się niepostrzeżenie. Spotkali się w jej pokoju. To było dosyć nieostrożne, ale oni w tej chwili się tym nie przejmowali. Mieli dla siebie trochę ponad dwie godziny, zanim wszyscy zaczną się rozchodzić.
- Nie mogłam się doczekać. – Uśmiechnęła się.
Wtedy nie powinien tego robić i teraz wiedział to doskonale.
Powoli rozebrał ją do naga. Tak słodko pojękiwała pod nim. Z jednej strony był podniecony, z drugiej trochę się bał. To był jego pierwszy raz i nie chciał, żeby ona to wiedziała. Chciał jej dać przyjemność nim on dozna spełnienia. Czuł dotyk jej delikatnych dłoni. Miała taką miękką skórę.
Wszedł w nią i wtedy rozpętało się piekło.
Do pokoju wpadł Amycus Carrow.
- Ty z nim? Jak mogłaś?! – Zaczął krzyczeć. – Ty dziwko.
- To nie ja. To on mnie zmusił. – Zaczęła szlochać, a Śmierciożerca rzucił się na Draco, który był w momencie zapinania spodni. Szybko złapał za swoją różdżkę i wypowiedział zaklęcie. Amycusa wyrzuciło w powietrze.
- Ja cię do tego zmusiłem?! Sama mnie prowokowałaś! – Wrzasnął Malfoy i miał zamiar wyjść, ale czarodziej zagrodził mu drogę. Rzucił w niego Avadą. Na szczęście blondyn w porę się uchylił. Dla niego to było szczęście, a dla dziewczyny pech. Padła na ziemię niczym szmaciana lalka.
- Zapłacisz mi za to! – Ryknął Śmierciożerca, ale chłopaka już nie było.
Po tym wszystkim słuch o Amycusie zaginął, a Malfoy był z tego zadowolony. Czuł się winny śmierci dziewczyny, ale to nie on ją zabił. Miał nadzieję, że Carrow zginął w bitwie, bo w Azkabanie go nie było. Widocznie zwiał, kiedy miał okazję i teraz powrócił, żeby się zemścić.
Przecież odebrał mu matkę. Jedyną ważną osobą w jego życiu. Czego on chce od Granger? Była tylko jego przyjaciółką i w dodatku miała chłopaka.
Przed nim pojawiła się kolejna sowa. Zdziwiony odebrał z jej dzióbka zdjęcie z napisem : Już niedługo będzie po wszystkim. Zdjęcie mu wiele wyjaśniło, bo przedstawiało jego z Hermioną wtedy, gdy pijana leżała na nim. Poczuł, jak zbiera się w nim panika. Wysłannik Śmierciożercy świetnie spełniał swoją rolę i doskonale go obserwował. O siebie się nie martwił. Wierzył, że da sobie radę. Ale co z Hermioną?
Musiał z nią porozmawiać. Podjął już decyzję i teraz chciał swój plan wprowadzić w życie.

*-*-*

Usłyszała ciche pukanie i podniosła się w łóżka.
- Wejdź. – Wskazała blondynowi fotel, a sama usiadła na łóżku. Nie skorzystał z propozycji i zajął miejsce obok niej.
- Musimy porozmawiać.
- Tylko nie mów mi, że powinnam się zgodzić. Chcę sama podjąć decyzję.
- Zgodzić się? Na co? – Był wyraźnie zaskoczony i zainteresowany.
- Nie wiesz? Cała szkoła o tym huczy. Wiktor mi się oświadczył.
Zapadła cisza. Tego się nie spodziewał. Myślał, że zacznie mu wyjawiać sekrety Kruma, a tu taka rewelacja.
- I co ty na to?
- Nie mam zielonego pojęcia. McGonagall kazała mi się zgodzić, bo ma nadzieję, że on mi wtedy wszystko powie. Ale ja nie umiem tak. Chcę być pewna, kiedy powiem komuś tak. A w tej chwili czuję się oszukana, a nie szczęśliwa.
- Czyli nie powiedział ci nic?
Pokręciła przecząco głową.
- Jestem beznadziejna.
- Nieprawda. Jesteś wspaniałą kobietą.
- Dzięki. No ale nieważne. Mów, co cię sprowadza.
Nie mógł powiedzieć jej o listach i zemście Carrowa. Wtedy na pewno będzie chciała iść z nim, a do tego nie mógł dopuścić. W zamku była bezpieczna.
- Wiem, kto zabił moją matkę i zamierzam go dopaść. – Powiedział w końcu.
- Ale jak? Kiedy? Gdzie?
- Właściwie to chciałem się pożegnać. Mam zamiar wyjechać od razu.
- Draco nie rób tego. Zemsta nie jest rozwiązaniem. Lepiej idź do Aurorów.
- Ich to nie obchodzi. Założę się, że są zadowoleni z powodu śmierci mojej matki. Nie kiwną nawet palcem.
- Idę z tobą.
- Nie możesz?
- Dlaczego?
- To zbyt niebezpieczne.
- To tym bardziej idę. Sam nie dasz sobie rady.
- Nie możesz z dnia na dzień uciekać ze szkoły.
- A ty możesz?
Uśmiechnął się.
- Nie zależy mi na tym.
- Albo idę z tobą, albo zostajesz.
- Ja idę, a ty zostajesz.
- Zostań, proszę. Dla mnie. – Spojrzała na niego z wyraźną prośbą w oczach.
- Nie mogę.
- Nie pozwolę ci na takie coś.
- A jeśli obiecam, że wrócę?
- Skąd mam pewność, że dotrzymasz słowa?
- Wiesz, że zawsze dotrzymuję.
Nie myślała nad tym co robi. Chciała go zatrzymać, chociaż nie wiedziała jeszcze, co nią kieruje. Delikatnie dotknęła wargami jego bladych ust. Zareagował na to bardziej intensywanie niż się spodziewała. Z całą stanowczością wpił się w jej usta. Całował ją namiętnie, a ona czuła, że wszystko wokół niej wiruje. Serce biło jej tak szybko, jakby zaraz miało wyskoczyć z jej piersi. To wszystko było takie niesamowite. Kiedy oderwał się od niej, żałowała, że to zrobił. Uspokajali się przez chwilę.
- Wrócę.
Musnął jeszcze jej usta i wyszedł. Był zły i zadowolony jednocześnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz